piątek, 14 lutego 2014

Torba wołoska

Jakiś czas temu na Facebooku podczas dyskusji wypłynęła kwestia tkanin noszonych przy boku przez wołoskich pasterzy na ilustracjach XVII wiecznych. Sądziłem że to jakieś narzuty czy kocyki, może chusty czy coś w tym stylu. Adam Ledwoń stwierdził że wygląda mu to na torbę. Nie znałem tego typu toreb, a tym bardziej takich z klapą dłuższą niż kieszeń torby, więc nie bardzo mi się to widziało. 

Tymczasem niedawno natrafiłem na torby które idealnie do tych pasują, więc przyznaję się do błędu i opisuję co i jak. Na początek ikonografia z epoki tak żeby wszyscy wiedzieli o czym mowa.  


Jak widać wszystkie powyższe postacie noszą przy boku taki sam fragment materiału. Jest on zawsze biały, czasem kremowo, czasem czysto, ale zawsze jest to biały kolor. Zdobiony jest pasami w kolorze czarnym lub jak się w jednym przypadku wydaje – szarym. 

Skąd zatem pewność że to torby? Otóż okazuje się że bardzo podobnie wyglądają tradycyjne torby na Węgrzech. Zwane są one tarisznya i wg. Węgierskiego Leksykonu Etnograficznego poświadczone są tekstowo od XII w.:
http://mek.oszk.hu/02100/02115/html/5-435.html

Występują w wielu odmianach, ale część z nich łączy się z osadnictwem wołoskim. Jak widać 4 z pięciu powyższych miniaturek ukazują Wołochów (tak są te miniatury podpisane), a nawet ów rumuński chłop może być Wołochem, gdyż osadnictwo wołoskie tam sięgało. 

Sięgało również na tereny Polski. Już dawno udowodniono, że kultura naszych górali jest w istocie wołoska. Zacząłem szukać i znalazłem artykuł z 1949 r autorstwa Romana Reinfussa zatytułowany Wełniane torby góralskie. Artykuł pochodzi z nr 3 czasopisma Polska Sztuka Ludowa.  Autor pokazuje kilka zdjęć góralskich toreb.


Autor nie ogranicza się tylko do opisu toreb z XIX/XX wieku  – wywodzi także ich proweniencję z wcześniejszych czasów, identyfikując taką torbę na przedstawieniu wołoskiego pasterza z XVII w. 

Te góralskie torby różnią się pod pewnymi względami od tych z XVII w. Przede wszystkim różni je to że są to plecaki a nie torby na ramię. Druga kwestia jest taka że nie mają takiej długiej klapy. Zamiast tego są to torby otwarte, gdzie nie duża klapa jest noszona odwinięta na zewnątrz. Oczywiście nie jest tak we wszystkich przypadkach – Reinfuss pokazuje jedną torbę, która ma funkcjonalną klapę. 

Artykuł Reinfussa opisuje też tajniki konstrukcji tychże toreb. Były one tkane na krosnach dwunicielnicowych, prostym splotem płóciennym. Kolory toreb (biały, czarny i ew. szary) wynikają z tego, że osnowę wykonuje się z naturalnie białej, nie barwionej przędzy, a wątek z przędzy białej lub czarnej (w miejscach pasów). Czarna wełna jest również nie farbowana (używa się po prosu wełny czarnych owiec). Czasami stosuje się wątek szary, powstały z przędzy mieszanej – uprzędzonej z runa czarnych i białych owiec. Tym samym powstaje prosty, nie barwiony pasiak. Pasuje to idealnie do przedstawień z XVII w i wyjaśnia fakt, że torby te są zawsze białe, w czarne (lub szare w jednym przypadku) pasy.  

Po utkaniu materiału szerokiego na ok. 60 cm i długiego na ok 150 (nie licząc frędzli), oddawano go do folusza. Po sfolowaniu torba stawała się w zasadzie nieprzemakalna (cecha o jakiej wspomina Węgierski Leksykon Etnograficzny). Następnie składano ją i szyto po bokach wełnianą nicią specyficznym, rzadkim ściegiem:


Dodatkową oprócz tkanych pasów ozdobą torby była frędzla. Frędzla wykonywana była ze skręconych ze sobą nici osnowy. Ciemną frędzlę uzyskiwano tak, że przez krawędź tkaniny przeplatano dodatkowe ciemne nici i skręcano je z nićmi osnowy. W ten sposób powstawała czarno-biała frędzla. 

Do zawieszenia torby na ramieniu służyły tkane taśmy. Nie widać takich na przedstawieniach z XVII w – wydaje się raczej, że wtedy używano pasów skórzanych. 

Obok tego typu torby znajdujemy też trochę innych toreb. Wydaje się że były one wykonywane w dość podobny sposób, zamieszczam zresztą współczesne dla porównania. 


Tak więc tego typu, prosta torba na ramię jest dobrym wyborem dla odtwarzających postacie wołoskich pasterzy – nie tylko tych z terenów Węgier, ale także tych po naszej stronie Karpat - górali czy zbójników tatrzańskich.

Może ktoś ambitny podejmie się rekonstrukcji?

Rafał Szwelicki

środa, 12 lutego 2014

Łyżwy - część 2

Z wykonaniem łyżew kościanych nosiłem się jakieś pół roku kombinując skąd wziąć kości. Wreszcie na jesieni, wędrując po lesie w poszukiwaniu grzybów znalazłem porzucone kości zwierzęce, najprawdopodobniej krowie. Musiały leżeć już dość długo i prawdopodobnie dzięki mrówkom lub innym robakom, były już oczyszczone z wszelakiego mięsa. Idealnie nadawały się do mojego projektu.



Zabrałem je oczywiście do domu i przystąpiłem do pracy. Materiał kostny możemy wcześniej zmiękczyć gotując go w wodzie. Potem należy przy pomocy siekiery, noża lub piły nadać im odpowiedni kształt, można również spróbować szlifować kości na kamieniu lub betonie. Nie jest to jednak konieczne.

Aby maksymalnie przyspieszyć cały proces obróbki wykorzystałem szlifierkę kątową. Tu zaznaczę, że nie należy tego robić w jakimkolwiek pomieszczeniu. Kurz i zapach, jaki wydobywa się przy szlifowaniu kości jest delikatnie mówiąc niemiłosierny, trzeba się również przygotować, że ubranie, skóra i włosy również przejdą tym aromatem. Ja próbowałem szlifować w garażu, ale bardzo szybko przeniosłem się na świeże powietrze. Dodam tylko, że zapach spalonej kości unosił się w pomieszczeniu jeszcze około dwóch tygodni.


Obróbka kości na łyżwy nie jest zbyt skomplikowana, przede wszystkim zająłem się wyrównaniem spodu kości, w miejscu gdzie będzie się ona stykać z powierzchnią lodu. 

Następnie wyrównałem tył kości, gdzie będzie się znajdować pięta, aby cała stopa przylegała równomiernie. 


Na koniec zeszlifowałem jeszcze trochę boki by nadać im smukłości oraz ładniejszego wyglądu.


Kolejny etap to zrobienie otworów. Najpierw wywierciłem wiertłem otwór od góry, pod piętą, w jednej warstwie kości. 



Później przewierciłem otwór z boku kości na wylot przez dwie warstwy, w miejscu gdzie znajdują się palce. Otwory można wykonać również nożem lub innym ostrym narzędziem.


Teraz zaczęła się zabawa z przewlekaniem sznurków. Pierwszy przewlekłem przez otwory w czubkach palców i skręciłem w ósemkę. Manewr ten zabezpiecza przed przesuwaniem się całej stopy do przodu. 


Następnie przewlekłem sznurek przez otwór z przodu łyżwy. W efekcie końcowym sznurek przeciągnięty jest po obu stronach kości wzdłuż stopy, krzyżowany za piętą i wiązany na podbiciu stopy, dzięki czemu stopa nie będzie uciekać także do tyłu.


Użyłem jeszcze jednego sznurka, który przewlekłem przez tylni otwór, skrzyżowałem na podbiciu i związałem nad piętą. To wiązanie, według mnie, powoduje, że pięta nie odrywa się od łyżwy i jednocześnie wzmacnia nam całe mocowanie. 


Poniżej łyżwa przywiązana na wszystkie trzy sznurki.


Do kompletu dorobiłem również dwa kije do odpychania się po lodzie. 

Wyciąłem z gałęzi dwa w miarę proste kije. Aby zaostrzyć końcówki, nawierciłem otwory w spodniej części kijków, wzdłuż ich długości, o głębokości około 6 cm i wbiłem w nie gwoździe  z odciętymi łebkami długości około 12 cm.





Teraz muszę wypróbować w praktyce opracowany przeze mnie sposób wiązania łyżew do stopy oraz opracować technikę jazdy.

Dariusz Brzozowski

niedziela, 9 lutego 2014

Łyżwy - część 1


Najstarsze znalezione na świecie łyżwy mają ponad 5 tys. lat. Pierwsze z nich wykonywane były z kości, w zależności od regionu były to kości bydła domowego, koni, łosi lub reniferów. Łyżwy takie przywiązywano do podeszwy buta rzemieniami. Nie zostały wynalezione dla potrzeb zimowej zabawy, a by usprawnić przemieszczanie się po zamarzniętych jeziorach i rzekach. 

W Polsce najstarsze odnalezione łyżwy kościane datowane są na VI w. p.n.e. i pochodzą z Biskupina. Dopiero mniej więcej od XIV wieku pojawiają się łyżwy z żelazną płozą umieszczoną wewnątrz drewnianej obudowy. Różniły się one jednak od tych, które znamy i stosujemy dzisiaj. Były znacznie dłuższe, a ich płoza nie była zaokrąglona z przodu i tyłu, tylko w całości przylegała do podłoża. Łyżwiarstwo świetnie rozwijało się w Holandii. Naturalne kanały, służące, jako wodne trakty komunikacyjne, skute lodem podczas zimy były idealne do przemieszczania się właśnie na łyżwach. Wykorzystali to również holenderscy płatnerze i kowale, którzy wyspecjalizowali się w wykonywaniu w pełni żelaznych płozów, które wkrótce zastąpiły wcześniejsze, drewniano-metalowe. W średniowieczu łyżwy zaczęto wykorzystywać także w celach rekreacyjnych, co więcej pojawiły się wówczas pierwsze wzmianki o rozróżnieniu jazdy szybkiej i figurowej!

Łyżwy możemy podzielić na takie, które posiadały wiązania i te, które ich nie miały. Łyżwy służące tylko do zabawy nie musiały posiadać jakiegokolwiek mocowania. Takie ślizganie nie pozwalało jednak na odrywanie stopy od lodu, dlatego takie rozwiązanie nie było wystarczające w przypadku długich podróży. W takich przypadkach wiązania były niezbędne. Mimo to, łyżwy bez wiązań, są licznie reprezentowane w materiałach archeologicznych.


Do wyrobu łyżew kościanych wykorzystywano zazwyczaj kości metapodialne (śródstopia albo śródręcza) lub kości promieniowej koni i bydła. Zdarzają się również egzemplarze wykonywane z żeber dużych ssaków. Spotykamy łyżwy z otworami do mocowania rzemieni lub bez nich, niektóre egzemplarze miały też uformowany z przodu nosek. Źródła potwierdzają, że nie było jednego wzorca na przymocowywanie łyżew do butów, sposób wiązania uzależniony były od liczby nawierconych otworów. Najczęściej jednak były to dwa otwory, jeden z nich znajdował się w nosku, a drugi na końcu, w pięcie.



Przemieszczanie się na historycznych łyżwach odbywało się przy pomocy długich, ostro zakończonych kijków, którymi odpychano się od podłoża. Łyżwy były używane wszędzie tam, gdzie wymuszało to ukształtowanie terenu i warunki klimatyczne. 

Tam gdzie ukształtowanie terenu i warunki klimatyczne sprzyjały, łyżwy cieszyły się wielkim powodzeniem. Jak pisał średniowieczny pisarz arabski Al-Marwazi (ok. 1120 r.): 
„nie jest możliwe chodzenie po takich śniegach (lub lodach) dla ludzi, chyba że przywiążą oni do swych nóg kości goleniowe wołów i wezmą do rąk dwa oszczepy, którymi uderzają w śnieg (lód) ku tyłowi. W ten sposób nogi ich ślizgają się ku przodowi po powierzchni lodu. Posuwają się (tak szybko) jak wiatr.”






Na obrazach artystów niderlandzkich przedstawieni są ludzie, którzy jeżdżą na metalowych łyżwach i nie używają kijów do odpychania się.





Niektórzy łyżwiarze oddający się zabawie pokazani są, co prawda, z kijami, ale widać, że trzymają je na ramieniu i poruszają się bez ich pomocy. Być może służyły one, jako ewentualna podpora lub poprzeczka ratunkowa w razie załamania się lodu. A może właśnie kij do odpychania, jako jedna z technik jazdy?

Źródła etnograficzne podają, że łyżwy kościane wykorzystywane przede wszystkim przez dzieci w zabawach zimowych dotrwały aż do XIX w. Stąd wiadomo, że nie zawsze musiały być przywiązywane do stopy, a jedynie po prostu podkładane pod buty.

„W latach 1900-1915 np. na Helu rybacy polowali na kościanych łyżwach zwanych szchrece  „za morskimi psami, za zelantami”, albo też jeździli po lodzie na nich do Pucka po zakupy. Jeszcze czas jakiś po II wojnie światowej używane były głównie w celach sportowo-zabawowych, zwłaszcza przez dzieci i młodzież, ale także przez starszych, łyżwy żelazne na drewnianej podstawie, do której część metalową dorabiali kowale. Nad Zlewem Wiślanym zanotowano przy tym posługiwanie się rybaków okutym kijem, którym odpychali się od lodu z boku lub między stopami.”
Maria Znamierkowska-Pufferowa
„Tradycyjne rybołówstwo ludowe w Polsce, 
na tle zbiorów i badań terenowych Muzeum Etnograficznego w Toruniu”


Jak widzimy łyżwy kościane były używane równolegle z łyżwami metalowymi. Podczas jazdy pomagano sobie jednym lub dwoma kijami, jeżdżono również bez ich pomocy. 

Łyżwy kościane, jako najprostsze i najtańsze w produkcji, nadają się do rekonstrukcji zarówno w przypadku odtwarzania biednego chłopa, kozaka, mieszczanina czy żołnierza.




Dariusz Brzozowski