Witajcie. Dzisiaj jak obiecałem wpis
opisujący wykonaną przeze mnie i Darka dłubankę. Wykonaliśmy ją w czasie Święta
Mazurskiej Dłubanki o którym możecie przeczytać w poprzednim wpisie. Miałem przygotować najpierw jakiś artykuł
teoretyczny, ale temat dłubanek jest tak obszerny, że wyszła by z tego cała
książka. Kształt i wielkość dłubanek zależała od ich funkcji oraz użytego do
wykonania rodzaju drewna. Jadąc na
Święto wiedzieliśmy, że tym razem przyjdzie nam pracować w sośnie, postanowiłem
zatem zgłębić temat dłubanek sosnowych. Podstawą była dla mnie praca Kaczmarka
i Ossowskiego „Dawne i nowe odkrycia łodzi jednopiennych z terenu Wielkopolski”.
Praca jest dostępna na stronie academia.edu
Przygotowałem zatem kilka
rysunków na których planowaliśmy oprzeć naszą dłubankę. Postanowiliśmy, że wyboru
modelu dokonamy na miejscu, po oględzinach pnia jaki nam się trafi.
Na miejscu wybraliśmy na wzór sosnową
dłubankę nowożytną z Borowego Młynu. Jest to dłubanka nr 7 z cytowanej pracy
pokazana na ryc. 1,5. Była ona bardzo słabo zachowana, jednak bardzo podobna do
niej, pochodząca z XVI w została wydobyta z jeziora Lednickiego (nr 41, ryc.
2,23). Dłubanka lednicka jest większa od tej z Borowego Młynu i wykonana z
dębu. Normalnie lepiej byłoby oczywiście wybrać dłubankę lepiej zachowaną, ale
jako ,że to nasza pierwsza dłubanka wiedzieliśmy, że i tak nie uda się
dokładnie odwzorować jej kształtu. Odbyliśmy też wycieczkę do Nadleśnictwa Spychowo (tuż obok miejsca gdzie dłubaliśmy). W sali muzeum leśnego przechowywana jest duża sosnowa dłubanka wydobyta z jeziora. Przyglądaliśmy się szczegółom wykonania, grubościom grodzi etc. Pomogło nam to w podjęciu decyzji co do grubości burt, dna itp.
Jako, że otrzymaliśmy pień o
długości 5 m, najpierw oznaczyliśmy sobie ok. 3,4 m i okorowaliśmy go na tej
długości, przy użyciu cioseł i siekier. Pozostałą część odcięli nam zawodowi pilarze.
Kolejnym etapem było uzyskanie z
grubsza kształtu dłubanki. Historycznie robiono to ociosując odpowiednio pień.
Najpierw wyrąbywano w drewnie nacięcia, a następnie odłupywano materiał
pomiędzy nimi. My nie mając ani odpowiednich narzędzi, ani doświadczenia
poprosiliśmy o pomoc pilarzy. Podobnie jak dawniej zrobili oni nacięcia w pniu,
a następnie materiał odłupaliśmy obuchami i wyrównaliśmy siekierami. Najpierw
obrobiliśmy w ten sposób dno a później górę dłubanki. Na tym etapie pilarze
wycięli nam też z grubsza zarys dziobu i rufy.
Pierwszego dnia udało nam się też
rozpocząć dłubanie wnętrza. Podobnie jak z formowaniem dna i góry – najpierw pilarze
ponacinali pień wewnątrz, a następnie wybraliśmy materiał przy użyciu cioseł. Dawniej nacięcia wykonywano siekierami.
Drugiego dnia znaleźliśmy chwilę
żeby pobawić się ręcznymi piłami.
Środa i czwartek minęły nam na
ociosywaniu wnętrza dłubanki. Mimo nacięć to długa i żmudna praca. Najefektywniejsze
okazały się w niej półokrągłe ciosła. Ciosła płaskie były dobre na początku,
przy odłupywaniu naciętych fragmentów pnia, ale później wcinały się i grzęzły w
drewnie. Półokrągłe z kolei doskonale je żłobiły. Do dokładnego ścięcia burt na
grubość ok. 2 -3 cm najlepsze z kolei były dłuta.
Ostatecznie dziób wyszedł nam
tępy – tak jak w dłubance spod Beresteczka. Mógłby być bardziej ostry i lekko
iść do góry. Wymagałoby to jednak trochę innego przycięcia go na początku prac.
Rufa też mogła być lepiej zaokrąglona – wyszła trochę kanciasta. Tym niemniej i
takie dłubanki się zdarzały więc generalnie jesteśmy z niej bardzo zadowoleni.
Następna będzie jeszcze lepsza :)
W piątek wykończyliśmy dłubankę i
załataliśmy dziury. Ponieważ była robiona ze świeżej sosny, pojawiły się w
niej drobne pęknięcia. Załataliśmy je pakułami i woskiem z olejem (nie mieliśmy
idealnego do tego celu dziegciu). Przyrządzone na szybko lepiszcze okazało się
bardzo skuteczne – dłubanka nie przeciekała podczas próbnych rejsów i sobotnich
regat.
W rejsach testowych sprawdzaliśmy
różne umiejscowienie wioślarza – zarówno przed grodzią, jak i za grodzią. W przypadku umiejscowienia wioślarza przed
grodzią, dłubanka zanurza się nieznacznie i równomiernie. Umiejscowienie za
grodzią sprawia, że dziób idzie do góry a tył zanurza się dość mocno. Ułatwia
natomiast manewrowanie łodzią i sprawia, że jest ona szybsza i zwinniejsza na
wodzie. Mimo fal nie doszło też do zatopienia łodzi, a ilość wody jaka
wchlapała się do wnętrza podczas sobotnich regat również nie była bardzo duża.
Tak więc jest to mimo wszystko dość bezpieczne.
Nie przetestowaliśmy natomiast
jak dłubanka radzi sobie z większym obciążeniem (cięższy wioślarz, czy dwie
osoby). Wydaje się jednak, że powinna dwie osoby unieść bez problemu.
Płaskie dno, o grubości ok. 5-6
cm i szerokość dłubanki wynosząca ok. 50 cm sprawiają, że jest ona stabilna.
Środek ciężkości położony jest nisko, dłubanka nie ma tendencji do wywracania
się i nie potrzebuje żadnych pływaków. Darkowi udało się w niej wyprzedzić 4
inne łodzie i dopłynął do mety jako piąty. W kategorii łodzi z jednoosobową
załogą nasza dłubanka przegrała jedynie z dłubanką weteranów z OSP Spychowo,
którzy robią dłubanki od pierwszej edycji Święta w 2010 r.
Na kolejną edycję już szykujemy
plany. Być może tym razem uda się zrobić dłubankę całkowicie przy użyciu tradycyjnych
narzędzi? Czas pokaże :)
Rafał Szwelicki






No i udało się potwierdzić - 2 osoby unosi bez problemu, a nawet 3 lekkie da radę :) Więcej na naszym FB:
OdpowiedzUsuńhttps://www.facebook.com/ProjektChlop/posts/1049069545111066