Tym razem wpis o ciekawym
zagadnieniu – chłopskich zwyczajów pogrzebowych. Jest kilka publikacji
poruszających ten temat, ale źródła są dość szczątkowe. Na szczęście zachował
sie ciekawy opis z terenów Litwy pruskiej (obecnie obwód kaliningradzki).
Poniższy wpis oparłem właśnie o niego. Jako że opis jest dość długi i
szczegółowy postanowiłem podzielić go na dwie części.
Teodor Lepner opisuje dość
dokładnie zwyczaje pogrzebowe wśród litewskich chłopów w końcu XVII w. Na
początku pisze, iż w przeciwieństwie do tego co pisze wielu historyków
wskazujących na długowieczność Litwinów, w okolicach w których pracował nie
można było spotkać zbyt wielu 70 czy 80 letnich starców.
Gdy ktoś ciężko zachorował i
podejrzewano jego rychłą śmierć, przygotowywano specyficzny napój. Był to rodzaj
polewki uwarzonej z jęczmienia i owsa z dodatkiem słodu. Miskę z polewką
stawiano przy wezgłowiu chorego, tak by jak pisze Lepner, słodki zapach
maskował nieprzyjemny zapach chorego czy umierającego. Można się oczywiście
zastanawiać czy pierwotnie ten zwyczaj nie miał innego, obrzędowego znaczenia i
stracił je później. Nasiona jęczmienia i innych zbóż symbolizują cykl życia.
Obumierają by dać życie nowej roślinie. Owies to symbol płodności – jego ziarna
wykorzystywano w obrzędach weselnych. Trudno powiedzieć jak było w tym
przypadku, gdyż Lepner podaje tylko takie dość przyziemne wytłumaczenie.
Choremu podawano do picia piwo.
Niestety z kontekstu trudno się zorientować czy Lepnerowi chodziło o zwykłe
piwo, czy też wspomnianą wcześniej polewkę. Jeżeli chory nie był już w stanie
przyjmować napojów informowano o jego stanie rodzinę, tak by mogła się z nim
pożegnać. Odwiedzający przychodzili i chwilę rozmawiali z chorym, a następnie
żegnali formułką: Passilik su Diewiu,
Diewe duk jeib Sweiks isz gitumbei, jeib muddu isz liggos kitta karta wel
sussieitumbei.* Co wg. Lepnera
znaczyło „Zostań z Bogiem, Bóg da będziesz zdrowy i znów spotkamy się w zdrowiu”
Na co chory odpowiadał: Diewe duk –
„Daj Boże”.
Na łożu śmierci dochodziło też do
przekazania testamentu. Chory informował rodzinę jak podzielić majątek i
zachęcał ich do pozostania razem. Jeżeli nie chcieli, wg. Lepnera, zgodnie ze
starym zwyczajem, gospodarstwo przypadało najmłodszemu synowi. Następnie
napominał by żyli w bojaźni bożej i prosił o wezwanie księdza.
Grafika litewska z
XIX w przedstawiająca dobrą śmierć i śmierć pijaka
Po śmierci kładziono zmarłego na
posłaniu z siana i obmywano jego ciało ręcznikami zamoczonymi w ciepłej wodzie.
Jeżeli zmarły był mężczyzną, ubierano go w czystą, białą, lnianą koszulę i
portki, nogi owijano świeżymi onucami, a na głowę zakładano lnianą czapkę/szlafmycę
(w oryg. Schlaff-Mütze). Gdy umierała kobieta, ubierano ją w dwie czyste
koszule, a bogate kobiety nawet w trzy. Głowę owijano czystą, lnianą chustą
(podwiką). Tak odzianego zmarłego kładziono na desce i zbijano prostą trumnę z
4 desek**
Następnie informowano rodzinę i
znajomych o dacie pogrzebu. Odbywał się on dość szybko – w ciągu maksymalnie 3
dni. To o wiele mniej niż było w zwyczaju w Niemczech. Lepner pisze, że Litwini
krytykowali Niemców, iż ci tak długo czekali z pochówkiem, aż zmarły zaczynał
„gnić na tym świecie”, podczas gdy powinien w ziemi. Niektórzy Litwini po
śmierci członka rodziny bili w dzwony. Mówili przy tym, że dusza zmarłego razem
z nim w nie bije. Rozpoczynało się śpiewanie pieśni żałobnych. Grób często
przygotowywano w dniu pogrzebu, a jeżeli wykopano go wcześniej to na noc był
zakrywany. Mówiono, że jeżeli tego się nie zrobiło to w ciągu kilku dni umrze
ktoś z rodziny.
Na dziś to tyle. Opis samego
pogrzebu i stypy w kolejnym wpisie.
Rafał Szwelicki
* W ten sposób, kursywą,
oznaczyłem fragmenty zapisanego przez Lepnera siedemnastowiecznego języka
pruskich Litwinów.
**Tak miała wyglądać wg. Lepnera,
choć trudno to sobie wyobrazić, bo nie mogłaby mieć dna i wieka. Prawdopodobnie
chodzi o to, że boki były wykonane z 4 prostych desek i do tego przybijano dno
i wieko.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz