poniedziałek, 13 lipca 2015

Relacja ze Święta Mazurskiej Dłubanki


W dniach 7-11 lipca braliśmy udział w Święcie Mazurskiej Dłubanki. Przedstawiamy Wam krótki raport z naszego wyjazdu. Na wyprawę wybraliśmy się we dwóch z Darkiem Brzozowskim. Początkowo miało być nas 3-4, ale przyczyny obiektywne (urlopy i choroby) sprawiły wyeliminowały pozostałych. I tak planowaliśmy tylko swoiste rozpoznanie bojem więc nas to nie odstraszyło i rankiem, we wtorek 7 lipca pomknęliśmy do Spychowa.

Święto Mazurskiej Dłubanki to coroczna impreza organizowana przez Nadleśnictwo Spychowo. W tym roku odbyła się jej szósta edycja. Udział w imprezie był darmowy. Uczestnicy przyjeżdżali drużynami. Organizator zapewnił każdej drużynie pień drzewa. W tym roku były to 5 metrowe pnie potężnych ok. 200 letnich sosen (w poprzednich latach były też m. in topole). Oprócz pnia było miejsce do rozbicia namiotu i darmowe posiłki z kociołka. Do tego w budynku Nadleśnictwa zarezerwowane były 2 pokoje gościnne, prysznic i łazienka dla tych, którzy chcieli skorzystać z dobrodziejstw cywilizacji. Dla mnie i Darka – przyzwyczajonych do warunków imprez rekonstrukcyjnych było to aż nadto ;). Jeżeli chodzi o warunki pracy to organizator zapewniał świetnej jakości narzędzia, a także pomoc zawodowych pilarzy. Tak więc od strony organizacyjnej nie ma się do czego przyczepić – piątka z plusem.

W tym roku impreza miała być dość kameralna, ale i tak na miejscu czekało na nas 6 sosnowych pni. Po rozbiciu namiotu, powitaniu i krótkiej odprawie ruszyliśmy do pracy. Jako, że było nas tylko dwóch, na dodatek nie obeznanych z ciesiołką chętnie skorzystaliśmy z pomocy pilarzy. Pomogli z grubsza obrobić pień i porobić nacięcia, które ułatwiały ręczne usuwanie materiału z zewnątrz i wnętrza dłubanki. Mimo tej pomocy przy dłubance spędzaliśmy ok. 10-12 h dziennie, od wtorku do czwartku. W czwartek rano dłubanka nabrała już kształtu.



O tym na czym się wzorowaliśmy i jak dokładnie przebiegały prace będzie w kolejnym wpisie. Na następnych zdjęciach prezentujemy prace pozostałych uczestników. Na początek bardzo ładna i ciekawa dłubanka zrobiona na podstawie indiańskich dłubanek oceanicznych, oraz pierwsza na warsztatach dłubanka wypalana. Niestety zabrakło 1-2 dni do jej skończenia. Być może nastąpi to za rok na kolejnym święcie.



Dłubanka strażaków ze Spychowa, która powstała w rekordowym tempie. Strażacy przychodzili po pracy, ok. godziny 17 i do zmroku nad nią pracowali. Za nią dłubanka wykonana przez grupę rekonstrukcyjną Synowie Jaćwieży wzorowana na dłubance z Czarnej Hańczy. Jeszcze bardziej z tyłu widać dłubankę ekipy z Podkarpacia. Jeden z jej twórców – pan Kazimierz Bąk jest autorem największej w Polsce dwunastometrowej dłubanki.



W piątek rano dokończyliśmy naszą dłubankę starannie usuwając wszelkie ślady po pile i wykonaliśmy próbny rejs. Kwestie pływalności opiszę kiedy indziej, ważne dla nas było to, że dłubanka okazała się stabilna i ani razu nie zatonęła (czym nie wiele ekip mogło się pochwalić).



W sobotę ok. 13 odbyły się regaty dłubanek. Na starcie ustawiło się 9 jednostek. Oprócz zbudowanych w tym roku było kilka zeszłorocznych, a także jedna zbudowana w lesie przez leśników ze Strzałowa. Powstała ona tak jak dawniej powstawały dłubanki – w miejscu ścięcia drzewa. Po ukończeniu została zwodowana, a następnie jej załoga przemierzyła jezioro i przypłynęła na regaty. Na poniższym zdjęciu można zobaczyć wszystkie startujące dłubanki, za wyjątkiem ekipy ze Strzałowa. Jak widać oprócz tradycyjnych, były też bardziej fantazyjne :)



W regatach zajęliśmy piąte miejsce (i drugie wśród dłubanek z jednoosobową załogą – całe podium to duże 2-3 osobowe łodzie). Oprócz nagrody za szybkość trzyosobowe jury przyznawało nagrody dla najładniejszej dłubanki i za najciekawszy styl wiosłowania. Nagrodę za wiosłowanie otrzymała ekipa Synów Jaćwieży, nas z kolei nagrodzono za najładniejszą dłubankę :) W nagrodę otrzymaliśmy pamiątkowy dyplom i rzeźbione wiosło.



 Rozdanie nagród odbyło się na scenie po spektaklu „Powrót Juranda do Spychowa”. Zapakowaliśmy więc nagrody i naszą łódź i ruszyliśmy z powrotem do Warszawy.

Impreza bardzo nam się podobała. Zarówno organizacja, jak i sama idea święta i możliwość zabrania wykonanej przez siebie dłubanki. Poznaliśmy ciekawych ludzi, a niespodziewana nagroda dla najładniejszej dłubanki była swoistą wisienką na torcie. Planujemy już powrót za rok, najlepiej w większej ekipie :)

Rafał Szwelicki

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz