sobota, 18 lipca 2015

Rekonstrukcja dłubanki


Witajcie. Dzisiaj jak obiecałem wpis opisujący wykonaną przeze mnie i Darka dłubankę. Wykonaliśmy ją w czasie Święta Mazurskiej Dłubanki o którym możecie przeczytać w poprzednim wpisie. Miałem przygotować najpierw jakiś artykuł teoretyczny, ale temat dłubanek jest tak obszerny, że wyszła by z tego cała książka. Kształt i wielkość dłubanek zależała od ich funkcji oraz użytego do wykonania rodzaju drewna.  Jadąc na Święto wiedzieliśmy, że tym razem przyjdzie nam pracować w sośnie, postanowiłem zatem zgłębić temat dłubanek sosnowych. Podstawą była dla mnie praca Kaczmarka i Ossowskiego „Dawne i nowe odkrycia łodzi jednopiennych z terenu Wielkopolski”. Praca jest dostępna na stronie academia.edu

Przygotowałem zatem kilka rysunków na których planowaliśmy oprzeć naszą dłubankę. Postanowiliśmy, że wyboru modelu dokonamy na miejscu, po oględzinach pnia jaki nam się trafi. 



Na miejscu wybraliśmy na wzór sosnową dłubankę nowożytną z Borowego Młynu. Jest to dłubanka nr 7 z cytowanej pracy pokazana na ryc. 1,5. Była ona bardzo słabo zachowana, jednak bardzo podobna do niej, pochodząca z XVI w została wydobyta z jeziora Lednickiego (nr 41, ryc. 2,23). Dłubanka lednicka jest większa od tej z Borowego Młynu i wykonana z dębu. Normalnie lepiej byłoby oczywiście wybrać dłubankę lepiej zachowaną, ale jako ,że to nasza pierwsza dłubanka wiedzieliśmy, że i tak nie uda się dokładnie odwzorować jej kształtu. Odbyliśmy też wycieczkę do Nadleśnictwa Spychowo (tuż obok miejsca gdzie dłubaliśmy). W sali muzeum leśnego przechowywana jest duża sosnowa dłubanka wydobyta z jeziora. Przyglądaliśmy się szczegółom wykonania, grubościom grodzi etc. Pomogło nam to w podjęciu decyzji co do grubości burt, dna itp.

Jako, że otrzymaliśmy pień o długości 5 m, najpierw oznaczyliśmy sobie ok. 3,4 m i okorowaliśmy go na tej długości, przy użyciu cioseł i siekier. Pozostałą część odcięli nam zawodowi pilarze.



Kolejnym etapem było uzyskanie z grubsza kształtu dłubanki. Historycznie robiono to ociosując odpowiednio pień. Najpierw wyrąbywano w drewnie nacięcia, a następnie odłupywano materiał pomiędzy nimi. My nie mając ani odpowiednich narzędzi, ani doświadczenia poprosiliśmy o pomoc pilarzy. Podobnie jak dawniej zrobili oni nacięcia w pniu, a następnie materiał odłupaliśmy obuchami i wyrównaliśmy siekierami. Najpierw obrobiliśmy w ten sposób dno a później górę dłubanki. Na tym etapie pilarze wycięli nam też z grubsza zarys dziobu i rufy.



Pierwszego dnia udało nam się też rozpocząć dłubanie wnętrza. Podobnie jak z formowaniem dna i góry – najpierw pilarze ponacinali pień wewnątrz, a następnie wybraliśmy materiał przy użyciu cioseł. Dawniej nacięcia wykonywano siekierami.

Drugiego dnia znaleźliśmy chwilę żeby pobawić się ręcznymi piłami.



Środa i czwartek minęły nam na ociosywaniu wnętrza dłubanki. Mimo nacięć to długa i żmudna praca. Najefektywniejsze okazały się w niej półokrągłe ciosła. Ciosła płaskie były dobre na początku, przy odłupywaniu naciętych fragmentów pnia, ale później wcinały się i grzęzły w drewnie. Półokrągłe z kolei doskonale je żłobiły. Do dokładnego ścięcia burt na grubość ok. 2 -3 cm najlepsze z kolei były dłuta.



Ostatecznie dziób wyszedł nam tępy – tak jak w dłubance spod Beresteczka. Mógłby być bardziej ostry i lekko iść do góry. Wymagałoby to jednak trochę innego przycięcia go na początku prac. Rufa też mogła być lepiej zaokrąglona – wyszła trochę kanciasta. Tym niemniej i takie dłubanki się zdarzały więc generalnie jesteśmy z niej bardzo zadowoleni. Następna będzie jeszcze lepsza :)



W piątek wykończyliśmy dłubankę i załataliśmy dziury. Ponieważ była robiona ze świeżej sosny, pojawiły się w niej drobne pęknięcia. Załataliśmy je pakułami i woskiem z olejem (nie mieliśmy idealnego do tego celu dziegciu). Przyrządzone na szybko lepiszcze okazało się bardzo skuteczne – dłubanka nie przeciekała podczas próbnych rejsów i sobotnich regat.

W rejsach testowych sprawdzaliśmy różne umiejscowienie wioślarza – zarówno przed grodzią, jak i za grodzią.  W przypadku umiejscowienia wioślarza przed grodzią, dłubanka zanurza się nieznacznie i równomiernie. Umiejscowienie za grodzią sprawia, że dziób idzie do góry a tył zanurza się dość mocno. Ułatwia natomiast manewrowanie łodzią i sprawia, że jest ona szybsza i zwinniejsza na wodzie. Mimo fal nie doszło też do zatopienia łodzi, a ilość wody jaka wchlapała się do wnętrza podczas sobotnich regat również nie była bardzo duża. Tak więc jest to mimo wszystko dość bezpieczne.



Nie przetestowaliśmy natomiast jak dłubanka radzi sobie z większym obciążeniem (cięższy wioślarz, czy dwie osoby). Wydaje się jednak, że powinna dwie osoby unieść bez problemu.

Płaskie dno, o grubości ok. 5-6 cm i szerokość dłubanki wynosząca ok. 50 cm sprawiają, że jest ona stabilna. Środek ciężkości położony jest nisko, dłubanka nie ma tendencji do wywracania się i nie potrzebuje żadnych pływaków. Darkowi udało się w niej wyprzedzić 4 inne łodzie i dopłynął do mety jako piąty. W kategorii łodzi z jednoosobową załogą nasza dłubanka przegrała jedynie z dłubanką weteranów z OSP Spychowo, którzy robią dłubanki od pierwszej edycji Święta w 2010 r.



Na kolejną edycję już szykujemy plany. Być może tym razem uda się zrobić dłubankę całkowicie przy użyciu tradycyjnych narzędzi? Czas pokaże :)


Rafał Szwelicki

1 komentarz:

  1. No i udało się potwierdzić - 2 osoby unosi bez problemu, a nawet 3 lekkie da radę :) Więcej na naszym FB:
    https://www.facebook.com/ProjektChlop/posts/1049069545111066

    OdpowiedzUsuń