środa, 12 lutego 2014

Łyżwy - część 2

Z wykonaniem łyżew kościanych nosiłem się jakieś pół roku kombinując skąd wziąć kości. Wreszcie na jesieni, wędrując po lesie w poszukiwaniu grzybów znalazłem porzucone kości zwierzęce, najprawdopodobniej krowie. Musiały leżeć już dość długo i prawdopodobnie dzięki mrówkom lub innym robakom, były już oczyszczone z wszelakiego mięsa. Idealnie nadawały się do mojego projektu.



Zabrałem je oczywiście do domu i przystąpiłem do pracy. Materiał kostny możemy wcześniej zmiękczyć gotując go w wodzie. Potem należy przy pomocy siekiery, noża lub piły nadać im odpowiedni kształt, można również spróbować szlifować kości na kamieniu lub betonie. Nie jest to jednak konieczne.

Aby maksymalnie przyspieszyć cały proces obróbki wykorzystałem szlifierkę kątową. Tu zaznaczę, że nie należy tego robić w jakimkolwiek pomieszczeniu. Kurz i zapach, jaki wydobywa się przy szlifowaniu kości jest delikatnie mówiąc niemiłosierny, trzeba się również przygotować, że ubranie, skóra i włosy również przejdą tym aromatem. Ja próbowałem szlifować w garażu, ale bardzo szybko przeniosłem się na świeże powietrze. Dodam tylko, że zapach spalonej kości unosił się w pomieszczeniu jeszcze około dwóch tygodni.


Obróbka kości na łyżwy nie jest zbyt skomplikowana, przede wszystkim zająłem się wyrównaniem spodu kości, w miejscu gdzie będzie się ona stykać z powierzchnią lodu. 

Następnie wyrównałem tył kości, gdzie będzie się znajdować pięta, aby cała stopa przylegała równomiernie. 


Na koniec zeszlifowałem jeszcze trochę boki by nadać im smukłości oraz ładniejszego wyglądu.


Kolejny etap to zrobienie otworów. Najpierw wywierciłem wiertłem otwór od góry, pod piętą, w jednej warstwie kości. 



Później przewierciłem otwór z boku kości na wylot przez dwie warstwy, w miejscu gdzie znajdują się palce. Otwory można wykonać również nożem lub innym ostrym narzędziem.


Teraz zaczęła się zabawa z przewlekaniem sznurków. Pierwszy przewlekłem przez otwory w czubkach palców i skręciłem w ósemkę. Manewr ten zabezpiecza przed przesuwaniem się całej stopy do przodu. 


Następnie przewlekłem sznurek przez otwór z przodu łyżwy. W efekcie końcowym sznurek przeciągnięty jest po obu stronach kości wzdłuż stopy, krzyżowany za piętą i wiązany na podbiciu stopy, dzięki czemu stopa nie będzie uciekać także do tyłu.


Użyłem jeszcze jednego sznurka, który przewlekłem przez tylni otwór, skrzyżowałem na podbiciu i związałem nad piętą. To wiązanie, według mnie, powoduje, że pięta nie odrywa się od łyżwy i jednocześnie wzmacnia nam całe mocowanie. 


Poniżej łyżwa przywiązana na wszystkie trzy sznurki.


Do kompletu dorobiłem również dwa kije do odpychania się po lodzie. 

Wyciąłem z gałęzi dwa w miarę proste kije. Aby zaostrzyć końcówki, nawierciłem otwory w spodniej części kijków, wzdłuż ich długości, o głębokości około 6 cm i wbiłem w nie gwoździe  z odciętymi łebkami długości około 12 cm.





Teraz muszę wypróbować w praktyce opracowany przeze mnie sposób wiązania łyżew do stopy oraz opracować technikę jazdy.

Dariusz Brzozowski

1 komentarz: