Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2. Warsztat. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2. Warsztat. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 27 października 2024

Raz jeszcze kilka zdań i zdjęć w temacie płaszcza o dwóch głowach


Często dostaję uwagę pod swoim komentarzami, że uprawiam “nekromancję postów”. Myślę sobie, że bardziej mi do odwróconego grabarza, niż nekromanty. Poniżej zaś praktyczny skutek przeglądania postów sprzed lat.

Projekt Chłop 2021-04-17

“Drugi wykrój kaptura o dwóch głowach - z "Powtórnej renowacji". Wydaje się jednak że niekoniecznie jest to ubiór chłopski. Ciężko orzec czy był spinany, na przedzie, czy był w formie "kangurki" tak jak go zrekonstruowałem. Kaptur założony na lamkę”

https://www.facebook.com/ProjektChlop/posts/pfbid02cCUcVZMekAunPMMUQfu8ejRgsboKPtqn22M97wj3PeLrWMJswygV6VCeh1jmua1Vl


Powyższy post o opończy/kapturze/płaszczu zainspirował mnie do tego, żeby spróbować wykonać bardzo praktyczny strój. Przygody z płaszczem dwugłowym miałem już za sobą ale ta sztuka wcale nie była dla mnie prosta i jednoznaczna. Wykrój zaczerpnięty z Poznańskiej księgi krawieckiej z 1628r. odnajduję w publikację, którą gorąco polecam nabyć: “Knihy krejcovskych strihu ve stredni Evrope v 16. az 18 stoleti I”


 I kontrowersja:

“Ćwierć” widoczna na wykroju musi uwzględniać obfitą budowę ciała. Przyjmując, że ćwierć to rozpiętość między kciukiem a małym palcem (21 cm u mnie), to otwór przez który można byłoby przełożyć rękę w ubraniu będzie odpowiedni dla osób bez rozbudowanego bicepsu. Jeżeli wasza lamka ma bufiaste rękawy, a wszycie pod pachą daje dużo luzu to również trzeba to wziąć pod uwagę.
Ja “Ćwierć” mam wg swojej dłoni + 1 palec (1,5 cm), co daje obwód otworu 45 cm.

II kontrowersja:

Czy warto wycinać “trójkąt” aby wszyć go ponownie, czy raczej wykonać proste rozcięcie materiału i wszyć kliny. Aby zrealizować opończę na dorosłego, to według wykroju szerokość beli musiałaby mieć minimum 8 ćwierci, czyli ponad 1,6m? Przy czym dla mojej sylwetki ćwierć zaznaczona na rysunku jako miejsce na ręce jest zupełnie niewystarczająca, co opisuję powyżej. Długo zastanawiałem się nad rozplanowaniem kroju tkaniny w taki sposób:


 I tak też uczyniłem będąc świadomym, że będzie nieco więcej materiału w okolicach szyi.

 III kontrowersja:

Czy gonty mają spadać na przedramię, czy też mają być oparte na barku?
Wybrałem rozwiązanie dostosowane do swoich proporcji tak, by gonty spadały na przedramię i argument za tą opcją przedstawię w części dalszej.

Wykroiłem z wełny tak:



Wykonałem bardzo poważne odstępstwo, co można zobaczyć na powyższych zdjęciach.
Mimo tego, że materiał wyciąłem wg. swojej interpretacji i pojawiały się wątpliwości co do powodzenia projektu, to chciałem zakończyć pracę, tak by przekonać się jak w praktyce będzie to rozwiązanie działać (a w zasadzie czy w ogóle będzie działać).

 Projekt zacząłem w marcu 2024 roku, a potem nastąpiła długa przerwa.

Pochwaliłem się wykonaniem gontów z wszytym klinem w część zasadniczą ale musiałem zawiesić prace nad ubraniem ze względu na inne zajęcia.



 Wznowiłem prace wbrew woli pomocników.


 W październiku 2024 udało mi się zakończyć prace.

 Tak leży:


Szukałem przyzwoitego modela, ale żaden się nie zgłosił.
Niestety ubrałem ciuchy z wielu kompletów, ale najważniejsza jest lamka - która w wersji z guzami występuje również w Poznańskiej księdze krawieckiej.


 Długość uległa skróceniu tak by mając ręce wewnątrz móc nadal operować dłońmi bez zaplątywania się w materiał.



Jak widzicie gonty spadają w taki sposób, że woda spływająca z barku nie będzie się lać do wewnątrz. Właśnie dlatego, wg. mnie jeśli ta opończa ma być używana jako płaszcz tak powinno dobrać się proporcje dla klina z gontami. Nie wykluczam, że ta opończa była przewidziana tak by nosić ją w taki sposób by ręce były przełożone przez otwory. Dla takiego sposobu nie rozumiem, czemu wg schematu gonty przyszyte do klina na barku zachodzą na kliny wszyte z boków - wygodniejszy byłby kształt elipsy.





Ułożenia kapturów wyróżniam III:

Przy deszczu:


 Przy mrozie, albo ładnej pogodzie:



 Do snu (od komarów) albo w śnieżycy/zawierusze:



Projekt uważam za całkiem udany, chodź odstępstwa usunę dopiero przy kolejnym wykonaniu (?). Jest możliwe by dla tych proporcji kroić materiał dokładnie jak na rysunku w księdze (choć bela musi mieć około 1,5m).

Dziękuję za uwagę i chętnie zobaczę Wasze prace. Czasem bowiem jest tak, że dopiero prototyp ukazuje to na co szczególnie trzeba zwrócić uwagę.

Poznańska księga Krawiecka 1628 r.

Projekt Chłop 2021 r.

A.Gozdalik 2024 r.


Adam Gozdalik

niedziela, 17 maja 2020

Samostrzał - zabawka II

Kilka lat temu pisałem o kuszach - zabawkach:


Podawąłem w tamtym wpisie źródła, na obecność takich kusz w XVI w w Polsce. Kolejnymi przykładami są kusze zabawki datowane na XV-XVI w odkryte w trakcie badań archeologicznych w Elblągu. Opisane są one w artykule Mirosława Marcinkowskiego "Zabawki dzieci elbląskich" z 2010 r. 
Kusze - zabawki, znalezione w Elblągu. Mirosław Marcinkowski, Zabawki dzieci elbląskich, w:  Dawne i współczesne zabawki dziecięce, 2010, s. 55
Kusze te są malutkie. Mierzą od 23 do 28 cm długości. Każda jest inna, co wskazuje na brak jakiejś standaryzacji wykonania. Każda ma inny mechanizm spustowy (albo nie posiada go wcale). Brak im też łuczysk, możliwe że pękły i zabawki zostały wyrzucone, albo też kusze nie zostały dokończone. 

Kusze zabawkowe przetrwały wiele lat na wsiach. Moszyński w swojej "Kulturze ludowej Słowian" pisze o nich tak: "Kusza również była niegdyś bardzo pospolita; dziś spotykałem ją wyłącznie jako zabawkę dzieci w głuchych zakątkach Polesia i tak zwanych Lasów między Sanem i Wisłą". Niestety dalej stwierdza, że nie jest ona "objektem zbyt zajmującym dla etnografa" i  nie umieszcza żadnego rysunku takiej zabawki...

Wyglada zatem na to, że tego typu kusze zbawki były znane i bawiły się nimi także chłopskie dzieci. Bardzo prawdopodobne, że także w XVI-XVII w. Postanowiłem zatem taką kusze zabawkę wykonać. Poniższa kusza wzorowana jest na kuszach elbląskich, chociaż  nie stanowi kopii 1:1 żadnego z odnalezionych egzemplarzy. Jako drewna użyłek kawałka olchy, którą miałem pod ręką. Ma długość zaledwie 24,5 cm, mieści się zatem w widełkach wyznaczonych przez elbląskie znaleziska. Łoże zostało obrobione ośnikiem i lekko wykończone pilnikiem.


Jedynym elektronarzędziem użytym przy jego wykonaniu była wiertarka (nie mam tak małych świdrów ręcznych). Łuczysko wystrugałem z leszczyny - zgodnie z opisem z polskiego wydania Crescentyna z 1571 r. 



Łuczysko przymocowałem do leża sznurkiem konopnym. Z tego samego sznurka wykonałem prostą cięciwę.  Mechanizm spustowy wzorowany na elbląskim jest bardzo prosty ale skuteczny. Kusza działa bez zarzutu i pozwala wystrzelić drewniany patyczek na ok. 10 m. Musze jeszcze poeksperymentowac z pociskami bo czuję, że to nie jest jej ostatnie słowo.



Myślę też o pomalowaniu kuszy. Zabawkowe kusze, sprzedawane na straganach, widoczne na XVI-XVII w obrazach niderlandzkich sa zazwyczaj czerwone. Myślę zatem czy nie pomalować jej w ten sposób.

Polecam też film Toda, który pokazuje jak wykonać prostą kuszę ze spustem takim jaki wiudać w zabawce z Hamburga której zdjęcie wrzucałem w poprzednim wpisie o kuszach:
https://www.youtube.com/watch?v=S8pivOifGFQ&t=559s
Rafał Szwelicki

wtorek, 31 marca 2020

Tovaglia, tovagliette pl/eng


Dziś krótki wpis o ciekawym elemencie włoskiego ubioru. Tovaglia, tovagliette bo o nim mowa to  rodzaj chustki noszonej głównie we Włoszech południowych - Neapolu, Kalabrii, Gaecie, przynajmniej od końca XVI aż do początku XX w. Widzimy ją na wielu przedstawieniach chłopek i Cyganek. Poniżej kilka przykładów z różnych epok. 

Today short entry about an interesting element of Italian clothing. Tovaglia, tovagliette is a kind of shawl worn mainly in southern Italy - Naples, Calabria, Gaeta, at least since the end of the 16th century to the beginning of the 20th century. We can see it on many depictions of peasants and Gypsies. Below You can see some examples from different times. 

Cesare Vecellio, De gli Habiti Antichi e Modérni di Diversi Parti di Mondo, 1590
Valentin de Boulogne, The Fortune Teller, 1628 

Neapolitan Papier-mache figurine, ca 1740-1790


Neapolitan Woman, Giovanni Battista Lusieri ca. 1800
Calabria, Charles Holme, Peasant Art in Italy, 1913

Czym jest owo tovaglio, albo jak  pisze Vecellio tovagliette? Samo słowo oznacza ręcznik, albo podkładke/narzutke. Długo zastanawiałem się jak to  jest skonstruowane. Była to dla mnie czysta magia. Okazało się że jak z każdą sztuczką magiczną wyjaśnienie jest banalnie proste. Z pomoca  przyszedł opis w książce Charlesa Holme, Peasant Art in Italy. Okazuje się że jest to  jeden kawałek materiału, złożony na pół. Jedna połówka następnie składana jest wzdłóż na trzy i już. Gotowe. Poniżej schemat i dokładniejszy opis:

What is this tovaglio, or as Vecellio writes - tovagliette? The word itself means a towel, or a pad. I wondered for a long time how it was constructed. It was pure magic for me. It turned out that, as with any magic trick, the explanation is trivial. The description in Charles Holme's book, Peasant Art in Italy, came to the rescue. It turns out that this is one piece of material, folded in half. One half is then folded into three and that's it. Finished. Below is the diagram and a more detailed description:



Potrzebny nam bedzie kawałek materiału.  Ja użyłem lnianego ręcznika szerokiego na 50  i długiego na 150 cm. Można użyć trochę dłuższego lub krótszego - zachęcam do eksperymentów.
1. Składamy kawałek materiału na pół.
2 i 3 Składamy jedną z połówek wzdłóż. Warto dobrze zagiąć te trójkąty, można zaprasować całość, żeby się lepiej trzymała.
4. Odginamy tak powstały ogon do góry - jak widzicie powstała "kieszeń" w którą wkładamy głowę.

You will need a piece of cloth. I used a linen towel 50 cm wide and 150 cm long. You can use a little bigger or smaller one - I encourage you to experiment.
1. Fold a piece of material in half.
2 - 3 Fold one of the halves lengthwise. You need to fold these "triangles" well. You can iron the whole thing to make it more firm.
4. Bend the resulting "tail" up - as You can see there is a "pocket" in which You have to put Your head.

Tak to wygląda po nałożeniu:

This is how it looks after putting on a head:





Tył można pozostawić szeroki, albo zagiąć krawędzie do środka.

You may leave back  of the cloth wide or fold it inside to make it narrower. 

Miłego eksperymentowania!

Have fun experimenting!

Rafał Szwelicki

środa, 19 września 2018

Alpargatas



Alpargatas  to obuwie znane u nas pod nazwą espadryli. Było to proste obuwie hiszpańskich chłopów i pielgrzymów – odpowiednik naszych kierpcy czy łapci z łyka lub słomy. Alpargatas było wykonywane na kilka sposobów. Podróżnicy i pielgrzymi przybywający do Hiszpanii najczęściej nosili takie wykonane przez zawodowców (powroźników), ze sznurów konopnych, lub z innych włókien roślinnych. Tak opisuje te obuwie jeden z niemieckich podróżników w 1533 r: "buty ze sznurka, dobre do chodzenia po górach, na lato i gdy jest mokro, wykonali dla nas w Hiszpanii powroźnicy."
Chłopi z kolei najczęściej wykonywali swoje własnoręcznie z trawy. Używano do tego materiału zwanego esparto - włókien ostnicy mocnej (Stipa tenacissima - zwana po hiszpańsku atocha) lub Lygeum spartum. Ostnica mocna to trawa ozdobna, którą można kupić w donicach i posadzić w ogrodzie. Czasem przemarza (tak stało się z moją).



Buty tego rodzaju szybko się zużywały, stąd niesamowitym szczęściem jest to, że jedna para zachowała się wśród rzeczy po Stephanie Praunie, który w 1571 r odbył pielgrzymkę do Santiago de Compostella i przywiózł takie buty na pamiątkę. Bazując na nich, oraz na wyszperanych informacjach wykonałem własne, proste alpargatas. Od oryginału różnią się mniej zabudowanym przodem. Tu można znaleźć więcej informacji i zdjęć alpargatas po Stephanie Praunie:



Jak wykonywano  tego typu obuwie? Potrzeba do niego sznurka konopnego, albo trawy esparto, grubej dratwy/sznurka do szycia, długiego szydła i zakrzywionej igły. W Polsce nie znalazłem odpowiednio długiego szydła – musi mieć kilkanaście centymetrów, tak żeby móc nim przeszyć całą podeszwę, użyłem więc zakrzywionej igły i przebijałem się w poprzek na 2-3 razy. Proces szycia długim szydłem znajdziecie w tym filmie:
Zanim jednak przystąpimy do szycia trzeba upleść ze sznurka lub trawy warkocze, które posłużą do wykonania podeszwy. Warkocze plecie się normalnie z 3 pasemek. W przypadku sznurka użyłem pasemek, z których każde składało się z 2 sznurków:



A tak wygląda warkocz z ostnicy:



Dla porównania – grubość obydwu:



Warkocz z ostnicy wykonałem z młodej, po zakupie. Było jej za mało na całe alpargatas i niestety nie przetrwała mroźnej zimy. Tak więc projekt wykonania espadryli z ostnicy upadł i musiałem zadowolić się takimi ze sznurka.

Po upleceniu i zszyciu podeszew trzeba wykonać górę. W oryginale najprawdopodobniej przebija się szydłem sznurki na wierzch i zapiętek, a następnie dodaje kilka poprzecznych, które usztywniają konstrukcję. Zaznaczyłem je na poniższym zdjęciu:



Alpargatas okazały się dość wygodne w użytkowaniu, szczególnie po długim chodzeniu w normalnych butach, w gorący dzień. Na deszcz bym ich jednak nie polecał – nasiąkają błyskawicznie. Może wykonane z trawy byłyby lepsze (zachowywałyby pewną izolację od podłoża i przyczepność, mimo wilgoci) ale to jeszcze przede mną do przetestowania. Tym niemniej jest to ciekawe obuwie obozowe (i nie tylko) dla odtwarzających hiszpańskich żołnierzy, pielgrzymów i chłopów od starożytności po XX w.

Rafał Szwelicki

niedziela, 25 marca 2018

Relacja z warsztatów wykonywania tradycyjnych elementów strojów góralskich

W dniach 28.02 i 07.03 miałem wielką przyjemność brać udział w warsztatach pod tytułem „Robimy kierpce, opaski, torebki”, organizowanych przez burmistrza miasta Zakopane, w ramach projektu „Popularyzacja zakopiańskiego dziedzictwa kulturowego”. Warsztaty prowadził Mistrz z Bukowiny Tatrzańskiej- Pan Jan Wilczek, razem z żoną, Panią Stanisławą.  Pan Jan prowadzi w Bukowinie swoją pracownię, gdzie  wykonują elementy strojów góralskich, zarówno ze skór jak i z metalu. O pracowni rodziny Wilczków możecie więcej przeczytać TUTAJ


Na warsztaty pojechałem z chęcią poznania tradycyjnych technik stosowanych w ludowym skórnictwie i dowiedzenia się możliwie dużo na temat ciągłości rzemiosła od jak najdawniejszych czasów. Przychodząc na zajęcia, nie miałem pojęcia jak bardzo zmienią one moje patrzenie na sztukę ludową. Jako że po raz pierwszy pojawiłem dopiero na trzecich zajęciach cyklu, większość uczestników już miało za sobą pierwsze próby szycia torebek i pasów. Miałem wiele do nadrobienia. Chcąc wynieść jak najwięcej, przyznałem się do swoich rekonstrukcyjnych korzeni i pewnych umiejętności pracy ze skórą. Dzięki temu od razu dostałem do zrobienia pas. Pasek skóry należało obrobić „kostkami”. Były to bardzo proste narzędzia wykonane z sarnich i jelenich rogów, służące do wygładzania brzegów i tłoczenia linii wzdłuż krawędzi. Jak się później okazało, te stosowane do dziś narzędzia nie zmieniły się od średniowiecza, a pewnie i jeszcze dawniejszych czasów. Pozytywnym zaskoczeniem był komfort pracy. Rogowe narzędzia były znacznie wygodniejsze i dawały lepsze efekty niż nylonowe kostki, które stosowałem do tej pory. Na pewno w przyszłości wykonam dla siebie takie narzędzia.  



Po obrobieniu paska, przyszedł czas na dekorowanie go tłoczeniami. Mieliśmy do dyspozycji wiele różnych sztanc, które Pan Jan udostępnił ze swojego warsztatu. Tutaj spotkało mnie kolejne pozytywne zaskoczenie- wzory. Wiele z nich pokrywało się z wzorami znanymi z siedemnastowiecznych cieszynek. 



Po pracy ze skórą przyszedł czas na wykonanie sprzączki. Dostaliśmy do dyspozycji płaskie prefabrykaty wycięte zgrubnie z blachy miedzianej i komplet pilników. Blachy należało „brusić”, t.j szlifować do uzyskania pożądanego kształtu i obłości wszystkich krawędzi. Następnie przy pomocy kolejnych sztanc, tym razem przygotowanych do pracy w metalu, zdobiliśmy sprzączki, wybijając wzory na podkładzie z grubej stalowej blachy. Kolejnym etapem prac było „pękacenie”. Młotkiem szewskim, na podkładzie z grubej skóry, należało tak wymodelować płaską sprzączkę, żeby uzyskała ładną, wypukłą formę.  Na sam koniec zamontowaliśmy „trzpienie”, tzn. języczki sprzączek wykonane również z blachy miedzianej. Jak później doczytałem w „Metalowych spinkach góralskich” Włodzimierza Antoniewicza, miedź była stosowana w ludowej metaloplastyce, obok mosiądzu i srebra.  Gotową sprzączkę wszyłem do wcześniej przygotowanego pasa, ale nie tak, jak byłem to tego przyzwyczajony, dratwą. Szew góralski wykonuje się cienkim rzemieniem, niezależnie czy szyjemy pas, opasek, torbę czy kierpce.




Drugim przedmiotem który wykonałem w ramach warsztatów była torebka. Obiecałem ją córce, więc musiałem się postarać. Forma została mi podpowiedziana przez Pana Jana, tak samo wytłumaczył na czym polega szew rzemieniem. Otwory pod szew były wycinane drobnym dłutkiem, przy pomocy młotka, a nie przebijane szydłem, dzięki czemu sam rzemień układał się równo podczas szycia i nie skręcał. Po wybiciu otworów i przeszarfowaniu (ścienieniu) rzemienia, można był przystąpić do szycia. W tym miejscu niezastąpione okazało się rogowe szydło, które łatwo poszerzało otwory przed samym przewleczeniem rzemienia, jednocześnie nie powiększając i nie odkształcając ich. Dzięki temu szycie przebiegało szybko i nie wymagało dodatkowych igieł czy kleszczy do przeciągania. Klapę torebki, tak jak wcześniej pas udekorowałem sekwencją wzorów, tym razem decydując się na motyw rozety.



Najcenniejszym co wyniosłem z zajęć był kontakt z prawdziwym Mistrzem rzemiosła. Szczególnie zapadło mi w pamięci stwierdzenie, że rzemiosła nie można krytykować- efekt prac jest wynikiem możliwości twórcy, jego talentu i dostępnych narzędzi. Jednocześnie Pan Jan z pewnym zadowoleniem stwierdził, że dzisiaj wielu młodych ludzi chce wracać do starych wzorów i stosować  je we współczesnych wyrobach ludowych. Dla mnie, rekonstruktora, te słowa były zastrzykiem motywacji i energii. W końcu staram się czerpać z jak najstarszych dostępnych źródeł.

Na fali tego entuzjazmu wykonałem swoje pierwsze sztance do metalu a następnie z ich pomocą zrobiłem kopię spinki z Marikovej- najbardziej prymitywnej jaką znalazłem we wspomnianej wcześniej książce Włodzimierza Antoniewicza.




Szczerze polecam ten cykl warsztatowy wszystkim, którzy chcą poznać prawdziwe rzemiosło i poznać choć trochę techniki rękodzieła. Zajęcia będą organizowane przez kilka lat, a informacje będą dostępne na stronie Miasta Zakopanego.

Adam Ledwoń

środa, 30 sierpnia 2017

Reconstruction of 17th cent sprang cap.

I've long been trying to do a sprang cap. I’ve collected materials and knowledge, made a frame, and finally this summer managed to save some time to weave. The impulse for action was also the wedding of my friend. I decided that the cap would be an interesting gift to the bride. In the old days there was a ritual during wedding called “oczepiny” (lit. “coifing” – putting a coif) . The bride threw away the wreath - the symbol of the maiden status, and then the married woman put a coif or hairnet on her head – symbol of married status.

Let's go back to the reconstruction itself. It is not a copy of any particullar object, nor an attempt to create something we know of iconography. The problem with hairnets is that they are often hidden under wrappings or headkerchiefs. Sometimes light mesh caps were worn around the house and other headgear was worn outside the home. Net caps are mainly known from inventory and descriptions from era. There are also some 16th-17th silk caps from Russia. We also know some 19th  early 20th cent. sprang caps from the area of former Polish-Lithuanian Commonwealth preserved thanks to the efforts of ethnographers. More information can be found in this post  (in Polish).

1. Typology of sprang caps

So what was basis for my reconstruction? First let's take a look at the typology of sprang caps. The cap may consist of a net (In which case it is hairnet) or a net sewn to a textile band. Band can also be decorated with embroidery, lace etc.

In the case of caps made of net alone (hairnets), we distinguish between two basic types - caps with a meeting line and without this line. When making a cap or other object in sprang we get two twin nets. We can connect these meshes  (in several ways, the detail at that moment irrelevant) to one object, having a meeting line, or end each half separately and cut to get two twin nets. The oldest items made with sprang technique have a meeting line (eg Borum Eshoj cap), while the latter are usually without it. In addition, the caps without the meeting lines can be divided into two types  - with headpiece (“naczółek” – lit. something that covers forehead) and without headpiece.



In the case of caps with a band, we can distinguish two types - with a mesh sewn horizontally and with a mesh sewn vertically. In both cases, the mesh is constructed exactly the same way and looks like in a cap without a band, meeting line and headpiece. They differ only by how to sew the mesh to the band. Look at the diagram below. The sides of the grid are blue, and the threads are interlaced through the top and bottom to allow for the removal of the cap. The hats with a grid sewn horizontally both upper and lower threads are pulled tight. One becomes the front and the other the back of the cap, while the blue sides are sewn  around the circumference of the band. In hats with a mesh sewn vertically one of the parts (usually the top, which for structural reasons is more stretchy) does not pull, but it is sewn around the perimeter. The sides of the mesh are stitched together, and the bottom lower thread is pulled tight and closes the top of the cap.



In the case of caps without a band, the caps without headpiece were formed like those with a band and a horizontal mesh - two ends were pulled tight. String is normally pulled over the sides to control the size of the cap. Those with headpiece were formed rather specifically. The bottom of the grid was pulled tight and formed back piece of a cap. Through the sides and top of the headpiece tread was pulled to stabilize size of a hairnet, while the sides of the headpiece and the top of the main mesh (marked in green) were sewn together.


The caps with the meeting line were archaic and I do not know examples of such caps from 17th cent so I’ll skip their construction.

2. Extant caps

There are some extant  Russian caps from the 16th and 17th centuries (волосник - volosnik).  All of them have bands. Most have vertical  mesh, although there are some examples of caps with horizontal  mesh.

From the area of ​​the former Polish-Lithuanian Commonwealth, there are only extant examples from the 19th and 20th century.  These are Lithuanian caps (kykai) and caps from Podkarpacie and Carpathians. The Lithuanian caps have a band and a net placed horizontally. From the description of Lepner we know that sprang caps were made in Lithuania already in the seventeenth century. Probably their form, as the name, did not change. They would resemble Russian caps.

Podkarpacie and Carpathian caps are usually bonnets without a band. However, it should be noted that in these areas, there are familiar also caps with a band, but these were not made in sprang technique. Instead of sprang, the net of the cap was crocheted. It is possible, however, that the crocheted lace mesh replaced the earlier sprang one, and the sprang mesh survived only in caps without a band in which case it was more suitable than the lace.

It seems therefore that for the 17th century cap from the Polish area, the most appropriate form will be cap with a band and mesh sewn either vertically or horizontally.



3. Pattern and motifs

As we can see from the above statement, part of the 16th and 17th century Russian and Lithuanian capes repeats the same motifs - diamonds of larger mesh, with the background of smaller mesh. In Podkarpacie ethnography dense background is called "płócienko" (lit. “canvas”), while larger eyes are called "siateczka" (lit. “net”).  Interestingly, the same pattern  is present on the extant silk sprang sashes from 17th century. Thus, the pattern of diamonds made with a larger holes on a dense mesh background is very likely for the net caps from Poland from the 17th century.

4. Reconstruction

Having all these data, I decided to make a mesh without meeting line. This decision was straightforward - the preserved caps with the meeting line are archaic, and all the caps from era and later ethnographic have no join.

As for the form I decided to make cap with a band. Firstly for that we know such caps from that period, from neighboring areas (Russia); secondly, because this form survived in Poland until the 19th century, it is probable that it was previously known and used. I chose a mesh arranged horizontally. In general, both types of meshes were known in the 16th-17th centuries in Russia and both are equal. In favor of a horizontal grid, there is a strong presence of such bonnets in Lithuanian ethnography.

When it comes to design I decided to make a pattern of diamonds made with a large holes on the background of smaller  holes - a pattern known from the 17th century Polish sashes and Russian caps, also present in ethnography.

The cap was made of natural linen yarn, on the looms that were based on loom from Kańczuga region described by Olga Mulkiewicz. While making a mesh, I used the technique of weaving characteristic of Carpathians and Podkarpacie. Generally, the mesh pattern on the canvas background can be obtained in two ways. The basic "western" way is to make double holes in successive rows.  However, in the Carpathians, Podkarpacie and Ruthenia ethnographers met with another method - the "Ruthenian" method. In the Ruthenian method large eyes are formed by undoing the mesh of the previous row. The final effect is very similar, although I do not know if identical (if it is possible to distinguish mesh made with the "western" method from one made mith the Ruthenian method). I will try to make a sample and check it. This ruthenian method is described by Collingwood in “Techniques of sprang” on p.  141-142. 

As in the case of nets without a meeting line, I received two twin meshes. Below one of them exposed to the sun for bleaching:



And here is a second mesh, sewn to the band. Front, top and rear view. Unfortunately, due to bad weather, it had not bleached before the wedding.

Front

Top

Back

Next I plan to make a cap from hand spun linen thread (already purchased  ;) )  and later maybe a rich cap made of silk.


Rafał Szwelicki