W dniach 7-11 lipca braliśmy
udział w Święcie Mazurskiej Dłubanki. Przedstawiamy Wam krótki raport z naszego
wyjazdu. Na wyprawę wybraliśmy się we dwóch z Darkiem Brzozowskim. Początkowo
miało być nas 3-4, ale przyczyny obiektywne (urlopy i choroby) sprawiły
wyeliminowały pozostałych. I tak planowaliśmy tylko swoiste rozpoznanie bojem
więc nas to nie odstraszyło i rankiem, we wtorek 7 lipca pomknęliśmy do
Spychowa.
Święto
Mazurskiej Dłubanki to coroczna impreza organizowana przez Nadleśnictwo
Spychowo. W tym roku odbyła się jej szósta edycja. Udział w imprezie był
darmowy. Uczestnicy przyjeżdżali drużynami. Organizator zapewnił każdej
drużynie pień drzewa. W tym roku były to 5 metrowe pnie potężnych ok. 200
letnich sosen (w poprzednich latach były też m. in topole). Oprócz pnia było
miejsce do rozbicia namiotu i darmowe posiłki z kociołka. Do tego w budynku
Nadleśnictwa zarezerwowane były 2 pokoje gościnne, prysznic i łazienka dla
tych, którzy chcieli skorzystać z dobrodziejstw cywilizacji. Dla mnie i Darka –
przyzwyczajonych do warunków imprez rekonstrukcyjnych było to aż nadto ;). Jeżeli
chodzi o warunki pracy to organizator zapewniał świetnej jakości narzędzia, a
także pomoc zawodowych pilarzy. Tak więc od strony organizacyjnej nie ma się do
czego przyczepić – piątka z plusem.
W
tym roku impreza miała być dość kameralna, ale i tak na miejscu czekało na nas
6 sosnowych pni. Po rozbiciu namiotu, powitaniu i krótkiej odprawie ruszyliśmy
do pracy. Jako, że było nas tylko dwóch, na dodatek nie obeznanych z ciesiołką
chętnie skorzystaliśmy z pomocy pilarzy. Pomogli z grubsza obrobić pień i
porobić nacięcia, które ułatwiały ręczne usuwanie materiału z zewnątrz i
wnętrza dłubanki. Mimo tej pomocy przy dłubance spędzaliśmy ok. 10-12 h dziennie,
od wtorku do czwartku. W czwartek rano dłubanka nabrała już kształtu.
O tym na czym się wzorowaliśmy i
jak dokładnie przebiegały prace będzie w kolejnym wpisie. Na następnych
zdjęciach prezentujemy prace pozostałych uczestników. Na początek bardzo ładna
i ciekawa dłubanka zrobiona na podstawie indiańskich dłubanek oceanicznych,
oraz pierwsza na warsztatach dłubanka wypalana. Niestety zabrakło 1-2 dni do jej
skończenia. Być może nastąpi to za rok na kolejnym święcie.
Dłubanka strażaków ze Spychowa,
która powstała w rekordowym tempie. Strażacy przychodzili po pracy, ok. godziny
17 i do zmroku nad nią pracowali. Za nią dłubanka wykonana przez grupę rekonstrukcyjną
Synowie Jaćwieży wzorowana na dłubance z Czarnej Hańczy. Jeszcze bardziej z
tyłu widać dłubankę ekipy z Podkarpacia. Jeden z jej twórców – pan Kazimierz
Bąk jest autorem największej w Polsce dwunastometrowej dłubanki.
W piątek rano dokończyliśmy naszą
dłubankę starannie usuwając wszelkie ślady po pile i wykonaliśmy próbny rejs. Kwestie
pływalności opiszę kiedy indziej, ważne dla nas było to, że dłubanka okazała
się stabilna i ani razu nie zatonęła (czym nie wiele ekip mogło się pochwalić).
W sobotę ok. 13 odbyły się regaty
dłubanek. Na starcie ustawiło się 9 jednostek. Oprócz zbudowanych w tym roku
było kilka zeszłorocznych, a także jedna zbudowana w lesie przez leśników ze Strzałowa.
Powstała ona tak jak dawniej powstawały dłubanki – w miejscu ścięcia drzewa. Po
ukończeniu została zwodowana, a następnie jej załoga przemierzyła jezioro i
przypłynęła na regaty. Na poniższym zdjęciu można zobaczyć wszystkie startujące
dłubanki, za wyjątkiem ekipy ze Strzałowa. Jak widać oprócz tradycyjnych, były
też bardziej fantazyjne :)
W regatach zajęliśmy piąte miejsce
(i drugie wśród dłubanek z jednoosobową załogą – całe podium to duże 2-3
osobowe łodzie). Oprócz nagrody za szybkość trzyosobowe jury przyznawało
nagrody dla najładniejszej dłubanki i za najciekawszy styl wiosłowania. Nagrodę
za wiosłowanie otrzymała ekipa Synów Jaćwieży, nas z kolei nagrodzono za
najładniejszą dłubankę :) W nagrodę otrzymaliśmy pamiątkowy dyplom i rzeźbione wiosło.
Rozdanie nagród odbyło się na scenie po
spektaklu „Powrót Juranda do Spychowa”. Zapakowaliśmy więc nagrody i naszą łódź
i ruszyliśmy z powrotem do Warszawy.
Impreza bardzo nam się podobała.
Zarówno organizacja, jak i sama idea święta i możliwość zabrania wykonanej
przez siebie dłubanki. Poznaliśmy ciekawych ludzi, a niespodziewana nagroda dla
najładniejszej dłubanki była swoistą wisienką na torcie. Planujemy już powrót
za rok, najlepiej w większej ekipie :)
Rafał Szwelicki






Brak komentarzy:
Prześlij komentarz