Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Płaszcze. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Płaszcze. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 27 października 2024

Raz jeszcze kilka zdań i zdjęć w temacie płaszcza o dwóch głowach


Często dostaję uwagę pod swoim komentarzami, że uprawiam “nekromancję postów”. Myślę sobie, że bardziej mi do odwróconego grabarza, niż nekromanty. Poniżej zaś praktyczny skutek przeglądania postów sprzed lat.

Projekt Chłop 2021-04-17

“Drugi wykrój kaptura o dwóch głowach - z "Powtórnej renowacji". Wydaje się jednak że niekoniecznie jest to ubiór chłopski. Ciężko orzec czy był spinany, na przedzie, czy był w formie "kangurki" tak jak go zrekonstruowałem. Kaptur założony na lamkę”

https://www.facebook.com/ProjektChlop/posts/pfbid02cCUcVZMekAunPMMUQfu8ejRgsboKPtqn22M97wj3PeLrWMJswygV6VCeh1jmua1Vl


Powyższy post o opończy/kapturze/płaszczu zainspirował mnie do tego, żeby spróbować wykonać bardzo praktyczny strój. Przygody z płaszczem dwugłowym miałem już za sobą ale ta sztuka wcale nie była dla mnie prosta i jednoznaczna. Wykrój zaczerpnięty z Poznańskiej księgi krawieckiej z 1628r. odnajduję w publikację, którą gorąco polecam nabyć: “Knihy krejcovskych strihu ve stredni Evrope v 16. az 18 stoleti I”


 I kontrowersja:

“Ćwierć” widoczna na wykroju musi uwzględniać obfitą budowę ciała. Przyjmując, że ćwierć to rozpiętość między kciukiem a małym palcem (21 cm u mnie), to otwór przez który można byłoby przełożyć rękę w ubraniu będzie odpowiedni dla osób bez rozbudowanego bicepsu. Jeżeli wasza lamka ma bufiaste rękawy, a wszycie pod pachą daje dużo luzu to również trzeba to wziąć pod uwagę.
Ja “Ćwierć” mam wg swojej dłoni + 1 palec (1,5 cm), co daje obwód otworu 45 cm.

II kontrowersja:

Czy warto wycinać “trójkąt” aby wszyć go ponownie, czy raczej wykonać proste rozcięcie materiału i wszyć kliny. Aby zrealizować opończę na dorosłego, to według wykroju szerokość beli musiałaby mieć minimum 8 ćwierci, czyli ponad 1,6m? Przy czym dla mojej sylwetki ćwierć zaznaczona na rysunku jako miejsce na ręce jest zupełnie niewystarczająca, co opisuję powyżej. Długo zastanawiałem się nad rozplanowaniem kroju tkaniny w taki sposób:


 I tak też uczyniłem będąc świadomym, że będzie nieco więcej materiału w okolicach szyi.

 III kontrowersja:

Czy gonty mają spadać na przedramię, czy też mają być oparte na barku?
Wybrałem rozwiązanie dostosowane do swoich proporcji tak, by gonty spadały na przedramię i argument za tą opcją przedstawię w części dalszej.

Wykroiłem z wełny tak:



Wykonałem bardzo poważne odstępstwo, co można zobaczyć na powyższych zdjęciach.
Mimo tego, że materiał wyciąłem wg. swojej interpretacji i pojawiały się wątpliwości co do powodzenia projektu, to chciałem zakończyć pracę, tak by przekonać się jak w praktyce będzie to rozwiązanie działać (a w zasadzie czy w ogóle będzie działać).

 Projekt zacząłem w marcu 2024 roku, a potem nastąpiła długa przerwa.

Pochwaliłem się wykonaniem gontów z wszytym klinem w część zasadniczą ale musiałem zawiesić prace nad ubraniem ze względu na inne zajęcia.



 Wznowiłem prace wbrew woli pomocników.


 W październiku 2024 udało mi się zakończyć prace.

 Tak leży:


Szukałem przyzwoitego modela, ale żaden się nie zgłosił.
Niestety ubrałem ciuchy z wielu kompletów, ale najważniejsza jest lamka - która w wersji z guzami występuje również w Poznańskiej księdze krawieckiej.


 Długość uległa skróceniu tak by mając ręce wewnątrz móc nadal operować dłońmi bez zaplątywania się w materiał.



Jak widzicie gonty spadają w taki sposób, że woda spływająca z barku nie będzie się lać do wewnątrz. Właśnie dlatego, wg. mnie jeśli ta opończa ma być używana jako płaszcz tak powinno dobrać się proporcje dla klina z gontami. Nie wykluczam, że ta opończa była przewidziana tak by nosić ją w taki sposób by ręce były przełożone przez otwory. Dla takiego sposobu nie rozumiem, czemu wg schematu gonty przyszyte do klina na barku zachodzą na kliny wszyte z boków - wygodniejszy byłby kształt elipsy.





Ułożenia kapturów wyróżniam III:

Przy deszczu:


 Przy mrozie, albo ładnej pogodzie:



 Do snu (od komarów) albo w śnieżycy/zawierusze:



Projekt uważam za całkiem udany, chodź odstępstwa usunę dopiero przy kolejnym wykonaniu (?). Jest możliwe by dla tych proporcji kroić materiał dokładnie jak na rysunku w księdze (choć bela musi mieć około 1,5m).

Dziękuję za uwagę i chętnie zobaczę Wasze prace. Czasem bowiem jest tak, że dopiero prototyp ukazuje to na co szczególnie trzeba zwrócić uwagę.

Poznańska księga Krawiecka 1628 r.

Projekt Chłop 2021 r.

A.Gozdalik 2024 r.


Adam Gozdalik

poniedziałek, 3 maja 2021

Chłopska opończa

Od źródeł do wykonania i noszenia płaszcza chłopskiego dwugłowego z wielkopolskiej księgi cechowej z 1593 roku.


Odtwórstwo warstw niższych z wieku XVI i XVII nastręcza wiele więcej kłopotu niż wykonanie wiernych kopii przedmiotów dobrze znanych, zachowanych i opisanych, bo należących niegdyś do osób znaczących. Pamiątki tekstylne dotyczące warstw niższych rzadko się zachowały, bo nie stawały się przedmiotem sentymentu następnych pokoleń, lecz miały wymiar głównie praktyczny. Tą swoją opinią chciałem zwrócić uwagę na fakt, iż podstawową trudnością jest dla mnie wątła ilość źródeł dot. wykonania płaszcza chłopskiego. Ale od czego mamy fanpage ‘Projekt Chłop’ czy ‘Szlafroków rozmowy’.

Temat płaszcza był już na fanpagu Projekt Chłop poruszany, np w 2015 roku gdy zestawiono wykrój “kaptura chłopskiego” z innymi ciekawymi grafikami: “W księdze krawieckiej z XVII w znajdujemy ciekawy wykrój chłopskiego kaptura. Ma on swoisty garb na plecach. W dziele Haura z 1693 r znajdujemy rycinę przedstawiającą chłopa w kapturze z takim właśnie dziwnym garbem. Co ciekawe rycina to kopia ryciny z dzieła Piotra Crescentyna z 1571.”

Warto też zapoznać się z poniższymi linkami dotyczącymi historii cechu krawieckiego z Chwaliszewa, skąd pochodzi omawiany wykrój kaptura:
https://wbc.macbre.net/document/5735/bractwo-krawieckie-chwaliszewskie.html
https://www.wbc.poznan.pl/dlibra/show-content/publication/edition/159363?id=159363

Z tego, co mamy dostępne na stan wiedzy na dziś, warto przytoczyć obszernie opisane hasło ‘Opończa’, z Encyklopedii Staropolskiej (wyd. 1900-1903): “Opończa. Płaszcz od deszczu, kopieniak. Orjentalista Muchliński twierdzi, że Turcy (którzy na oznaczenie płaszcza mają swój wyraz jahrmurłuk) pożyczyli od Polaków i Ukraińców drugą nazwę przerobioną podług siebie na japondża, przyczem twierdzi o słowiańskości źródłosłowu wyrazów: opona, oponka, oponeczka. Łuk. Gołębiowski uważa opończę za starożytny ubiór polski a obok tego pisze: Opończy, chroniących od zimna lub słoty, rodzaje te upatrujemy: brandebury, burki (były w XVII w. chwalone szczekockie t. j. w Szczekocinach robione), czuje albo czujki, jamurlachy, kopieniaki, mantele, ormentle, płaszcze i właściwe opończe. Szlachta nosiła opończe karmazynowe adamaszkiem lub atłasem błękitnym podszyte, kroju takiego, jak kiereje, z przydanym kapturem do nakrywania głowy w czasie deszczu. W opończy kroju pierwotnego, bez stanu, chociażby karmazynowej, wejść do pokoju było nieobyczajnie, ale gdy nastały opończe wcinane i atłasem błękitnym podbijane, można było. Takich opończy, jako z przedniego sukna francuskiego robionych, nie nosił lud prosty, tylko możni a najwięcej dworzanie. Starowolski mniema, że opończę przyjęli Polacy od Tatarów po bitwie wygranej r. 1512. Mamy stare przysłowia: 1) Choć słońce gorące, bierz w drogę opończę; 2) Patrz na słońce, kładź opończę; Rysiński przytacza dwa przysłowia: 3) Opończa ode dżdża i 4) Gdy jedziesz w drogę ano piecze słońce, nie chroń się dla dżdża wziąć sobie opończę.”

Z opisu można dedukować, że warstwy niższe, uboższe korzystały z praktycznych okryć wierzchnich, ale w kroju prostym i o tkaninie mniej szlachetnej w odróżnieniu od zamożnych mieszkańców Rzeczpospolitej.

Potwierdzenie powyższych tez znajdziemy w opracowaniu koniecznym do zapoznania - rozdział: “POLSKA OPOŃCZA Z KAPTUREM SZCZĘŚĆ BOŻE I UKRAIŃSKA OPOŃCZA Z BOHORODYCEJU” z publikacji Aleksandra Błachowskiego “Ubiór i krajobraz kulturowy polski i ukrainy zachodniej w ikonografii J.Głogowskiego i K.W.Kielisińskiego”.

Nie zamierzam streszczać jej zawartości w tym miejscu, ale konkluzje moje są takie, że płaszcz chłopski powinien wykonany być z wełny wytrzymałej, trwałej, z podszewką, która będzie delikatniejsza dla ciała i zapewni dodatkową ochronę od zimna. A ilość materiału przewidziana na wykonanie takiego płaszcza to pięć łokci (przyjmując łokieć staropolski na 59,6 cm daje nam to prawie 3 mb materiału o szerokości beli).



Mamy więc do wykonania płaszcz wg. wykroju:





Wiemy, że potrzebujemy tkaniny w ilości 3 mb o szerokości nie przekraczającej metra.

Moim celem stało się odwzorowanie wykroju pod własną posturę tak, by był bardzo praktyczny w każdych warunkach atmosferycznych oraz dawał swobodę ruchów.

Znalazłem w szafie miłą wełnę w wymiarach około 1,4 m x 3 m, na której postanowiłem przetestować tenże wykrój (mamy tu do czynienia ze współczesną szerokością belki materiału:


I po wycięciu (kot dla skali):


Po zszyciu, lecz przed rozprasowaniem szwów prezentował się tak:




Okazał się zbyt mały. Długość powodowała, że stał się mało praktyczny dla mnie. Podzielę się zdjęciami gdy nowy właściciel założy ten płaszcz.


Przyszedł zatem czas na szycie “właściwej wersji”.

Znalazłem wełnę o ładnym splocie, nitce i kolorze. Ciężki w prasowaniu i pachnący piwnicą - bo pochodzący sprzed kilku dekad....


Postanowiłem podzielić materiał w taki sposób by odpowiadał szerokości belki poniżej 1 metra.
Profesjonalnie wykonany rysunek pomógł mi w rozplanowaniu podziału tkaniny:


Taki układ miał zapewnić, by na najbardziej istotnych częściach płaszcza szwów było jak najmniej.

I oto porównanie do wersji poprzedniej, kształt samych kapturów nie zmienił się:


Po zszyciu części wyznaczyłem miejsce rozcięcia na ręce - widzimy tu inny kąt niż wg. projektu. Jest to świadoma decyzja, bo jest to wersja dużo dłuższa niż wynika z wykroju. Materiał z przodu płaszcza ma zasłaniać nasze ciało nawet gdy będziemy gestykulować jak nasi włoscy przyjaciele, także nie może być zbyt wąski po zszyciu.





Ci z Was, którzy mają bystry wzrok na pewno zauważyli na wykroju dwie kropki.


 Zidentyfikowane zostały jako otwory do przeplatania rzemienia bądź tasiemki (najważniejsze żeby nie był to nylonowy sznurek od snopowiązałki tak powszechny w chłopskim obejściu). Związanie płaszcza w tymże miejscu pozwoli nam wydzielenie otworów na ręce, umożliwi swobodne ruchy oraz spowoduje, że poły płaszcza lepiej będą na siebie zachodzić. Gdybym szył drugi raz, użyłbym nici lnianej woskowanej ale o barwie mniej agresywnej i taką Wam też polecam w tym wypadku.




W międzyczasie płaszcz zyskał podszewkę z niezbyt gęsto tkanej wełny z dwóch włóczek o różnych barwach. Wg. mojej wiedzy sposób barwienia tkanin i nitek zmienia się na przestrzeni wieków. Najogólniej należy przyjąć, że tkaniny farbowane w całości wypierają w ciągu wieku XVI tkaniny tkane z barwionych włóczek. Tkaniny z nitek wielobarwnych pozostają popularne na terenach wiejskich gdzie, wyplata się je głównie na własne potrzeby.


Całość po zszyciu została przetestowana w różnych warunkach atmosferycznych.
Sprawdza się zimą przy opadach śniegu i na dużym mrozie. Wiatr nie jest straszny podczas wędrówek. Deszcz z wiosennej burzy również nie czyni szkody. Idealnie sprawdza się na warcie i podczas snu. Może służyć jako koc. Przy dobrym ułożeniu zmieszczą się pod nim dwie osoby.
Ogólnie polecam wszystkim, którzy cenią sobie praktyczne rozwiązania.


Dla tych, którzy dotrwali do tego momentu podpowiem, że ten drugi kaptur służy do tego, by założyć go na czubek głowy. Wtedy uzyskujemy przed sobą ‘komin’ do oddychania oraz obserwacji przestrzeni bezpośrednio przed swoimi nogami. Ma to zastosowanie gdy poruszamy się podczas śnieżycy albo ulewy. Jest też niezwykle wygodne gdy chcemy obronić się przed komarami podczas snu. Proporcje kapturów należy dobrać indywidualnie do wielkości własnej głowy. Otwór przeznaczony na twarz nie powinien być dużo większy niż taki, który pozwoli opuścić kaptur na plecy, gdy chcemy odkryć głowę całkowicie bez zdejmowania płaszcza. Dopuszczam myśl, że taki kaptur mógł być tak dopasowany do twarzy by nie było to możliwe - przy długiej konstrukcji wydaje się to bardzo niepraktycznym rozwiązaniem.


Adam Gozdalik

Na zdjęciach Adam Gozdalik, Michał Filant, Patryk Pokorski


sobota, 28 maja 2016

Zwickel Mandl


Jakiś czas temu na blogu opisywałem marszczone płaszcze i wskazałem, że mogły być one wykonane z zebranego w fałdy prostokąta materiału. Od tego czasu dotarłem do nowych źródeł i pokażę inną możliwość.

W książce Drei Schnittbucher Katherine Barich i Marion McNealy znajduje się przerys ubioru z księgi krawieckiej z Enns z 1580 r. Pokazuje on krój płaszcza nazwanego Zwickel Mandl. W swej formie jest to ogromny owal, z bardzo dużym wycięciem pod szyją, mocno marszczony i posiadający fałdy od szyi aż do ziemi. Poniżej wykroje z książki:






Książka zawiera też ilustrację kobiety, najprawdopodobniej noszącą taki właśnie płaszcz. Pozwala to rozpoznać jako ów Zwickel Mandl płaszcze noszone przez kobiety z Norymbergi, Lipska czy Miśni przedstawione w dziele de Bruyna z 1581 r (a więc z tego samego okresu co księga krawiecka z Enns). Poniżej zestawienie tych przedstawień:



Należy też zauważyć, iż w inwentarzach z terenów Polski znajdujemy podobnie nazywające się elementy garderoby. Chodzi o tzw. mętel/mentel/mętsel. Oczywiście nie możemy być pewni czy chodzi o płaszcze o takim kroju czy też inne.

Metel stary podarty brzuszkami farbowanemi podszyty czarny.
Kalisz 1602 r

Mentel sukienny podszyty.
Warta 1608 r

Mętsel czarny, sukienny królikiem podszyty
Staw 1616 r

Rodzi się zatem pytanie czy płaszcze noszone przez kobiety z terenów Rzeczpospolitej miały taki sam krój jak Zwickel Mandl? Być może, chociaż trzeba też zwrócić uwagę na różnice. Polskie płaszcze mają większe i rzadziej umieszczone fałdy, są krótsze i zdecydowanie mniej obfite. Najbardziej uderzające jest jednak to, że u Polek, nawet gdy płaszcz jest spięty pod szyją, to poły są otwarte. Zwickel Mandl całkowicie zasłania postać. Trzeba jednak zauważyć iż w tym samym Gdańsku, na ilustracjach de Bruyna panny mają dokładnie takie same płaszcze jak kobiety z Norymbergi, a więc Zwickel Mandl.




Tak więc nie da się jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie jaki krój miały płaszcze noszone przez Polki pod koniec XVI w. Czy był to zebrany w fałdy prostokąt, czy owal jak opisany Zwickel Mandl. Pewne wskazówki przemawiają za jedną, a inne z drugą interpretacją. Możliwe też, iż oba kroje ze sobą współistniały.


Rafał Szwelicki

niedziela, 26 października 2014

Zapaska naramienna

                                                                                                                
Dziś krótki artykuł o pewnym elemencie ubioru, który jakiś czas temu zwrócił moją uwagę. Zaczęło się od książki Aleksandra Błachowskiego Ubiór i krajobraz kulturowy Polski i Ukrainy Zachodniej w ikonografii J. Głogowskiego i K.W. Kielisińskiego. Jest to zbiór prawie tysiąca obrazków przedstawiających ubiory ludności wiejskiej i przedmieść odwiedzanych przez autora. Powstały one w większości w latach 30-tych XIX w i dokumentują tradycyjny ubiór ludowy. Jak się uważa korzenie wielu z tych ubiorów sięgają XVII w i wcześniej. Dziś opiszę jeden z takich elementów ubioru.

Wśród przedstawień kobiet polskich z końca XVI i początku XVII w widzimy kilka odzianych w charakterystyczny długi płaszcz:

Vecellio tak opisuje ten ubiór:

Noszą one [Polki] płaszcz podbity futrem, pokryty jedwabiem lub suknem różnego koloru, wedle własnego upodobania.

Płaszcz ten sięga do kolan, czasem trochę krócej, czasem dłużej i jest mocno pofałdowany. Pytanie zatem jak był krojony. Obecnie w rekonstrukcji najczęstsze są płaszcze z wycinka koła – ćwiartki, półkola lub niemal pełnego koła. Płaszcze takie są znane z wielu zabytków:


Jednak jak widzimy układają się one trochę inaczej niż te na przedstawieniach polskich kobiet. Są pofałdowane u dołu, ale na ramionach i przy szyi fałdy zanikają. U Polek wydaje się, że idą one aż pod szyję, a czasem wręcz pod szyją jest ich więcej niż u dołu. Szukając dalej trafiłem na rycinę Josta Ammana z której Vecellio korzystał, oraz ilustracje w książce Lucasa de Heere. Widać na nich dokładnie, że płaszcz jest fałdowany od dołu do góry:


Szczególnie dobrze widać to na ilustracji d’Heere. Wygląda to tak jakby płaszcz był zebrany w fałdy i wszyty do paska (kołnierza). W ten sposób powstaje fałdowanie podobne do tego znanego ze spódnic - równe fałdy od dołu do góry.

A teraz spójrzmy na płaszcze narysowane przez Kielisińskiego, od których zaczęło się moje zainteresowanie tematem:



Wyglądają dość podobnie – jak szerokie pasy materiały, pod szyją ściągnięte w fałdy. Oczywiście są też różnice. Wykonane są z mniejszej ilości tkaniny, stąd fałdy są mniej wyraźne. Płaszcze są sporo krótsze, a wiązanie pod szyją mniej dopasowane, ale ogólna zasada wykonania wydaje się być podobna. Co ciekawe taki typ okrycia przetrwał do naszych czasów w ludowym stroju świętokrzyskim i nazywa się zapaską naramienną:


Zdjęcie pochodzi z tej strony:
Zapaska ta jest krótsza od płaszczy widocznych na siedemnastowiecznych przedstawieniach, ale tak jak one jest fałdowana u góry. Dzieje się tak, bo jest szyta podobnie jak spódnica czy normalna zapaska – z prostokątnego kawałka materiału, który jest następnie fałdowany i zszywany z paskiem tkaniny. Końce tego paska służą jednocześnie (po zawiązaniu ich pod szyją) za zapięcie płaszcza.

Jednak czy tego typu płaszcze znajdziemy w XVI/XVII wieku? Okazuje się, że tak. W zbiorach Muzeum Wiktorii i Alberta znajduje się ciekawy kobiecy płaszcz z ok. 1590-1610 r:


Jest on jak widać mocno pofałdowany, zarówno u góry, jak i u dołu. Susan North w książce Seventeenth-Century Women's Dress Patterns: Book 1 pokazuje krój tego płaszcza. Składa się on z kilku trapezoidalnych części, zszytych razem. Całość pod szyją jest mocno marszczona i wszyta w listwę kołnierza. W listwie są otwory służące do przewlekania wstążki, służącej zapięciu płaszcza.

Podsumowując. Artykuł ma na celu pokazanie, że oprócz płaszczy z półkola w XVI i XVII w znano płaszcze w formie prostokąta lub trapezu i marszczone pod szyją. Marszczenia takie wszywano w kołnierz i być może przyszywano też do taśmy. Prawdopodobnie tego typu płaszcze mieszczańskie trafiły później na wieś i stały się elementem stroju ludowego. Jako zapaska naramienna w czasach Kielisińskiego były znane na sporym obszarze Polski – w Mazowieckim, w okolicach Częstochowy, pod Krakowem, w Świętokrzyskim i w Sandomierskim. Z czasem zanikły, poza ludowym strojem świętokrzyskim. Niestety nie znalazłem jeszcze potwierdzenia, że taki element ubioru był noszony przez polskie chłopki. W Ekonomice Haura z 1689 r znajduje się przedstawienie kobiety w podobnym płaszczu, które na końcu tego wpisu zamieszczam, ale trudno określić czy to szlachcianka, mieszczka czy może bogatsza, lub odświętnie ubrana chłopka. Pozostałe ryciny u Haura przedstawiają chłopów więc i z tą może być podobnie, ale do końca nie jest to pewne.  Inne znane mi przedstawienia chłopek z XVI-XVII wieku pokazują je raczej w czasie pracy w polu, jak piorą czy krzątają się w domostwie, a więc w sytuacjach gdy płaszcz nie był używany. Możliwe również, że okrycia tego typu wywodzą się z dawniejszej tradycji. Podobne płaszcze widać na ilustracjach kobiet łotewskich i estońskich. Czasem są one marszczone, czasem to tylko prostokątny kawałek materiału spięty broszą. Tam wywodzą się one z płaszczy bałtów poświadczonych już w VII w (patrz A. Zarina Apgerbs Latvija). Może i w Polsce ten typ ubioru wywodzi się z okryć słowiańskich? Trudno mi to na razie stwierdzić, ale z kronikarskiego obowiązku wspominam o takiej możliwości.

Jak zwykle czekamy na wasze uwagi i komentarze.


Rafał Szwelicki