Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 6. Ekwipunek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 6. Ekwipunek. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 28 marca 2021

Kusze czy łuki? Analiza starcia pod Zakrzewem.


2 lutego 1656 r we dworze znajdującym się we wsi Zakrzew doszło do ciekawego starcia. Grupa polskich partyzantów zaatakowała szwedzki oddział pod dowództwem Rutgera von Ascheberga. W czasie walk spłonął dwór, wielu Szwedów zostało rannych, ale udało im się wyrwać z okrążenia i  uciec. Von Ascheberg w swoich pamiętnikach opisuje starcie tak jakby było jego wielkim zwycięstwem. Walk tego typu było w czasie Potopu mnóstwo, jednak to szczęśliwie doczekało się uwiecznienia na przynajmniej 2 bliźniaczych obrazach. Obrazy nie był malowane przez szczególnie wybitnego artystę stąd ich interpretacja może nastręczać  licznych problemów. Jednym z nich jest kwestia uzbrojenia części partyzantów. O ile u części wyraźnie widać łuki, to inni wyglądają tak jakby używali kusz.


Szczególnie widoczne  jest  to u tych postaci:


Mając tylko takie przedstawienie można by przypuszczać, że artysta namalował kuszników. Niestety okazuje się, że część polskiej jazdy kozackiej również trzyma broń w podobny sposób:


Analiza ikonograficzna nie daje zatem jednoznacznych informacji.  Przyjrzyjmy się jednak kontekstowi starcia. W pracy „Wojna polsko-szwedzka 1655-1660” , red. J. Wimmer, Warszawa 1973,  Jerzy Teodorczyk pisze iż wojskami polskimi dowodził Stanisław Witowski, kasztelan sandomierski. Miał on mieć pod sobą 4 chorągwie komputowe (kozackie), 2 chorągwie pospolitego ruszenia (1 kozacką i jedną husarską) oraz chłopską piechotę dymową.  Piechota ta miała być zbrojna w kosy (o których pisze też von Ascheberg). O samych kuszach ani łukach nic nie ma. Ascheberg pisze tylko o strzałach. Nie wiem jakiego słowa użył mam bowiem tylko polskie tłumaczenie ale trzeba pamiętać, że w języku niemieckim słowo Pfeil  - może oznaczać strzałę z łuku jak i kuszy:
www.woerterbuchnetz.de/DWB/pfeil

Witowski był kasztelanem Sandomierskim. Chłopi których prowadził pochodzili najprawdopodobniej z jego włości. W swojej Kulturze ludowej Słowian Moszyński pisze, że kusze wśród chłopów zachowały się  tylko jako  zabawki na  Polesiu i w tzw. Lasach pomiędzy Wisłą a Sanem. Kusze zabawki mogły, być pozostałością po używaniu kusz prawdziwych, a także z nimi współwystępować  (jako narzędzie nie tylko zabawy, ale i nauki i wprawiania się). Tak sprawa wygląda w rejonach z których mamy więcej źródeł – np. w Niderlandach, gdzie na tych samych obrazach z XVI można na scenach przedstawiających jarmarki dostrzec zawody kusznicze dla dorosłych i jednocześnie sprzedaż kusz zabawek dla dzieci. Może być to być zatem poszlaka wskazująca, że dawniej kusze znane były w okolicach Sandomierza. Dawniej zasięg występowania kusz zabawek  był  jeszcze większy. Zabytki z XV-XVI w znaleziono w Wilnie i Elblągu. Więcej TU


Źródła z terenów Polski wspominają tez czasem o  kuszach do polowań. Jednak nie chodzi tu o broń ręczną, tylko kłusownicze SAMOSTRZAŁY. Brak informacji o takiej broni u Moszyńskiego  może wynikać z ostrożności. Informatorzy nie udzielali informacji o kuszach, gdyż jako narzędzia kłusownicze mogły one sprowadzić na użytkownika karę. Z okresu II wojny światowej znane są dwie kusze kłusownicze ze Zbiorów Muzeum Tarzańskiego, opisane przez Henryka Ciosińskiego w artykule „Kusze górali tatrzańskich”. Wiem również o kuszy tego typu ze zbiorów skansenu w Kolbuszowej.


Zbierzmy wszystko do przysłowiowej kupy:

  1. Ikonografia nie daje jednoznacznej odpowiedzi jakiej broni używali chłopscy powstańcy pod  Zakrzewem.
  2. Chłopi prawdopodobnie pochodzili spod Sandomierza -  z okolic gdzie najdłużej przetrwały kusze, przy czym w formie zabawek.
  3. Wiemy, że w XVI-XVII w na ziemiach polskich (w Świętokrzyskim) znano kusze-samostrzały,  zwłaszcza wśród ludności związanej z lasem – bartników i smolarzy.
  4. Możliwe też, że stosowano jeszcze proste kusze ręczne na potrzeby kłusownicze. Mogą  o tym świadczy pojedyncze egzemplarze które po II wojnie światowej trafiły do zbiorów Muzeum Tatrzańskiego i skansenu w Kolbuszowej.

Reasumując -  brak jest dowodów na używanie kusz pod Zakrzewem, chociaż  w świetle poszlak nie wydaje się to  nieprawdopodobne. Możliwe, że Witowski zbierając ludzi na wyprawę dymową, zabrał ze sobą nie chłopów – kmieci, tylko smolarzy i innych ludzi lasu. Tacy byliby oczywiście znacznie bardziej przydatni w działaniach partyzanckich od oraczy.  Wyjaśniałoby to też ich wygląd na obrazie - ciemne, niemal  czarne sukmany i kaptury. Ludzie ci niemal na pewno znali kusze samostrzały i jest dość prawdopodobne, że w dzieciństwie budowali kusze zabawki (czego ślady pozostały w tekstach i etnografii). Prawdopodobnie poza zabawą była to istotna umiejętność pozwalająca w późniejszym wieku skonstruować  pełnowymiarową broń do polowań czy kłusownictwa. 


Rafał Szwelicki


Post scriptum.

Pod koniec 2020 r na fanpage Projekt Chłop zamieściłem serię  wpisów prezentujących chłopskie kusze z całego świata. To ciekawy materiał  porównawczy .

Chiny:

https://www.facebook.com/ProjektChlop/posts/4832061900145126

Skandynawia:

https://www.facebook.com/ProjektChlop/posts/4843387912345858

https://www.facebook.com/ProjektChlop/posts/4938014916216490

https://www.facebook.com/ProjektChlop/posts/4975645349120113

środa, 26 października 2016

Samostrzał - zabawka

Dziś wpis o kuszy-zabawce. Czytając „O pomnożeniu y rozkrzewieniu wszelakich pożytków” Piotra Crescentyna z 1571 r w opisie leszczyny trafiłem na bardzo ciekawą informację:

„[Z] Drzewa tego nalepsze obręczy bywają na achtele albo na fasy winne, takież samostrzały dzieciom ku krotochwili ”

Innymi słowy z leszczyny robiono samostrzały dla dzieci do zabawy. Samostrzał to dawna nazwa kuszy. Co prawda można spotkać się z opinią przeciwną. Np. na forum Arcus - Link. Postanowiłem zatem rozbudować tę krótką notkę do trochę dłuższego wpisu. Omówię w nim najpierw kwestię czy samostrzał = kusza, a następnie postaram się przedstawić jak taki wspomniany przez Crescentyna samostrzał mógł wyglądać.

Po pierwsze warto zerknąć do słowników. Wielki słownik Doroszewskiego informuje:



Rzeczywiście, tak jak wielu zauważa samostrzał mogło oznaczać pułapkę, która sama oddawała strzał do zwierzyny. Jednak to tylko jedno ze znaczeń tego słowa. Innym jest po prostu kusza. Hasło odsyła nas do Brücknera, a ten z kolei swoją opinię o tym jakoby bronią kopijników była kopia długa na 8 łokci [w oryginale jest 18 sic!], a bronią strzelców kusza opiera na „Historii jazdy polskiej” Górskiego. 

Dzieło Górskiego jest dość stare, ale autor oparł się na wielu źródłach. Jednym z podstawowych są rolle popisowe polskiej jazdy. W przykładowej, pochodzącej z roku 1471 znajdujemy strzelców (mają konie strzelcze) wyposażonych w samostrzały. Zamieszczam poniżej fragment owej rolli (s 270):

Podobnie samostrzały znajdziemy u strzelców w rotach pieszych:

[…]Anno Domini 1471[…]
Sagittarii.
Nicolaus Zathorski, samostrzał nowy a szabla.
Stanislaus Nischurowski, samostrzał nowy a szabla.
Niemiec Szczepan, samostrzał nowy a miecz.
Tomasz Nischurowski, samostrzał podzelowany a szabla.
Tomek Dwierski, samostrzał nowy a miecz. […]
Górski, Historia piechoty polskiej, s 209

Zatem widzimy że strzelcy, zarówno konni jak i piesi pod koniec XV w byli wyposażeni w samostrzały (i nie były to pułapki ;) ).  Skąd natomiast wiemy, że nie były to łuki? Po pierwsze - wskazuje na to analiza innych rolli z „Historii jazdy polskiej”. Występują w nich zapisy informujące o koniach strzelczych, których jeźdźcy mieli kusze (np. s 286), albo w wersjach łacińskich o sagittari z jeźdźcami wyposażonymi w balistae (np. s 281). Wszystko to zależało od skryby. W każdej rolli jest konsekwentnie albo samostrzał, albo kusza, albo łac. balista. Można zatem śmiało postawić znak równości pomiędzy samostrzał (czasem występuje tez forma skrócona strzał), kusza i balista. Po drugie, jakby tego było mało dodatkowe informacje podaje nam słownik Lindego:



Tu najciekawsza jest informacja o samostrzelniku, pochodząca z Zielnika Syrenniusza z 1613 r (choć trzeba zauważyc że autor pracował nad nim ponad 30 lat). Autor wyraźnie stwierdza, że łucznicy wytwarzają łuki, a samostrzelnicy – kusze. To pokazuje, że choć w czasach Syrenniusza nazwa samostrzał była już mniej popularna i raczej używano słowa kusza, to wytwórca tej broni dalej tradycyjnie był nazywany samostrzelnikiem.

Podsumowując należy stwierdzić, że opinie, iż „samostrzał nie oznaczał kuszy” są w świetle dokumentów z epoki całkowicie nieuprawnione. 

Skoro więc wiemy, iż zabawkowy samostrzał opisany przez Crescentyna to kusza, można się zastanowić jak mógłby wyglądać. Nie mam co do tego pewności, gdyż nie znam ilustracji z tego okresu, przedstawiających dzieci z takimi zabawkowymi kuszami.  Na szczęście w Muzeum miejskim w Hamburgu znajduje się kusza, określana na podstawie rozmiarów jako dziecięca i datowana na XV w. Podobną kuszę widać na załączonym rysunku kusznika. Niestety nie mam dokładnego datowania, ale wygląda na  koniec XV, początek XVI w. Może któryś z czytelników jest w stanie to lepiej wydatować?



Możliwe zatem, że samostrzał opisany przez Crescentyna miał podobną formę. Tym bardziej, że podobna broń przetrwała do XIX w w postaci kusz wielorybniczych. Znalazłem też informację, że tego typu spust zwany Zapfenschloss  (dosł. zamek czopowy/sworzniowy) znajduje się też w kuszy z XIV w z  Schweizerischen Landesmuseum w Zurichu, Inv. Nr. 6010 I - Link do repliki

Na naszym polskim rekonstrukcyjnym podwórku znalazłem z kolei wpis na blogu Bukowy Las, którego autor wykonał podobny samostrzał. Z braku lepszego materiału łuczysko wykonał z leszczyny i tym samym, przez przypadek wykonał dość dokładną rekonstrukcję zabawki opisanej przez Crescentyna ;) Link


Rafał Szwelicki

piątek, 22 lipca 2016

Składak wołoski


Dziś pierwsza na naszym blogu recenzja. Nie wszystko jesteśmy w stanie zrobić sami, brakuje nam w ekipie wioskowego kowala, udaliśmy się więc po pomoc do specjalisty z sąsiedniej osady – Pagancraft Workshop: https://www.facebook.com/pagancraft/ Podobno jeszcze nie zostali schrystianizowani, ale ludzie powiadali, że dobrze robią więc uznałem, że może nie taki diabeł straszny ;) Nie będzie to też klasyczna recenzja, z ocenami czy gwiazdkami (jak już to powinniśmy przyznawać cebule lub rzepy), a raczej omówienie tego co chciałem i co dostałem.

Na początek sam przedmiot, czyli składak wołoski. Do posiadania zainspirował mnie obrazek przedstawiający bułgarskich chłopów z końca XVI w. Przy pasie jednego z nich wisi mały, składany nożyk. Pan Janusz Łangowski z Navaja.pl wskazał, że tego typu noże do te pory wytwarza się na Bałkanach. Miały też dotrzeć do nas wraz z osadnictwem wołoskim i nazywane są składakami wołoskimi. W źródłach z XVII w (inwentarzach etc.) pojawiają się czasem noże wołoskie, jak również noże składane, chociaż połączenia tych terminów nie spotkałem.  Podobny do przedstawionego nóż składany jest też przypisywany do króla Stefana Batorego. Tak więc chociaż poza nożem króla brak jest 100% pewności, że taki noże były używane przez polskich chłopów lub górali to prawdopodobieństwo jest na tyle duże iż uznałem, że będzie on ciekawym dodatkiem do stroju.



Po krótkich poszukiwaniach wytwórcy, wykonania noża podjął się wspomniany Pagancraft Workshop. Kontakt był znakomity- szybki i rzeczowy. Po przesłaniu materiałów i omówieniu kwestii finansowych, szybko otrzymałem szkic – projekt do akceptacji. Następnie w toku prac dostałem zdjęcia z procesu kucia. Wspaniała sprawa. Poniżej zdjęcie z procesu kucia i porównanie ze szkicem:



Na zakończenie dostałem też zdjęcie gotowego produktu. Całość zamówienia zostało zrealizowane bardzo szybko i sprawnie. Nożyk otrzymał delikatne zdobienia. Podesłałem wytwórcy spory ich zestaw do wyboru. Są to ilustracje zdobień siedemnastowieczny cieszynek w stylu wschodnim, oraz dzieł twórców góralskich (których kultura materialna jak twierdził Reinfuss jest w swej istocie wołoska) z książki J. Kruczka „Rusznikarstwo szkoły cieszyńskiej”. Poniżej zestawienie zdobień, gdyby ktoś chciał wykorzystać takie zdobienia:



Nożyk jest zdobiony skromnie, taki miał być – prosty, raczej chłopski. Kilka zdjęć gotowego noża:

Rogowa oprawa ma ok 10 cm długości

Całość noża po rozłożeniu ma 18 cm długości



Fajny, poręczny scyzoryk, który może posłużyć nie tylko na rekonstrukcji, ale i jako narzędzie codziennego użytku J Wykonanie możecie sami ocenić. Ja jestem bardzo zadowolony zarówno z jakości produktu, ceny, terminowości jak i podejścia do klienta.


Rafał Szwelicki

niedziela, 30 sierpnia 2015

O ciupagach jeszcze trochę

Po zrobieniu dłubanki zaciekawił mnie temat dawnej ciesiołki. Szukając form dawnych siekier ciesielskich, odnalazłem takie, które bardzo przypominają formy przedstawione na malowidłach z Orawki (jedynie większe), czy znaleziska spod Beresteczka, opisane w poprzednim wpisie o ciupagach. Ponieważ wszystkie elementy układają się w dość sensowną całość postanowiłem sporządzić kolejny wpis.

Dobrym źródłem dla badania form siekier ciesielskich są księgi norymberskich bractw cechowych (Die Hausbücher der Nürnberger Zwölfbrüderstiftungen). Zawierają one ponad 1300 przedstawień braci cechowych w ich strojach i z narzędziami. W przypadku wielu przedstawień tekst wyjaśnia kiedy je namalowano i ile lat miał wtedy namalowany rzemieślnik. Możemy zatem prześledzić zmiany form narzędzi i bardzo dokładnie je wydatować. Oczywiście należy brać poprawkę na to, że narzędzie nie musiało być nowe. Rzemieślnicy potrafią używać dobrych narzędzi przez dziesiątki lat. Przedstawieni często mają po 70 -80 lat, tak więc datowanie poszczególnych form można przesunąć nawet o 40-50 lat wstecz, do czasów ich młodości. Postanowiłem zatem podać na przedstawieniu wiek rzemieślnika (o ile jest znany) w chwili wykonania rysunku.

Niestety nie znam polskiego słownictwa ciesielskiego, tym bardziej tego z epoki. O wiele łatwiej było mi dotrzeć do słownictwa angielskiego. Johan Commenius w swojej Orbis Pictus, wydanej w 1658 r dzieli siekiery ciesielskie na dwa typy – pierwszy to ang. felling axe, drugi broad axe. U nas narzędzia o tych cechach są w ludowej tradycji nazywane najczęściej (choć nie zawsze) siekierą (felling axe) i toporkiem (broad axe). Narzędzia te różnią się tym, że pierwsze słuzy do ścinania drzewa i cięcia w poprzek włókien. W związku z tym ma wąskie ostrze, często dość długie stylisko, umożliwiające pracę oburącz. Drugie narzędzie służy do cięcia wzdłuż włókien. Zaopatrzone jest najczęściej w krótkie stylisko i bardzo szeroki, często umieszczone decentralnie ostrze. Ułatwia to ociosywanie okrągłych bali do postaci kwadratowych w przekroju belek. W tym wpisie skupię się na siekierach/felling axe gdyż to od nich wg. mnie można wywodzić ciupagi. Poniżej przedstawienie z późniejszego wydania Commeniusa (1685 r ) oraz dwie siekierki z Jamestown należące do przedstawionych typów:



Oglądając przedstawienia z Die Hausbücher der Nürnberger Zwölfbrüderstiftungen zauważyłem, iż gdzieś tak w okolicach połowy XVI w pojawiają się takie, których kształty wydały mi się znajome. Widać, że ich kształt ulegał zmianom w czasie, jednak pod koniec XVI w wykształcił się taki jak znany z beresteckich znalezisk, a także ikonografii przedstawiającej górali.  Poniżej przykłady siekier o których mowa:



Poniżej umieściłem część tych siekier przy siekierach spod Beresteczka, a także przy ikonografii przedstawiającej górali z epoki. Jak widać są to formy bardzo podobne. Góralskie siekiery/ciupagi są tylko trochę mniejsze od ciesielskich, natomiast ich kształt jest bardzo podobny.



Czy zatem ciupagi to pomniejszone siekiery ciesielskie? Wydaje mi się to dość prawdopodobne. Pamiętajmy, że mowa o siekierach w typie felling axe, a więc służących nie tylko cieśli do obróbki drewna, ale też drwalowi do jego ścięcia. Jednym z zajęć jakim trudnili się osadnicy w Karpatach było smolarstwo, czyli ogólnie pojęty wyrób smoły drzewnej (dziegciu), węgla drzewnego, potażu (popiołu) etc. Najwyraźniej w końcu XVI i XVII w najpopularniejszym kształtem żeleźca dla siekier służących do ścinania drzew był opisany wyżej (świadczy o tym zarówno ikonografia, jak i znaleziska spod Beresteczka). Jest więc możliwe, że ciupagi wywodzą się od takich siekier, jedynie trochę pomniejszonych. Góral nie musiał ścinać wielkich drzew, czy obrabiać dużych bali – wystarczyło mu narzędzie zdolne ściąć drobne drzewo potrzebne na opał czy do budowy szałasu. Dzięki pomniejszeniu żeleźca ciupaga stawała się poręczniejsza i zyskiwała w walce. Stylisko uległo z kolei wydłużeniu, tak by mogło służyć jako laska (dawało to również korzyści w walce).


Rafał Szwelicki

piątek, 10 kwietnia 2015

Ciupagi

Dziś krótko o siekierkach - ciupagach. Wszyscy znamy je dobrze jako atrybut typowego górala. Czy jednak używano ich w XVI-XVII w a jeżeli tak to jak wyglądały? Poniżej kilka moich spostrzeżeń na ten temat.

Jak zwykle zacznę od słowników i etnografii. Linde nie notuje słowa ciupaga, ale znajdziemy o niej informacje w Encyklopedii  Staropolskiej Glogera, pod hasłem siekierka. Gloger nie używa w nim słowa ciupaga, ale załączona ilustracja przedstawia ciupagę właśnie. Trochę więcej o ciupagach pisze Moszyński. Wskazuje, iż była to broń i narzędzie wspólne dla całych Karpat. Rzeczywiście ciupagi znajdujemy na całym łuku Karpat – wszędzie gdzie dotarło osadnictwo Wołoskie. Z Wołochami łączyć należy też inną nazwę ciupagi - czeskie valaška. Według Moszyńskiego ciupagami walczono nie tylko wręcz, ale potrafiono też niezwykle celnie ciskać. Opisuje rytuał postrzyżyn u Hucułów, w którym watah (przywódca zrzeszenia) postrzygał kandydatów (fryców) cięciem, czy nawet rzutem ciupagą. Podobnie w niektórych regionach dokonywano postrzyżyn panny młodej. Jej warkocz przywiązywano do kołka w ścianie, a pan młody musiał ściąć go jednym rzutem ciupagi.

Zachowane ludowe ciupagi mają wiele wspólnych cech. Po pierwsze długie na ok. 80-100 cm stylisko, dzięki któremu ciupaga mogła być używana, jako wygodna laska podróżna. Po drugie dość małe i lekkie żeleźce. Długość żeleźca to zazwyczaj 15-18 cm, szerokość ostrza ok. 7-9 cm. Ciupagi czasem mają na dole kolec. Pomagał on przy wspinaczce. Używanie obucha jak w przypadku czekanów do wspinaczki wydaje się dość ryzykowne. Ciupagi nie posiadały wąsów i obuch mógłby pod ciężarem człowieka zwyczajnie spaść ze styliska.

Tym niemniej ciupagi były bardzo użytecznymi przedmiotami, ale czy używano ich w XVI-XVII w? Analiza ikonografii pokazuje, że używano siekierek o cechach ciupagi. Poniżej kilka przedstawień:



Najstarszym z nich jest prawdopodobnie scena bójki w karczmie. Pochodzi ona z ryciny wydrukowanej w książce Jakuba Haura w 1693 r, ale przedstawione na niej postacie noszą ubiory charakterystyczne dla przedstawień chłopów w XVI w. Można zatem uznać, iż jej wykorzystanie jest wtórne (tym bardziej, że mamy u Haura kilka rycin które bez wątpienia pochodzą z dzieł z XVI w). Dwa kolejne przedstawienia pochodzą z Orawki i datowane są dość szeroko na II połowę XVII w- początek XVIII w. Przedstawiają one okolicznych górali, z których dwóch ma przy sobie siekierki. Ostatnie przedstawienie to grafika z XVIII w, będąca kopią wcześniejszej, datowanej na XVII w kołtryny. Jak widać wszystkie przedstawienia pokazują podobną broń – małą siekierkę na dość długim stylisku i o charakterystycznym kształcie żeleźca. Wykazują one duże podobieństwo do autentycznej ciupagi z XIX w opisanej przez Moszyńskiego.

     W przypadku przedstawień z Orawki dokonałem pewnych pomiarów. Przyjmując, że przedstawione postacie mają po 170 cm wzrostu otrzymałem następujące wymiary przedstawionych siekierek: długość styliska – ok. 80 i 70 cm, długość żeleźca – ok. 16,5 i 14,5 cm, szerokość ostrza ok. 7,5 i 5 cm. Wymiary te dość dobrze korespondują z wymiarami ludowych ciupag. Trochę większe jest żeleźce ciupagi przedstawionej w scenie bójki w karczmie, ale jest to drugi plan i artysta nie uniknął sporej ilości uproszczeń. Możliwe też, ze czasem używano siekierek o większych żeleźcach (patrz dalej wykopaliska spod Beresteczka). Tyle przedstawienia, a co ze znaleziskami? Niestety nie znam znalezisk z XVII w z obszarów Karpat, ale bardzo podobne siekierki odkryto pod Beresteczkiem. Na początek dwa egzemplarze o bardzo podobnych wymiarach do przedstawionych ciupag:


Obie mają styliska długie na ok. 80 cm, długość żeleźca ok. 14 cm i szerokość ostrza 6 cm. Wpisuje się to w opisane wyżej wzorce. Kształt żeleźca jest minimalnie różny od znanych z ikonografii. Obok tych siekierek odnaleziono też wiele innych o podobnym kształcie obucha, ale znacznie większych niż u ciupagi:



Niektóre wyglądają identycznie jak te znane z ikonografii, tyle że są większe – mają ponad 20 cm długości.

Podsumowując. Jeżeli ktoś chce odtwarzać górala z XVII w to ciupaga będzie jak najbardziej na miejscu. Oczywiście nie taka jaką można kupić w sklepiku z pamiątkami czy na straganie. Zamawiając replikę można posłużyć się wzorami spod Beresteczka, należałoby je tylko trochę pomniejszyć – tak by długość żeleźca zawierała się między 14 a 17 cm, a jego szerokość nie przekraczała 7-8 cm. Do ciupagi należy dodać długie na ok. 70 - 80 cm lub trochę dłuższe stylisko. Najlepiej dobrać długość do siebie – trzeba stanąć i opuścić swobodnie rękę przy ciele. Następnie zmierzyć długość od ziemi do nadgarstka. Przy takim pomiarze, przy moim wzroście (172 cm) stylisko o długości ok. 75-80 cm byłoby idealne. Można się zastanowić nad dodaniem okucia i kolca na końcu styliska, ale na razie nie znalazłem potwierdzenia na takie rozwiązanie w ikonografii z epoki.

Na koniec jeszcze jedna uwaga – zarówno przedstawienie bójki w karczmie, jak i polichromia z Orawki pokazują, iż w walce uderzano obuchem, a nie ostrzem. O uderzeniu obuchem pisze też w swoich pamiętnikach Pasek: „Obuchem w piersi — padł“. Rozstrzygnięcie kwestii czemu stosowano tę metodę to temat na osobny artykuł, ale takie rozwiązanie znacznie ułatwia inscenizację. Można w jej trakcie udawać walkę, kierując w stronę przeciwnika tępy obuch i nie obawiać się, że postępuje się niehistorycznie J

Rafał Szwelicki

środa, 8 października 2014

Instrumenty litewskie

Dziś pierwszy artykuł przedstawiający instrumenty muzyczne używane przez chłopów w Rzeczpospolitej. Od razu zaznaczam – nie jestem muzykologiem, nie gram też na niczym*. Przeglądając ikonografię i czytając źródła często trafiałem na instrumenty muzyczne i grajków. Dlatego postanowiłem temat przybliżyć naszym czytelnikom. Na początek pójdzie Litwa. Tu jest o tyle łatwo, że mamy dość dobre opisy i ilustracje. Zapraszam zatem do czytania i komentowania.

Jako główne źródło dla tego wpisu posłuży opis muzyki i instrumentów Litewskich w dziele Teodora Lepnera Der Pruesche Littauer. Książka została wydana po raz pierwszy w 1744 r, jednak została napisana dużo wcześniej (autor zmarł w 1691 r, jego opisy powstały prawdopodobnie w latach 70-tych lub 80-tych XVII w ).  Lepner opisuje muzykę Litwinów rozdziale 10 swojego dzieła. W opisie wymienia kilka instrumentów.

Truba

Pierwszym instrumentem który opisuje jest rodzaj trąby:

Mają specjalny rodzaj trąbek czy też puzonów [Posaunen], które nazywają Truba. Są one wewnątrz puste, wydrążone z drewna jodłowego, na końcu całkiem szerokie i okrągłe, jak puzon, owinięte przy pomocy Davet (kory brzozowej) i długie na sążeń.**

Lepner opisuje instrument zwany obecnie daudyte i występujący tylko w Auksztocie. Co ciekawe pisze, że miejscowi zwali go truba. Jest to wyraźny slawizm  (nie jedyny zresztą przekazany przez Lepnera, inne to np. pierogi czy magierka). Nie wiem na ile daudyte jest ludową nazwą, a na ile późniejszym lingwistycznym konstruktem, służącym „oczyszczeniu” języka, dlatego dalej będę używał słowa truba, jako potwierdzonej historycznie nazwy. Wg. informacji jakie znalazłem truba była wykonywana z prostego pnia lub gałęzi o długości  120-170 cm (trochę mniej niż sążeń) jesionu, wierzby, klonu, wiązu lub brzozy (brak opisanej przez Lepnera jodły). Drewno było dzielone na pół, z wyjątkiem końca (ustnika). Następnie obie części były drążone w bruzdy o rosnącej szerokości. Następnie połówki łączono, zaklejano przy pomocy smoły lub dziegciu i owijane gotowaną korą brzozową. Na trubach grano parami. Obie były strojone unisono co miało dawać ciekawy efekt. Tak o tym pisze Lepner:

Dwóch gra jednocześnie na tych puzonach, co wywołuje ciekawy efekt.

Poniżej fragment ilustracji z Lepnera, oraz zdjęcie takiego instrumentu:




Jak widać rysownik dość dobrze oddał paski kory oplatające instrument. Na tej stronie możecie też znaleźć pieśń gdzie na wstępie i na zakończenie słychać truby (trzeba kliknąć na nutkę pod zdjęciem instrumentu):

Kankles

Kolejne instrumenty Lepner jedynie wymienia, widać je również na ilustracji. Pierwszym jest kankles (który Lepner nazywa kanklos):

                Oprócz tego mają [instrument] zwany po niemiecku Schweins Kopf [dosłownie „świński łeb”] (Kanklos) z dziewięcioma lub dwunastoma mosiężnymi strunami […]***

Kankles jest to rodzaj psałterium czy też cytry. Uważa się go za najbardziej archaiczny z instrumentów litewskich. Według legend to na nim dawni bardowie grali melodie pod pieśni o bohaterach. Według legend na pieśń pogrzebową często specjalnie przygotowywano instrument. Podobno najlepsze brzmienie miały mieć te zrobione z drewna wyciętego w głębokiej knieji w okresie pomiędzy zgonem bohatera, a jego pogrzebem. Istnieje kilka rodzajów tych instrumentów. Wiele ma tylko 5 strun, jednak te z Auksztoty mają najczęściej 9 lub 12  - tak jak w opisie Lepnera. Struny wykonuje się z miedzi, stali lub jelit, natomiast pudło z lipy, klonu, czarnej olszy lub dębu. Gra się potrącając struny palcami lub przy pomocy pałeczki wykonanej z drewna, kości lub pióra. Współczesne egzemplarze różnią się od tego w dziele Lepnera:



         Trudno mi powiedzieć czy to błąd rysownika, czy też dawniej miały one inny kształt (a może to tylko regionalizm). Oprócz kształtu pudła różni je to że współcześnie struny są różnej długości, a te z ilustracji Lepnera – tej samej. Znalazłem jednak stare zdjęcie grajka, który trzyma kankles którego struny wydaja się mieć taką samą długość.

Bęben

        Kolejnym instrumentem wymienionym przez Lepnera jest bęben. Nie podaje on jego litewskiej nazwy (obecnie bęben to būgnas), ani szczegółów budowy. Ludowe bębny litewskie były robione z wydrążonych pni brzozy lub jesionu, a małe bębenki – z obłogu. Pokrywano je skórą koźlą lub psią. Duże bębny miały jedną lub 2 membrany. Na tych z pojedynczą grano stawiając bęben na ziemi. Na ilustracji Lepnera widać bęben. Podobny ma też jeden z grających na ilustracji Praetoriusa przedstawiającej taniec litewski:


Flety i fujarki

Kolejną kategorią instrumentów wspomnianą przez Lepnera są poprzeczne  i inne flety/fujarki [Pfeiffe]. Jak w przypadku bębnów nie opisuje ich w żaden sposób. Wiemy, że Litwini konstruowali mnóstwo różnych ludowych typów takich instrumentów. Poprzeczny flet jest widoczny na ilustracjach Lepnera i Praetoriusa. Ludowe flety poprzeczne zwane svilpa wykonywane były z wierzbowej lub osikej kory, albo z drewna jesionowego lub klonowego. Ludowe flety tego typu są otwarte – podczas gry jedną ręką zatyka się ich koniec, nie mają też otworów. Praetorius i Lepner pokazują inne – jak się wydaje klasyczne renesansowe flety poprzeczne. Być może instrument ten zaginął, albo po prostu nie dotarłem do informacji o nim. Poniżej przedstawienia:


Oprócz tych fletów na Litwie istnieje cała masa ludowych fletów i piszczałek. Nie mam jednak ich potwierdzenia w ikonografii więc ich nie opisuję. Wyczytałem natomiast że wiele odmian powstało późno – w końcu XIX i na początku XX w na fali zainteresowania tradycyjną muzyką.

Skrzypce/gęśle

Kolejny wspomniany przez Lepnera instrument określa on niemieckim słowem Fiddel. Nie bardzo wiadomo czy chodzi mu o skrzypce barokowe, czy jakiegoś ich prekursora – gęśle czy też fidel. Brak jest też ich przedstawień. Wiemy, że w XVII w skrzypce były bardzo popularnym isntrumentem w Polsce – znane są liczne przedstawienia i opisy. Skrzypce miały być kupowane przez Litwinów a nie wykonywane własnoręcznie. Tak samo w opisach skrzypiec na stronach opisujących litewską muzykę ludową spotykałem się ze stwierdzeniami, że był to import. Być może jest to wpływ kultury polskiej?

Drumla

Ostatnim wymienianym przez Lepnera instrumentem, który również, tak jak skrzypce był przez litewskich chłopów kupowany jest drumla (Lepner nazywa ją z niemieckiego Brummeisen, jej nazwa litewska to dambrelis). Nie udało mi się znaleźć przykładu w ikonografii z terenów Litwy, czy też znalezisk z XVII w, ale znalazłem starszą drumlę – pochodzącą z XIV w i znalezioną na zamku w Wilnie:


Dudy
Ostatnim instrumentem muzycznym znanym z XVII w Litwy są dudy. Lepner nic o nich nie wspomina, ale na ilustracji Praetoriusa możemy znaleźć dudziarza. Dudy ludowe (zwane dudmasis, albo duda – znów wyraźny slawizm) były bardzo mało rozpowszechnione na Litwie aż do XX w. Znane są z terenów Łotwy czy Polski, ale na Litwie wg. etnografów występowały tylko sporadycznie. Wykonywano je z owczej, koźlej, wołowej lub psiej skóry, albo owczego żołądka. Ludowe dudy litewskie miały jedną piszczałkę melodyczną i jedną lub dwie burdonowe. Chłop z obrazu Praetoriusa ma dudy z dwiema takimi piszczałkami:



Z wymienionych wyżej instrumentów wg. Lepnera chłopi kupowali tylko drumle i skrzypce. Wszystkie pozostałe wykonywali powszechnie we własnym zakresie co wzbudziło podziw Lepnera:

Tacy z nich artyści! [Solche Künstler sind sie!]

Lepner zachwycony był również litewskim śpiewem. Według niego wszyscy Litwini byli urodzonymi muzykami (Musici naturales). Śpiewem zajmowały się głównie kobiety. Mężczyźni raczej skupiali się na grze na instrumentach. Kobiety za to śpiewały ciągle – przy każdej pracy od rana do wieczora i były w tym bardzo dobre. Owa muzykalność musiała autentycznie wywrzeć na nim wrażenie. Jego opisy są zazwyczaj dość zwięzłe i rzeczowe, tymczasem w akapicie o muzyce, a szczególnie śpiewie czuć autentyczny podziw. Akapit jest dość długi więc go na razie nie przytaczam. Może kiedyś J

Rafał Szwelicki


* Z wyjątkiem czyichś nerwów. W tym jestem prawdziwym wirtuozem.

** W oryginale (po korektach zapisu):
Sie haben eine sonderlich Art Trompeten oder Posaunen, welche sie Truba nennen. Diese ist inwendig hohl, von Tannen Holz ausgehöhlt, am Ende ziemlich breit und rund, wie eine Posaune, auswendig mit Davet (Birke Rinden) dich umwunden, uber ein Klafter lang.

*** Ten i dalszy ciąg w oryginale:
Sonst haben sie den so von den Deutchen genannten Schweins Kopf (Kanklos) mit neun oder zwolf messingenen Seiten bezogen, die Trommel, Quer und andre Pfeifen, eine Fiddel und Brummeisen, dieses kauffen sie nur aus dem Krahm, die andre jezt benannte Stücke machen sie alle selbsten. Solche Künstler sind sie!


sobota, 4 października 2014

Bezpieczny cep

W poprzednim artykule opisywałem wygląd cepów i to jak cep zbudować. Warto jednak zauważyć, iż cep, czy to oryginalny, czy wykonany przez nas to dość niebezpieczne narzędzie (nie tylko dla przeciwnika, ale też dla użytkownika czy jego kolegów). Uderzenie cepem może powalić człowieka w zbroi, a co dopiero nieopancerzonego muszkietera czy szlachcica. Możemy też po prostu zostać niedopuszczeni do inscenizacji. Stąd poniżej opiszę swoją próbę wykonania bezpiecznego cepa. Chciałem by wyglądał jak najbardziej realistycznie, a jednocześnie umożliwiał bezpieczne młócenie szlacheckich łbów i szwedzkich zadków.

Na początek typ cepa. Zdecydowałem się na wiązanie kapicowe, które wydaje mi się najodpowiedniejsze dla XVII w Rzeczpospolitej. Można jednak wykonać inne wiązanie.

Materiały

Do wykonania bezpiecznego cepa będziemy potrzebować:
- otuliny
- okleiny drewnopodobnej
- skóry i sznurków lub ścięgien na kapice i ich łączenia
- 2 kijów

Pierwszą kwestią są kije – dzierżak i bijak. Dzierżak najlepiej wykonać z naturalnego kija. Ja użyłem do tego celu leszczynowej gałęzi. Jest ona trochę cieńsza niż w oryginalnym cepie, na którym wzorowałem swój bezpieczny. Po pierwsze, dlatego że grubszy pręt nie jest konieczny – bijak jest lżejszy niż w oryginale, po drugie tak też jest trochę bezpieczniej – jak ktoś podejdzie pod dzierżak to nie dostanie grubym i ciężkim kijem. Dzierżak powinien mieć ok. 1,5 m długości (choć ikonografia pokazuje też dłuższe – ok. 2 m). Dla leniwych lub miastowych – można użyć trzonka do szczotki, lub grabi. Optymalny byłby taki o średnicy ok. 30 mm. Nie ma potrzeby brać grubszego. Na bijak potrzebujemy drugiego kija. Ponieważ będzie on ukryty w otulinie możemy spokojnie użyć kijka sklepowego. Dobierając otulinę wybrałem taki by ładnie wchodził wewnątrz. Kijek ten powinien mieć ok. 1 m długości.

Druga sprawa to otulina – potrzebujemy 1 m. Dobieramy taką by dobrze pasowała średnicą do naszego kija, który wybraliśmy na bijak. Ja wybrałem otulinę pokrytą warstwą jakiejś folii – o taką czerwoną (są też otuliny bez tej folii – jak te szare na dole, ale bałem się, że okleina będzie się kiepsko na nich trzymać):




Kolejna kwestia to okleina. Nie chcemy przecież biegać z czerwonym cepem. Na szczęście w sklepach budowlanych i na znanym serwisie aukcyjnym można bez problemu kupić okleiny drewnopodobne. Służą głównie do upodabniania blatów z paździerzu do takich z litego drewna. Nam posłużą do upodobnienia otulinowego bijaka, do drewnianego. 1 mb okleiny o szerokości 30 lub 45 cm wystarczy nam w zupełności (a nawet trochę zostanie).

Ostatni potrzebny materiał to skóra i ścięgna na wiązanie. Na kapice najlepsza byłaby skóra surowa (niegarbowana). Taka skóra po namoczeniu staje się elastyczna i można ją formować, natomiast, gdy wyschnie staje się twarda. Ja takiej nie miałem. Zamiast tego użyłem grubej skóry roślinnej. Do tego z tej samej skóry wyciąłem rzemienie na wiązanie.

Wykonanie

Pierwszym krokiem jest przygotowanie dzierżaka. Jak pisałem użyłem kija leszczynowego. Z grubsza go okorowałem i półokrągłym pilnikiem wykonałem zakończenie pod kapicę:



Trochę więcej pracy zajmuje przygotowanie bijaka. Ja wykonałem swój następująco. Po pierwsze użyłem kijka z marketu. Był on za cienki by wypiłować w nim zakończenie takie jak w dzierżaku. Stąd wykonałem nasadkę z kawałka drewna, którą odpowiednio wyprofilowałem:



Nasadkę nawierciłem, koniec pręta lekko wypiłowałem pilnikiem (nie miałem wiertła tej średnicy) i wkleiłem w nakładkę. W ten sposób uzyskałem odpowiednie zakończenie. Następnie wkleiłem pręt w otulinę i ścisnąłem jej końce taśmą. Warto zauważyć, że otulina musi być trochę dłuższa niż pręt, tak by uformować ładne zakończenie bijaka. Na początku okleiłem cały bijak dodatkową taśmą i to w sposób nierówny. Po to by cały bijak był bardziej zbliżony do naturalnych bijaków (które nie były idealnie okrągłe jak robione na tokarce):



Okazało się jednak, że nie udało mi się tego idealnie równo okleić. Sama okleina, którą kupiłem była termokurczliwa, ale mimo wszystko nie wyszło to za dobrze. Zdarłem ją, zatem, razem ze zgrubieniami z taśmy i okleiłem od nowa.
               
                Wykonanie kapic jest już bardzo proste. Są to zwyczajne paski skóry. Najpierw przywiązujemy je na wyprofilowanych zakończeniach dzierżaka i bijaka, a następnie łączymy pętlami z rzemienia. Całość pracy wykonujemy po namoczeniu skóry – będzie dużo łatwiej, a dodatkowo po wyschnięciu zachowa ona częściowo nadany jej kształt (chyba, że używamy skóry chromowej, wtedy moczenie niewiele nam da). Na poniższym zdjęciu widać kapicę założoną na bijak, a także już wykonane wiązania do połączenia z drugą kapicą.



I tyle. Po skończeniu roboty warto kapicę i więź posmarować olejem (może być lniany, lub inny spożywczy). Gotowy cep prezentuje się tak:


 Koszty i czas

Koszty wykonania cepa to mniej więcej:
- dzierżak: od 0 pln za kij leszczynowy do 3-5 pln za trzonek od szczotki/grabi
- pręt na bijak: ok. 3-4 pln
- otulinka: ok. 3 pln za 2 m (u mnie nie mieli krótszych więc mam na drugi cep J)
- okleina: ok. 6-8 pln za 1mb (starcza na 2-3 bijaki)
- skóra: trudno powiedzieć – ja użyłem odpadów

W sumie zrobienie cepa kosztowało mnie ok. 10-12 pln, przy czym zostało mi trochę materiałów. Czas pracy to kilka godzin. Trudno mi powiedzieć ile mi to zajęło – ok. 3-4 godzin, następny zrobiłbym szybciej (myślę, że w 2 godziny jakbym musiał się spieszyć). Więcej czasu zajęło mi opracowanie technologii i wyszukanie materiałów.

Wnioski z użytkowania

Cep wypróbowałem na Polach Chwały. Na pierwszy rzut oka nikt nie poznał, że jest piankowy. Wprost przeciwnie – ten wyraz przerażenia i odruchowe zasłanianie się, gdy po chwili rozmowy bez ostrzeżenia uderzałem nim kogoś świadczą o tym, że iluzja spełniła swoje zadanie. Trafionym cep tak się podobał, że często go pożyczali by zmłócić kolegów J

Myślę, że tak wykonany cep może zagościć na polu bitwy. Podobnego cepa można używać też w treningach (są Fechtbuchy opisujące walkę cepem) – wtedy wyjdzie nawet taniej, bo nie musimy stosować okleiny drewnopodobnej. Już z kolegami zastanawialiśmy się nad sparingiem cep na szablę („szabla” Go-Now ;) ). Oczywiście zdaję sobie sprawę, że to nie jest full reko. Znajdą się pewnie tacy, którzy uznają to za mrok. Cóż na takich mam normalny cep ;). Myślę, że nawet lekkie uderzenie skłoni ich do zastanowienia się czy warto z normalnym wychodzić do inscenizacji. Ciekaw jestem jak na sprawę zapatrują się organizatorzy imprez. Osobiście, jako widz wolałbym zobaczyć cepnika zamachującego się na przeciwnika niż takiego, co tylko wystawia cep do przodu i nieśmiało nim majta. Jako uczestnik również wolałbym dostać piankowym cepem w głowę niż w ramię czy nogę lekkim majtnięciem drewnianego (bo wiem jak czuć jedno i drugie). Myślę że to taki sam kompromis pomiędzy realizmem a bezpieczeństwem jak strzały-pacynki. Zapraszam do komentowania i dyskusji na naszym profilu na FB.


Rafał Szwelicki

PS. Urodził mi się w głowie pomysł na kolejną bezpieczną broń, która wyglądać będzie naprawdę morderczo. Na razie nie zdradzam, co to – jak wykonam to nie omieszkam wypróbować. Czujcie się ostrzeżeni ;)

czwartek, 2 października 2014

Cep

Proste jak budowa cepa jak mówi porzekadło. Tylko co to znaczy? Jak zbudowany jest cep i jak zbudowany był w XVII wieku? Postaram się to pokrótce omówić poniżej. Dzięki tym informacjom łatwo będzie wykonać cep własnoręcznie.

Na początek trochę teorii. W procesie uzyskania ziarna konieczne jest wymłócenie kłosów. Dawniej stosowano kilka metod młócki – najprostsze to wydeptywanie zboża (czy to przez ludzi czy np. przez woły), druga metoda to użycie tribulum – deski nabitej krzemieniami, trzecia, to zastosowanie cepów. Tribulum stosowano w imperium rzymskim oraz na starożytnym wschodzie. Oprócz ziarna w procesie młócki uzyskiwano słomiana sieczkę. Była ona materiałem przydatnym np. w wyrobie cegły mułowej. W europie środkowej i północnej królował jednak cep. Wiąże się to z faktem, że w procesie młocki uzyskiwano dobrą, prostą i nie połamaną słomę. Był to ważny surowiec, używany do krycia dachów, czy też wyrobu różnych przedmiotów (kapeluszy, obuwia etc).

Według Moszyńskiego cepy możemy podzielić na kijowate (czyli najzwyklejsze kije), kijowato-dwudzielne (specjalnie obrobiony kij z przewężeniem, w którym dość łatwo się wygina) i dwudzielne. Cep kijowaty obok normalnego widać np. na tej XV wiecznej ilustracji:


Nas najbardziej będą interesować cepy klasyczne - dwudzielne. Cep taki składa się z 2 elementów drewnianych: dzierżaka i bijaka złączonych ze sobą więzią (dzierżak to ten kij za który trzymamy, bijak to ten którym walimy). Bijak i dzierżak to zwykłe kije, natomiast to co jest ciekawe w konstrukcji cepa to więź. Moszyński wyróżnia kilka typów więzi. W Polsce najpowszechniej występuje wiązanie kapicowe:


Wiązanie takie składa się z 2 nakładek noszących nazwę kap lub kapic. Kapice wykonywane były najczęściej ze skóry (często surowej, formowanej na mokro, która po wyschnięciu twardniała). Widziałem też takie wykonane z wygiętego kawałka drewna (prawdopodobnie giętego nad parą). Kapice mocowano na specjalnie wyprofilowanych końcówkach bijaka i dzierżaka, tak by mogły się obracać (ułatwia to bicie cepem, gdyż obraca się on w takiej sytuacji w płaszczyźnie uderzenia i się nie plącze). Kapice łączono ze sobą rzemieniami, sznurkami, łykiem lub ścięgnami.

 Drugim sposobem wiązania cepów jest wiązanie gązewkowe. Występuje ono głównie na Polesiu, Litwie i Białorusi, ale także w Słowenii i Chorwacji. W wiązaniu tym nie ma kapic – jedynie rzemienne pętle na dzierżaku i bijaku połączone ze sobą gązwą/gązewką – grubym, skórzanym zwojem. Prawdopodobnie było ono dawniej bardziej rozpowszechnione o czym świadczy fakt, że nazwa gązwa na obszarze Małopolski przeszła na kapicę.


Pozostałe sposoby wiązań są dużo mniej popularne. Można wśród nich wyróżnić wiązania pętlicowe, ogniwkowe i tulejkowe. Wiązanie ogniwkowe jest charakterystyczne dla północnej Litwy i Łotwy, występuje też w Skandynawii. W wiązaniu tym w bijaku mamy otwór przez który przechodzi rzemienna pętla (ogniwko). Wiązanie pętlicowe występuje na Białorusi i składa się z przypominającej długą kapicę, umieszczonej na bijaku skórzanej pętli (ale zamocowanej na sztywno, w przeciwieństwie do obrotowej kapicy) i przywiązanej rzemieniem do dzierżaka. Ostatnie wiązanie – tulejkowe, jest najdziwniejsze. Występuje w Estonii i w północnej Rosji. Jego cechą charakterystyczną jest wydrążona w jednej z części (najczęściej dzierżaku) tulejka, w którą wchodzi rzemień lub sznur łączący ją z drugą częścią.


Tyle etnografia. Jak sytuacja przedstawiała się w XVI-XVII w? Niestety nie jest to do końca pewne. Wiązania na ikonografii są często słabo widoczne i trudno rozpoznać o jaki typ chodzi. Tym niemniej wrzucam niżej garść obrazków i moich domysłów co do konstrukcji przedstawionych cepów:


Nie ma tego wiele – większość przedstawień cepów jest niestety na tyle schematyczna, że ciężko określić typ, albo też pochodzi z oddalonych obszarów, które nie koniecznie muszą przekładać się na rozwiązania stosowane w Rzeczypospolitej. Wydaje się, że dla polskiego chłopa najbezpieczniejszym rozwiązaniem będzie cep kapicowy, a dla litewskiego – ogniwkowy. Trudno też wykluczyć pozostałe typy wiązań, ale jak na razie nie znam potwierdzenia dla ich stosowania w XVII wieku.

Oprócz cepów rolniczych warto zwrócić uwagę na zjawisko występowania cepów bojowych. Kilka przykładów znamy zarówno z ikonografii, jak i zachowanych zabytków. Cepy te jednak są charakterystyczne raczej dla średniowiecza. Co ciekawe techniki ich użycia pojawiają się w kilku traktatach szermierczych (także tych z początku XVII w). Jest to jednak mało powiązane z chłopami. Być może kiedyś zajmę się tym zjawiskiem.

Dzięki informacjom zawartym w tym artykule zbudowanie własnoręcznie cepa nie powinno nastręczać problemów. Można oczywiście pójść na skróty i kupić oryginalny cep – trzeba tylko zwrócić uwagę na wiązania. Niestety sporo cepów z XX w zostało "ulepszonych" i otrzymało kapice z gumy (głównie starych dętek), a wszystko skręcone na drut czy wręcz kabel. Tym niemniej można poprawić te ulepszenia we własnym zakresie. Cep można wykonać z gotowych elementów (trzonek do grabi jako dzierżak, trzonek do łopaty jako bijak), ale tego nie polecam. Oryginalne cepy były dość krzywe i nierówne. Najlepiej zrobić ich elementy z obrobionych gałęzi. Niezależnie od metody wykonania trzeba uważać – cep to niebezpieczne narzędzie (także dla nieumiejętnego użytkownika). Dlatego w kolejnym wpisie opiszę jak wykonać bezpieczny cep, którym będziemy mogli bez skrupułów młócić kolegów po grzbietach. Kto był na Polach Chwały mógł poznać go na własnej skórze ;)

Rafał Szwelicki