W dniach 28.02 i 07.03 miałem wielką przyjemność brać udział
w warsztatach pod tytułem „Robimy kierpce, opaski, torebki”, organizowanych przez
burmistrza miasta Zakopane, w ramach projektu „Popularyzacja zakopiańskiego
dziedzictwa kulturowego”. Warsztaty prowadził Mistrz z Bukowiny Tatrzańskiej-
Pan Jan Wilczek, razem z żoną, Panią Stanisławą. Pan Jan prowadzi w Bukowinie swoją pracownię,
gdzie wykonują elementy strojów
góralskich, zarówno ze skór jak i z metalu. O pracowni rodziny Wilczków możecie
więcej przeczytać TUTAJ
Na warsztaty pojechałem z chęcią poznania tradycyjnych technik
stosowanych w ludowym skórnictwie i dowiedzenia się możliwie dużo na temat
ciągłości rzemiosła od jak najdawniejszych czasów. Przychodząc na zajęcia, nie
miałem pojęcia jak bardzo zmienią one moje patrzenie na sztukę ludową. Jako że
po raz pierwszy pojawiłem dopiero na trzecich zajęciach cyklu, większość
uczestników już miało za sobą pierwsze próby szycia torebek i pasów. Miałem
wiele do nadrobienia. Chcąc wynieść jak najwięcej, przyznałem się do swoich
rekonstrukcyjnych korzeni i pewnych umiejętności pracy ze skórą. Dzięki temu od
razu dostałem do zrobienia pas. Pasek skóry należało obrobić „kostkami”. Były
to bardzo proste narzędzia wykonane z sarnich i jelenich rogów, służące do wygładzania
brzegów i tłoczenia linii wzdłuż krawędzi. Jak się później okazało, te
stosowane do dziś narzędzia nie zmieniły się od średniowiecza, a pewnie i
jeszcze dawniejszych czasów. Pozytywnym zaskoczeniem był komfort pracy. Rogowe
narzędzia były znacznie wygodniejsze i dawały lepsze efekty niż nylonowe
kostki, które stosowałem do tej pory. Na pewno w przyszłości wykonam dla siebie
takie narzędzia.
Po obrobieniu paska, przyszedł czas na dekorowanie go
tłoczeniami. Mieliśmy do dyspozycji wiele różnych sztanc, które Pan Jan
udostępnił ze swojego warsztatu. Tutaj spotkało mnie kolejne pozytywne zaskoczenie- wzory. Wiele z nich pokrywało się z wzorami znanymi z siedemnastowiecznych
cieszynek.
Po pracy ze skórą przyszedł czas na wykonanie sprzączki. Dostaliśmy do
dyspozycji płaskie prefabrykaty wycięte zgrubnie z blachy miedzianej i komplet
pilników. Blachy należało „brusić”, t.j szlifować do uzyskania pożądanego
kształtu i obłości wszystkich krawędzi. Następnie przy pomocy kolejnych sztanc,
tym razem przygotowanych do pracy w metalu, zdobiliśmy sprzączki, wybijając
wzory na podkładzie z grubej stalowej blachy. Kolejnym etapem prac było
„pękacenie”. Młotkiem szewskim, na podkładzie z grubej skóry, należało tak
wymodelować płaską sprzączkę, żeby uzyskała ładną, wypukłą formę. Na sam koniec zamontowaliśmy „trzpienie”, tzn.
języczki sprzączek wykonane również z blachy miedzianej. Jak później doczytałem
w „Metalowych spinkach góralskich” Włodzimierza Antoniewicza, miedź była
stosowana w ludowej metaloplastyce, obok mosiądzu i srebra. Gotową sprzączkę wszyłem do wcześniej
przygotowanego pasa, ale nie tak, jak byłem to tego przyzwyczajony, dratwą.
Szew góralski wykonuje się cienkim rzemieniem, niezależnie czy szyjemy pas,
opasek, torbę czy kierpce.
Drugim przedmiotem który wykonałem w ramach warsztatów była
torebka. Obiecałem ją córce, więc musiałem się postarać. Forma została mi
podpowiedziana przez Pana Jana, tak samo wytłumaczył na czym polega szew
rzemieniem. Otwory pod szew były wycinane drobnym dłutkiem, przy pomocy młotka,
a nie przebijane szydłem, dzięki czemu sam rzemień układał się równo podczas
szycia i nie skręcał. Po wybiciu otworów i przeszarfowaniu (ścienieniu)
rzemienia, można był przystąpić do szycia. W tym miejscu niezastąpione okazało
się rogowe szydło, które łatwo poszerzało otwory przed samym przewleczeniem
rzemienia, jednocześnie nie powiększając i nie odkształcając ich. Dzięki temu
szycie przebiegało szybko i nie wymagało dodatkowych igieł czy kleszczy do
przeciągania. Klapę torebki, tak jak wcześniej pas udekorowałem sekwencją
wzorów, tym razem decydując się na motyw rozety.
Najcenniejszym co wyniosłem z zajęć był kontakt z prawdziwym
Mistrzem rzemiosła. Szczególnie zapadło mi w pamięci stwierdzenie, że rzemiosła
nie można krytykować- efekt prac jest wynikiem możliwości twórcy, jego talentu
i dostępnych narzędzi. Jednocześnie Pan Jan z pewnym zadowoleniem stwierdził,
że dzisiaj wielu młodych ludzi chce wracać do starych wzorów i stosować je we współczesnych wyrobach ludowych. Dla
mnie, rekonstruktora, te słowa były zastrzykiem motywacji i energii. W końcu
staram się czerpać z jak najstarszych dostępnych źródeł.
Na fali tego entuzjazmu wykonałem swoje pierwsze sztance do metalu a następnie
z ich pomocą zrobiłem kopię spinki z Marikovej- najbardziej prymitywnej jaką
znalazłem we wspomnianej wcześniej książce Włodzimierza Antoniewicza.
Szczerze polecam ten cykl warsztatowy wszystkim,
którzy chcą poznać prawdziwe rzemiosło i poznać choć trochę techniki
rękodzieła. Zajęcia będą organizowane przez kilka lat, a informacje będą
dostępne na stronie Miasta Zakopanego.
Adam Ledwoń
Adam Ledwoń
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz