Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Torby. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Torby. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 25 marca 2018

Relacja z warsztatów wykonywania tradycyjnych elementów strojów góralskich

W dniach 28.02 i 07.03 miałem wielką przyjemność brać udział w warsztatach pod tytułem „Robimy kierpce, opaski, torebki”, organizowanych przez burmistrza miasta Zakopane, w ramach projektu „Popularyzacja zakopiańskiego dziedzictwa kulturowego”. Warsztaty prowadził Mistrz z Bukowiny Tatrzańskiej- Pan Jan Wilczek, razem z żoną, Panią Stanisławą.  Pan Jan prowadzi w Bukowinie swoją pracownię, gdzie  wykonują elementy strojów góralskich, zarówno ze skór jak i z metalu. O pracowni rodziny Wilczków możecie więcej przeczytać TUTAJ


Na warsztaty pojechałem z chęcią poznania tradycyjnych technik stosowanych w ludowym skórnictwie i dowiedzenia się możliwie dużo na temat ciągłości rzemiosła od jak najdawniejszych czasów. Przychodząc na zajęcia, nie miałem pojęcia jak bardzo zmienią one moje patrzenie na sztukę ludową. Jako że po raz pierwszy pojawiłem dopiero na trzecich zajęciach cyklu, większość uczestników już miało za sobą pierwsze próby szycia torebek i pasów. Miałem wiele do nadrobienia. Chcąc wynieść jak najwięcej, przyznałem się do swoich rekonstrukcyjnych korzeni i pewnych umiejętności pracy ze skórą. Dzięki temu od razu dostałem do zrobienia pas. Pasek skóry należało obrobić „kostkami”. Były to bardzo proste narzędzia wykonane z sarnich i jelenich rogów, służące do wygładzania brzegów i tłoczenia linii wzdłuż krawędzi. Jak się później okazało, te stosowane do dziś narzędzia nie zmieniły się od średniowiecza, a pewnie i jeszcze dawniejszych czasów. Pozytywnym zaskoczeniem był komfort pracy. Rogowe narzędzia były znacznie wygodniejsze i dawały lepsze efekty niż nylonowe kostki, które stosowałem do tej pory. Na pewno w przyszłości wykonam dla siebie takie narzędzia.  



Po obrobieniu paska, przyszedł czas na dekorowanie go tłoczeniami. Mieliśmy do dyspozycji wiele różnych sztanc, które Pan Jan udostępnił ze swojego warsztatu. Tutaj spotkało mnie kolejne pozytywne zaskoczenie- wzory. Wiele z nich pokrywało się z wzorami znanymi z siedemnastowiecznych cieszynek. 



Po pracy ze skórą przyszedł czas na wykonanie sprzączki. Dostaliśmy do dyspozycji płaskie prefabrykaty wycięte zgrubnie z blachy miedzianej i komplet pilników. Blachy należało „brusić”, t.j szlifować do uzyskania pożądanego kształtu i obłości wszystkich krawędzi. Następnie przy pomocy kolejnych sztanc, tym razem przygotowanych do pracy w metalu, zdobiliśmy sprzączki, wybijając wzory na podkładzie z grubej stalowej blachy. Kolejnym etapem prac było „pękacenie”. Młotkiem szewskim, na podkładzie z grubej skóry, należało tak wymodelować płaską sprzączkę, żeby uzyskała ładną, wypukłą formę.  Na sam koniec zamontowaliśmy „trzpienie”, tzn. języczki sprzączek wykonane również z blachy miedzianej. Jak później doczytałem w „Metalowych spinkach góralskich” Włodzimierza Antoniewicza, miedź była stosowana w ludowej metaloplastyce, obok mosiądzu i srebra.  Gotową sprzączkę wszyłem do wcześniej przygotowanego pasa, ale nie tak, jak byłem to tego przyzwyczajony, dratwą. Szew góralski wykonuje się cienkim rzemieniem, niezależnie czy szyjemy pas, opasek, torbę czy kierpce.




Drugim przedmiotem który wykonałem w ramach warsztatów była torebka. Obiecałem ją córce, więc musiałem się postarać. Forma została mi podpowiedziana przez Pana Jana, tak samo wytłumaczył na czym polega szew rzemieniem. Otwory pod szew były wycinane drobnym dłutkiem, przy pomocy młotka, a nie przebijane szydłem, dzięki czemu sam rzemień układał się równo podczas szycia i nie skręcał. Po wybiciu otworów i przeszarfowaniu (ścienieniu) rzemienia, można był przystąpić do szycia. W tym miejscu niezastąpione okazało się rogowe szydło, które łatwo poszerzało otwory przed samym przewleczeniem rzemienia, jednocześnie nie powiększając i nie odkształcając ich. Dzięki temu szycie przebiegało szybko i nie wymagało dodatkowych igieł czy kleszczy do przeciągania. Klapę torebki, tak jak wcześniej pas udekorowałem sekwencją wzorów, tym razem decydując się na motyw rozety.



Najcenniejszym co wyniosłem z zajęć był kontakt z prawdziwym Mistrzem rzemiosła. Szczególnie zapadło mi w pamięci stwierdzenie, że rzemiosła nie można krytykować- efekt prac jest wynikiem możliwości twórcy, jego talentu i dostępnych narzędzi. Jednocześnie Pan Jan z pewnym zadowoleniem stwierdził, że dzisiaj wielu młodych ludzi chce wracać do starych wzorów i stosować  je we współczesnych wyrobach ludowych. Dla mnie, rekonstruktora, te słowa były zastrzykiem motywacji i energii. W końcu staram się czerpać z jak najstarszych dostępnych źródeł.

Na fali tego entuzjazmu wykonałem swoje pierwsze sztance do metalu a następnie z ich pomocą zrobiłem kopię spinki z Marikovej- najbardziej prymitywnej jaką znalazłem we wspomnianej wcześniej książce Włodzimierza Antoniewicza.




Szczerze polecam ten cykl warsztatowy wszystkim, którzy chcą poznać prawdziwe rzemiosło i poznać choć trochę techniki rękodzieła. Zajęcia będą organizowane przez kilka lat, a informacje będą dostępne na stronie Miasta Zakopanego.

Adam Ledwoń

piątek, 14 lutego 2014

Torba wołoska

Jakiś czas temu na Facebooku podczas dyskusji wypłynęła kwestia tkanin noszonych przy boku przez wołoskich pasterzy na ilustracjach XVII wiecznych. Sądziłem że to jakieś narzuty czy kocyki, może chusty czy coś w tym stylu. Adam Ledwoń stwierdził że wygląda mu to na torbę. Nie znałem tego typu toreb, a tym bardziej takich z klapą dłuższą niż kieszeń torby, więc nie bardzo mi się to widziało. 

Tymczasem niedawno natrafiłem na torby które idealnie do tych pasują, więc przyznaję się do błędu i opisuję co i jak. Na początek ikonografia z epoki tak żeby wszyscy wiedzieli o czym mowa.  


Jak widać wszystkie powyższe postacie noszą przy boku taki sam fragment materiału. Jest on zawsze biały, czasem kremowo, czasem czysto, ale zawsze jest to biały kolor. Zdobiony jest pasami w kolorze czarnym lub jak się w jednym przypadku wydaje – szarym. 

Skąd zatem pewność że to torby? Otóż okazuje się że bardzo podobnie wyglądają tradycyjne torby na Węgrzech. Zwane są one tarisznya i wg. Węgierskiego Leksykonu Etnograficznego poświadczone są tekstowo od XII w.:
http://mek.oszk.hu/02100/02115/html/5-435.html

Występują w wielu odmianach, ale część z nich łączy się z osadnictwem wołoskim. Jak widać 4 z pięciu powyższych miniaturek ukazują Wołochów (tak są te miniatury podpisane), a nawet ów rumuński chłop może być Wołochem, gdyż osadnictwo wołoskie tam sięgało. 

Sięgało również na tereny Polski. Już dawno udowodniono, że kultura naszych górali jest w istocie wołoska. Zacząłem szukać i znalazłem artykuł z 1949 r autorstwa Romana Reinfussa zatytułowany Wełniane torby góralskie. Artykuł pochodzi z nr 3 czasopisma Polska Sztuka Ludowa.  Autor pokazuje kilka zdjęć góralskich toreb.


Autor nie ogranicza się tylko do opisu toreb z XIX/XX wieku  – wywodzi także ich proweniencję z wcześniejszych czasów, identyfikując taką torbę na przedstawieniu wołoskiego pasterza z XVII w. 

Te góralskie torby różnią się pod pewnymi względami od tych z XVII w. Przede wszystkim różni je to że są to plecaki a nie torby na ramię. Druga kwestia jest taka że nie mają takiej długiej klapy. Zamiast tego są to torby otwarte, gdzie nie duża klapa jest noszona odwinięta na zewnątrz. Oczywiście nie jest tak we wszystkich przypadkach – Reinfuss pokazuje jedną torbę, która ma funkcjonalną klapę. 

Artykuł Reinfussa opisuje też tajniki konstrukcji tychże toreb. Były one tkane na krosnach dwunicielnicowych, prostym splotem płóciennym. Kolory toreb (biały, czarny i ew. szary) wynikają z tego, że osnowę wykonuje się z naturalnie białej, nie barwionej przędzy, a wątek z przędzy białej lub czarnej (w miejscach pasów). Czarna wełna jest również nie farbowana (używa się po prosu wełny czarnych owiec). Czasami stosuje się wątek szary, powstały z przędzy mieszanej – uprzędzonej z runa czarnych i białych owiec. Tym samym powstaje prosty, nie barwiony pasiak. Pasuje to idealnie do przedstawień z XVII w i wyjaśnia fakt, że torby te są zawsze białe, w czarne (lub szare w jednym przypadku) pasy.  

Po utkaniu materiału szerokiego na ok. 60 cm i długiego na ok 150 (nie licząc frędzli), oddawano go do folusza. Po sfolowaniu torba stawała się w zasadzie nieprzemakalna (cecha o jakiej wspomina Węgierski Leksykon Etnograficzny). Następnie składano ją i szyto po bokach wełnianą nicią specyficznym, rzadkim ściegiem:


Dodatkową oprócz tkanych pasów ozdobą torby była frędzla. Frędzla wykonywana była ze skręconych ze sobą nici osnowy. Ciemną frędzlę uzyskiwano tak, że przez krawędź tkaniny przeplatano dodatkowe ciemne nici i skręcano je z nićmi osnowy. W ten sposób powstawała czarno-biała frędzla. 

Do zawieszenia torby na ramieniu służyły tkane taśmy. Nie widać takich na przedstawieniach z XVII w – wydaje się raczej, że wtedy używano pasów skórzanych. 

Obok tego typu torby znajdujemy też trochę innych toreb. Wydaje się że były one wykonywane w dość podobny sposób, zamieszczam zresztą współczesne dla porównania. 


Tak więc tego typu, prosta torba na ramię jest dobrym wyborem dla odtwarzających postacie wołoskich pasterzy – nie tylko tych z terenów Węgier, ale także tych po naszej stronie Karpat - górali czy zbójników tatrzańskich.

Może ktoś ambitny podejmie się rekonstrukcji?

Rafał Szwelicki