poniedziałek, 13 lipca 2015

Relacja ze Święta Mazurskiej Dłubanki


W dniach 7-11 lipca braliśmy udział w Święcie Mazurskiej Dłubanki. Przedstawiamy Wam krótki raport z naszego wyjazdu. Na wyprawę wybraliśmy się we dwóch z Darkiem Brzozowskim. Początkowo miało być nas 3-4, ale przyczyny obiektywne (urlopy i choroby) sprawiły wyeliminowały pozostałych. I tak planowaliśmy tylko swoiste rozpoznanie bojem więc nas to nie odstraszyło i rankiem, we wtorek 7 lipca pomknęliśmy do Spychowa.

Święto Mazurskiej Dłubanki to coroczna impreza organizowana przez Nadleśnictwo Spychowo. W tym roku odbyła się jej szósta edycja. Udział w imprezie był darmowy. Uczestnicy przyjeżdżali drużynami. Organizator zapewnił każdej drużynie pień drzewa. W tym roku były to 5 metrowe pnie potężnych ok. 200 letnich sosen (w poprzednich latach były też m. in topole). Oprócz pnia było miejsce do rozbicia namiotu i darmowe posiłki z kociołka. Do tego w budynku Nadleśnictwa zarezerwowane były 2 pokoje gościnne, prysznic i łazienka dla tych, którzy chcieli skorzystać z dobrodziejstw cywilizacji. Dla mnie i Darka – przyzwyczajonych do warunków imprez rekonstrukcyjnych było to aż nadto ;). Jeżeli chodzi o warunki pracy to organizator zapewniał świetnej jakości narzędzia, a także pomoc zawodowych pilarzy. Tak więc od strony organizacyjnej nie ma się do czego przyczepić – piątka z plusem.

W tym roku impreza miała być dość kameralna, ale i tak na miejscu czekało na nas 6 sosnowych pni. Po rozbiciu namiotu, powitaniu i krótkiej odprawie ruszyliśmy do pracy. Jako, że było nas tylko dwóch, na dodatek nie obeznanych z ciesiołką chętnie skorzystaliśmy z pomocy pilarzy. Pomogli z grubsza obrobić pień i porobić nacięcia, które ułatwiały ręczne usuwanie materiału z zewnątrz i wnętrza dłubanki. Mimo tej pomocy przy dłubance spędzaliśmy ok. 10-12 h dziennie, od wtorku do czwartku. W czwartek rano dłubanka nabrała już kształtu.



O tym na czym się wzorowaliśmy i jak dokładnie przebiegały prace będzie w kolejnym wpisie. Na następnych zdjęciach prezentujemy prace pozostałych uczestników. Na początek bardzo ładna i ciekawa dłubanka zrobiona na podstawie indiańskich dłubanek oceanicznych, oraz pierwsza na warsztatach dłubanka wypalana. Niestety zabrakło 1-2 dni do jej skończenia. Być może nastąpi to za rok na kolejnym święcie.



Dłubanka strażaków ze Spychowa, która powstała w rekordowym tempie. Strażacy przychodzili po pracy, ok. godziny 17 i do zmroku nad nią pracowali. Za nią dłubanka wykonana przez grupę rekonstrukcyjną Synowie Jaćwieży wzorowana na dłubance z Czarnej Hańczy. Jeszcze bardziej z tyłu widać dłubankę ekipy z Podkarpacia. Jeden z jej twórców – pan Kazimierz Bąk jest autorem największej w Polsce dwunastometrowej dłubanki.



W piątek rano dokończyliśmy naszą dłubankę starannie usuwając wszelkie ślady po pile i wykonaliśmy próbny rejs. Kwestie pływalności opiszę kiedy indziej, ważne dla nas było to, że dłubanka okazała się stabilna i ani razu nie zatonęła (czym nie wiele ekip mogło się pochwalić).



W sobotę ok. 13 odbyły się regaty dłubanek. Na starcie ustawiło się 9 jednostek. Oprócz zbudowanych w tym roku było kilka zeszłorocznych, a także jedna zbudowana w lesie przez leśników ze Strzałowa. Powstała ona tak jak dawniej powstawały dłubanki – w miejscu ścięcia drzewa. Po ukończeniu została zwodowana, a następnie jej załoga przemierzyła jezioro i przypłynęła na regaty. Na poniższym zdjęciu można zobaczyć wszystkie startujące dłubanki, za wyjątkiem ekipy ze Strzałowa. Jak widać oprócz tradycyjnych, były też bardziej fantazyjne :)



W regatach zajęliśmy piąte miejsce (i drugie wśród dłubanek z jednoosobową załogą – całe podium to duże 2-3 osobowe łodzie). Oprócz nagrody za szybkość trzyosobowe jury przyznawało nagrody dla najładniejszej dłubanki i za najciekawszy styl wiosłowania. Nagrodę za wiosłowanie otrzymała ekipa Synów Jaćwieży, nas z kolei nagrodzono za najładniejszą dłubankę :) W nagrodę otrzymaliśmy pamiątkowy dyplom i rzeźbione wiosło.



 Rozdanie nagród odbyło się na scenie po spektaklu „Powrót Juranda do Spychowa”. Zapakowaliśmy więc nagrody i naszą łódź i ruszyliśmy z powrotem do Warszawy.

Impreza bardzo nam się podobała. Zarówno organizacja, jak i sama idea święta i możliwość zabrania wykonanej przez siebie dłubanki. Poznaliśmy ciekawych ludzi, a niespodziewana nagroda dla najładniejszej dłubanki była swoistą wisienką na torcie. Planujemy już powrót za rok, najlepiej w większej ekipie :)

Rafał Szwelicki

sobota, 23 maja 2015

Jak zrobić chodaki cz.2


Dawno temu pisałem na blogu o tym jak własnoręcznie wykonać chodaki. Ostatnio wykonałem kolejne, tym razem wg. innego wzoru. Poniżej kilka przemyśleń, wyszperanych informacji i krótki opis wykonania takich chodaków.

Czytając o góralach kilkukrotnie trafiałem na informacje jakoby wykonywali kierpce ze świńskiej skóry, gdyż ta miała lepiej chronić przed wilgocią niż bydlęca. Jest to dla mnie dziwna informacja. Świńska skóra ma dużo wyraźniejsze pory i dość mocno chłonie wodę. Podejrzewam, że górale mogli stosować jakieś metody impregnacji, ale nie udało mi się znaleźć, jakie. Być może porowata struktura świńskiej skóry lepiej niż wołowa chłonęła ów impregnat, stąd informacje o jej większej wodoszczelności. Mogą to być też informacje błędne, chociaż swego czasu trafiłem na znaleziska z innych gór – Kaukazu i odnaleziono tam buty ze świńskiej skóry datowane na XIV-XV w. Na razie to jedynie moje pomysły – być może ktoś wie więcej na ten temat i zechce uzupełnić?

Tym niemniej postanowiłem wykonać kolejne chodaki właśnie ze świńskiej skóry. Świńska skóra jest cieńsza od wołowej.  Udało mi się kupić taką o grubości ok. 1,8 mm. Nie jest to dużo – chodzi się podobnie jak na bosaka tyle, że trochę bezpieczniej (chodaki chronią przed otarciami i urażeniem stóp o kamień czy szkło). Skóra świńska okazała się dość tania. Za ok. 70 pln kupiłem kawałek, z którego można wykroić 2 pary chodaków (gdyby był inaczej ukształtowany, bardziej prostokątny to i trzecia by wyszła). Wychodzi, zatem ok. 35 pln za parę.

Jak wspominałem tym razem użyłem innego kroju. Postanowiłem osiągnąć taki efekt jak na poniższych ilustracjach Siedmiogrodzian – chodaków ze spiczastym, lekko zadartym noskiem:


Jak widać efekt całkiem zbliżony. Posłużyłem się w tym celu krojem ludowych chodaków z Banatu. Kraina ta leży obecnie na pograniczy trzech krajów – Węgier, Serbii i Rumunii. Przedstawiona na ilustracji powyżej postać z włócznią to wg. podpisu rumuński chłop, zatem pasuje. Podobne chodaki dostrzeżemy też u węgierskiego żołnierza i studenta. Jak widać nie tylko chłopi w takich chodzili ;). Z Polski chodaki mają też postacie górali na malowidłach z Orawki (choć tam akurat nie dostrzegam zadartego, spiczastego noska, więc może chodzić o inny model. Pewne podobieństwa mają też przedstawione niżej, wykonane z bardzo grubej skóry chodaki kałmuckie z XIX w. Chodaki tego typu mogą też być używane przez odtwórców wczesnego średniowiecza – podobne odnaleziono, bowiem w Szczecinie. Różnią się tylko tym, że ich czuby są przeszywane rzemieniem (tak jak te Kałmuckie) a nie dratwą.



Na koniec sam wykrój użyty przez mnie. Nie wymaga on wielkich wyjaśnień. Chodaki tak jak poprzednio formujemy na mokro. Najpierw wycinamy ze skóry 2 prostokąty. Dłuższy bok powinien mieć ok. 5-7 cm więcej niż długość stopy – dzięki temu uda się uzyskać spiczasty czub. Szerokość powinna wynosić ok. 15-18 cm. Do tego potrzebujemy 2 rzemieni (możemy je wyciąć z tej samej skóry, z której robiliśmy chodaki), o długości ok. 55-60 cm każdy (jeżeli przyjrzycie się uważnie zdjęciu moich chodaków to zobaczycie, że w jednym sztukowałem rzemień z 2 krótszych kawałków, zszywając je ze sobą).  Na początku robimy w skórze nacięcia, przez które przeciągniemy rzemień, a także otworki na szew na czubie. Następnie zszywamy czuby i przewlekamy rzemień przez nacięcia formując jednocześnie chodak. Końca rzemienia wiążemy ze sobą i już – chodak gotowy. Gdy wyschnie możemy go pokryć olejem lnianym, czy innym tłuszczem by nie przesiąkał zbyt łatwo.


Autorka bardzo ciekawie opisuje na nim elementy rumuńskiego ludowego ubioru. Autorka pisze że chodaki były robione ze świńskiej lub wołowej skóry. Zwróćcie też uwagę na zdjęcia – np. to pokazuje, że nie tylko krój, ale i sposób wiązania chodaków nie uległ zmianie od XVII w:


Chodaków użyłem w czasie inscenizacji na warszawskiej Woli. Spisały się bardzo dobrze, ale było sucho i ciepło, więc trudno wyrokować jak to będzie w deszczową pogodę…

Rafał Szwelicki

środa, 6 maja 2015

O podolskich chłopach słów kilka

Garść ciekawych informacji dotyczących majątku – w tym garderoby – należącej do chłopów na Podlasiu w pierszej połowie XVI wieku. Wszystkie cytaty pochodzą z pracy Leona Białkowskiego, Podole w XVI wieku. Rysy społeczne i gospodarcze (Warszawa 1920). Materiały źródłowe zostały zaczerpnięte z nieistniejącego już archiwum ziemskiego podolskiego.



Chłopom z Sokołowa, dzierżawy Jana Tworowskiego, starosty kamienieckiego, krwawo napadniętym w r. 1522 przez czeladź zamku jazłowieckiego, pozabierano pieniądze, sprzęty tudzież rozmaite części odzienia. Jednemu np. zabrano żupan żółty z sukna holenderskiego (z Mastrichtu), drugi żółty wrocławski, sześć koszul, cztery skórki kunie, trzy lisie. Innemu wieśniakowi wzięto żupan czerwony z londyńskiego sukna, drugi żupan z sukna holenderskiego, trzeci — biały z sukna sochaczewskiego, koszul pięć, dwie kuny i lisa. Trzeciemu znów zabrali napastnicy bobra, żupan londyński czerwony, wrocławski żółty oraz czarny z sukna sochaczewskiego, sześć koszul, trzydzieści łokci płótna. Owemu wyjęto ze skrzyni wszystką bieliznę czyli „płacie", żupan żółty, futro kunie, suknię zieloną zajęczą. Jeszcze jeden postradał siedem koszul płóciennych różnego koloru, tkanych z jedwabnej materyi, sześć lisów, dwa naszyjniki jedwabne, jeden złoty, wreszcie żupan „nowej barwy".


(…)


Z jednego aktu poznajemy ubiór pasterzy, którzy w lesie żwanieckim pasą (w r. 1582) owce swego pana i zostają napadnięci i zrabowani przez chłopa z fcojowiec, który odbiera im pellicros duos, (serdaki dwa), dwie czapki czerwone (pilleas rubeas duas), parę butów (caligas duas), dwa paski moskiewskie (cingulos moschiticos duos), cztery noże węgierskie (cultellos ungaricales quatuor), dwa ogniwa (ignilia duo), dwie siekiery, dwie torby pełne żywności, naczynie miedziane (ahenum) i dwie koszule (indusias duas).


(…)


Kmieć jednak podolski miał nie tylko do świecideł upodobanie, obfitował i w bieliznę. Np. laboriosus Wołos, poddany albo „bojar" z Wasilkowiec, zostawił był w domu jednego z dziedziców tej wsi (ale nie u swego pana) czasu najazdu tatarskiego, nie tylko sześć pierścieni pozłocistych, „czelcze pozłociste", „cztery sponki" srebrne pozłociste, ale i koszul koleńskich z jedwabiem 20, innych koszul 4, plachet czerwonych 6, ręczników 20 i wiele innej bielizny.


(…) 


Ażeby wyczerpać posiadany materyał, przytoczę jeszcze nieco przedmiotów z inwentarza ruchomości niejakiego Onyska i żony jego Maryjki, poddanych z Hawryłowiec, z r. 1585. Są tu i pieniądze i ozdoby i ubiory, więc: talarów starych 12 cum strophiolo, 20 monet po 4 grosze, trzygroszówek 15; „knyflików białych srebrnych 12", sygnet srebrny, „żupan luński ciemnobrunatny", obuwie (caligae) z tegoż sukna, inne z sukna luńskiego błękitne, „sablatarz brunatny", kożuch (pelliceum) „czabański" i w. in.


(…)


Bogate sianożęcie, szczególnie na Pobożu, gdzie była obfitość łąk, dostarczały zbiorów siana, tak np. Taras, wataman z wsi Tereszowiec (ad Międzyboż) miał w 1539 r. na swej łące 130 wozow siana. Jednym z głównych działów gospodarki kmiecej były pasieki, o czem świadczą powszechne na Podolu daniny miodowe i dziesięciny pszczelne.



Kmieć miewa tu zwykle zamożną pasiekę, oto np. chłop z Hołozubiniec skarży 1528 r. Talafusa o zabranie mu z lasu 80 pni, 3 trzecinnikow miodu, czterech trzecin. wosku etc. Jeden z poddanych p. Radeckiej we wsi Bronicy ma w 1582 r. 300 pni w pasiece, inny —160 pni. .Niekiedy akta wymieniają narzędzia pasieczne jako to: topór, przysiek, ostry nóż, dłuto, skobel.


(…)
Co do żywego inwentarza, przedstawia się on dość zasobnie 1 na ogół zamożność kmiecia podolskiego w tym czasie chyba nie ustępuje tej, jaką się on tu cieszy u schyłku w. XV. Osiadły poddany szlachecki ze wsi Klipiniec alias Ciołkowiec, około r. 1534, ma 8 wołów, 9 krów, 30 świń, 60 pni pszczół, 50 kaczek (ancas), 100 kur.

W r. 1529 poddany Herburta z Mańkowiec pozywa Ewę Sanowcowę z Derażni o 4 woły, 2 krowy i 3 wieprze. Sieńko ze Snietowa, wataman i kmieć p. Nadolskiego, pozywa w r. 1559 jednego z Radejowskich o odebranie 6 wołów i 5 krów Każdy z pięciu chłopów z Olchowca w r. 1559 ma po sto owiec. Po śmierci wieśniaczki z Napolnego Olchowca w r. 1582 pozostał był posag jej następujący: para wołów, para krów, klacz, dziesięć owiec, cztery ule i sporo sukien i ozdób kobiecych.


A do tego jeszcze ciekawostka, czyli definicja owego tajemniczego „watamana”:


Na czele wsi stoi wataman. Wataman — to pozostałość doby tatarskiej na Podolu (XIII—XIV w.), kiedy miano owo nosili naczelnicy gromad wiejskich, będący zarazem poborcami podatku dla chana. Nie jest rzeczą pewną, czy w wieku XVI wataman był obieralny przez gromadę, czy też przez pana mianowany; ostatnie, zdaje się, podobniejsze do prawdy. Już bowiem wcześnie utożsamiano watamana z faktorem, sprawcą, czyli urzędnikiem gospodarczym samego dziedzica przezeń mianowanym i jego jedynie interesów broniącym. Łączył więc on w sobie charakter naczelnika gromady wiejskiej z charakterem sługi pańskiego; — pojęcia te mięszano owcześnie na Rusi nader często.

W wieku XVI watamana przyrównywano do sołtysa. Był wataman na Podolu — podobnie jak watamani Rusi halickiej w. XV — przedstawicielem gminy wiejskiej wobec swego pana i wobec wszelkich władz rządowych. Jemu wręczano pozwy sądowe, zarówno na wieśniaków jak na dziedzica. Ciążył na nim obowiązek poszukiwania i stawienia winowajcy, w razie zaś nieobecności


Michał 'Kadrinazi' Paradowski

poniedziałek, 27 kwietnia 2015

Haftki cz.2


                Zgodnie z zapowiedzią dziś opiszę jak wykonać i przyszyć haftki. Na początek materiały. Jak pisałem poprzednio haftki mogły być żółte, białe, czarne, srebrne lub złocone. Ja pokażę jak wykonać haftki żółte – z drutu mosiężnego. Do wykonania haftek na zapięcie sukmany użyłem drutu 1,5 mm. Można też użyć drutu cieńszego – np.1-1,2 mm, nie polecam natomiast grubszego. Oprócz drutu będziemy też potrzebować kombinerek (szczypiec płaskich), szczypiec okrągłych i cęgów bocznych (szczypiec bocznych tnących). Te ostatnie mogą być niepotrzebne jeżeli mamy cęgi w kombinerkach.  

                Haftki składają się z 2 elementów – konika (haczyka) i kobyłki (uszka). Na początek wykonamy uszko:



Do wykonania uszka potrzebować będziemy odcinek drutu długości 5 cm. Łapiemy go szczypcami okrągłymi na środku [1]. Trzeba go złapać u nasady szczypiec – tam gdzie są najgrubsze.  Następnie zaginamy końce drutu na szczypcach [2]. W kolejnym kroku wyginamy końce uszka – łapiemy je końcem szczypiec (tam gdzie są cieńsze) i wyginamy [3]. Trzeba to zazwyczaj wykonać w kilku ruchach, tak by dogiąć drut ładnie do końca [4]. Tak samo doginamy drugi koniec. Po tych manewrach nasze uszko się rozegnie, ale nic nie szkodzi – łapiemy cążkami za oba wygięte końce i doginamy je do siebie [5]. Uszko gotowe! [6].




                Teraz czas na haczyk. Zależnie od tego jakiej długości haczyk chcemy mieć docinamy odpowiedni kawałek drutu. Ja przygotowałem swój z drutu długości 8 cm. Na początek zaginamy końce [1]. Robimy to tak jak w przypadku uszka w kroku 4. Trzeba uważać by oba były w tej samej płaszczyźnie. Następnie zginamy drut w połowie długości [2]. Trzeba pamiętać o tym by dobrze docisnąć czubek haczyka [3]. Następnie zaginamy koniec haczyka [4]. Nie trzeba go za mocno doginać. Dzięki właściwemu przyszyciu nie będzie się rozpinał [5]. Jak widać z dwóch odcinków drutu wyszła nam haftka o wielkości ok. 4 cm. Na rękawy warto wykonać mniejsze haftki (z cieńszego drutu).

                Na koniec czas na przyszycie haftki. Wielu ludzi ma z tym problemy. Sam je miałem i długo kombinowałem jak przyszyć haftkę tak by się nie rozpinała, a spięta nią poła nie odstawała. Wreszcie sięgnąłem do źródeł. Analizując stroje ludowe i zabytki zauważymy, że tylko czubek haczyka i koniec uszka wystają z tkaniny. Haftka przebija bowiem materiał. Poniżej trochę przykładów z ludowych sukman. W poprzednim artykule pokazywaliśmy rysunki zapięć żupanów – tam haftki przyszyte są w ten sam sposób.


Jak zatem przyszyć haftkę? Spójrzcie na poniższą instrukcję.



Na początek wyznaczamy miejsce w którym będziemy przebijać tkaninę. Najlepiej zrobić to w takiej odległości by haftka wystawała tylko minimalnie za brzeg sukmany [1]. Następnie przebijamy końcem haftki tkaninę. Nie rozcinamy jej! Zamiast tego przepychamy czubek haftki. Pomaga poruszanie jej na boki i „rozpychanie” tkaniny [2]. Następnie przeciągamy haftkę dotąd aż zatrzyma się zaokrąglonymi końcami. Widok haftki po przebiciu tkaniny – od wewnątrz [3] i od strony zewnętrznej [4]. Tak samo postępujemy z uszkiem. Tu z uwagi na to, że jest większe będzie trudniej, ale też się da. Można w razie czego posiłkować się przebijakiem do tkanin. Widok na gotowe haftki – jedna zapięta, druga rozpięta [5]. Jak widać nic nie odstaje – dobrze przyszyte haftki dociągają bowiem połę. Na rękawie robimy podobnie, z tą różnicą że tam krawędzie tkaniny spotykają się na styk a nie nachodzą na siebie, warto też użyć mniejszych haftek [6].

I to na tyle – mam nadzieję, że artykuł okaże się przydatny. Jak zwykle czekamy na pytania i komentarze.


Rafał Szwelicki

piątek, 24 kwietnia 2015

Haftki cz.1



Dziś krótki wpis o haftkach. Haftki to jeden z najpopularniejszych sposobów zapięcia sukmany (i nie tylko) w etnografii. Dziś krótko o tym jak to wyglądało w XVII w. W kolejnym wpisie pokażę jak wykonać haftki i co ważniejsze jak je właściwie przyszyć, tak by się nie odpinały, a poły nimi spięte nie odstawały.

Na początek trochę tekstów. Haftki spotykamy często w inwentarzach pośmiertnych kupców i depozytach rzeczy kramnych. Poniżej kilka przykładów:

Haftek żółtych tuzinów 5 dwoisto składanych, haftek białych półczwarta tuzina składanych
Z inwentarza rzeczy chłopki (?) z depozytu. K. M. Turka, nr 19, 1663 r

Haftek żółtych 2 tuzinów, haftek białych tuzinów 9
Z inwentarza ruchomości szewca. K. M. Turka, nr 16, k. 304, 1662 r

Haftek żółtych 40 tuzinów za gr 6. Item haftek czarnych i białych, prostych 30 tuzinów 
za gr 3. Item haftek czarnych i białych tuzinów 31 za gr 15.
Z inwentarza dobytku po kupcu (Hanussie Szocie). K. M. Warty, nr 8, k. 68, 1590 r

Oprócz inwentarzy kupieckich, haftki często znajdujemy w inwentarzach pośmiertnych – tak mieszczan jak i szlachty:

Kopieniak falendyszowy lazurowy z parą haftek srebrnych nowy, Ferezja Myszyńskiego sukna wilkami podszyta u niej para haftek srebrnych złocistych ale haczyk złamany
Simonis Organarij, Gniezno, 1608 r

Delia czerwona falendyszowa bagazją modrą podszyta z parą haftek srebrnych do niej przyszytych
Tomasz Kołder, Kalisz, 1599 r

Delia czarna falendyszowa nachodzona podszyta królikami czarnemi z hafteczkami
srebrnemi
Benedykt Kienik, Kalisz, 1602 r

Jak widać mamy haftki żółte, białe, czarne, srebrne i złociste. Srebrne nie nastręczają problemów - były zapewne zrobione ze srebrnego drutu. „Srebrne złociste” to haftki zrobione ze srebra i następnie pozłocone. Trochę mniej wiadomo o pozostałych. Haftki żółte to najprawdopodobniej haftki zrobione z mosiądzu. Największy problem to haftki białe i czarne. Białym metalem, nazywano cynę. Jednak haftki z czystej cyny byłyby zbyt miękkie. Może chodzić o jakiś stop cyny, albo o haftki żelazne, z polerowanego drutu. Mogły też być wykonane z innego materiału i cynowane. Haftki czarne to prawdopodobnie haftki żelazne, czernione.

Tyle inwentarze miejskie i szlacheckie. Mamy też wzmiankę o używaniu haftek w litewskich strojach chłopskich podaną przez Lepnera:

Sukmany [die Röcke] są w rejonach Ragnety i Tylży zawsze obszerne i sięgają do kolan; z długim zapięciem przy pomocy haczyków i uszek*

          Oprócz tekstów mamy też znaleziska haftek. Proste haftki znaleziono pod Beresteczkiem. Były to zarówno haftki żelazne (nr 3 na ilustracji), jak i haftki mosiężne (nr 1 i 2). W inwentarzach haftki znajdujemy głównie przy deliach, ferezjach, czy kopieniakach, jednak mogły też służyć do zapinania rękawów przy żupanach i nogawek spodni. Haftki na rękawach zostały znalezione w kilku jedwabnych żupanach opisanych w „Odzieży grobowej” A. Drążkowskiej. O żelaznych haftkach przy spodniach dowiadujemy się z „Relacji o Polsce” Claudio Rangoniego z 1608 r, przytoczonej przez Radka Sikorę:

Spodnie są z sukna fioletowego, obcisłe w łydkach, nie całe zszyte, lecz zapinające się z tyłu na żelazne haftki, słowem – na sposób węgierski.

                


Haftki odnajdujemy też w sukmanach ludowych. Jest to bodajże najpopularniejsze ich zapięcie. Przykłady to ilustrujące pokażę w drugiej części artykułu.

Podsumowując

- Haftki to popularna w XVII w metoda zapinania delii, ferezji, kopieniaków i żupanów (tych ostatnich głównie na rękawach), oraz nogawek spodni. Można ich zatem śmiało użyć w zastępstwie guzików.

- Haftki były wykonywane z różnych materiałów – drutu żelaznego, mosiężnego i  srebrnego, mogły też być złocone.

- Mamy informacje Lepnera o używaniu haftek przez chłopów litewskich. W połączeniu z ich niską ceną w spisach inwentarzowych i analogiami etnograficznymi możemy przyjąć, że używano ich także w innych regionach kraju, jako zapięcia sukman i żupanów chłopskich.

W kolejnym wpisie pokażę jak wykonać i przyszyć haftki.

Rafal Szwelicki

* Oryginalny tekst:

Die Röcke sind im Ragnitschen und Tilsitchen etwas weit, und gehen bis and die Knie, mit weitläufig gefassten Heften und Ochsen.


Lepner pisze o Heften i Ochsen – dosłownie haczykach i wołach. Prawdopodobnie to drugie to potoczna nazwa uszka haftki. Por. ze staropolskim – konik (haczyk) i kobyłka (uszko). 

piątek, 10 kwietnia 2015

Ciupagi

Dziś krótko o siekierkach - ciupagach. Wszyscy znamy je dobrze jako atrybut typowego górala. Czy jednak używano ich w XVI-XVII w a jeżeli tak to jak wyglądały? Poniżej kilka moich spostrzeżeń na ten temat.

Jak zwykle zacznę od słowników i etnografii. Linde nie notuje słowa ciupaga, ale znajdziemy o niej informacje w Encyklopedii  Staropolskiej Glogera, pod hasłem siekierka. Gloger nie używa w nim słowa ciupaga, ale załączona ilustracja przedstawia ciupagę właśnie. Trochę więcej o ciupagach pisze Moszyński. Wskazuje, iż była to broń i narzędzie wspólne dla całych Karpat. Rzeczywiście ciupagi znajdujemy na całym łuku Karpat – wszędzie gdzie dotarło osadnictwo Wołoskie. Z Wołochami łączyć należy też inną nazwę ciupagi - czeskie valaška. Według Moszyńskiego ciupagami walczono nie tylko wręcz, ale potrafiono też niezwykle celnie ciskać. Opisuje rytuał postrzyżyn u Hucułów, w którym watah (przywódca zrzeszenia) postrzygał kandydatów (fryców) cięciem, czy nawet rzutem ciupagą. Podobnie w niektórych regionach dokonywano postrzyżyn panny młodej. Jej warkocz przywiązywano do kołka w ścianie, a pan młody musiał ściąć go jednym rzutem ciupagi.

Zachowane ludowe ciupagi mają wiele wspólnych cech. Po pierwsze długie na ok. 80-100 cm stylisko, dzięki któremu ciupaga mogła być używana, jako wygodna laska podróżna. Po drugie dość małe i lekkie żeleźce. Długość żeleźca to zazwyczaj 15-18 cm, szerokość ostrza ok. 7-9 cm. Ciupagi czasem mają na dole kolec. Pomagał on przy wspinaczce. Używanie obucha jak w przypadku czekanów do wspinaczki wydaje się dość ryzykowne. Ciupagi nie posiadały wąsów i obuch mógłby pod ciężarem człowieka zwyczajnie spaść ze styliska.

Tym niemniej ciupagi były bardzo użytecznymi przedmiotami, ale czy używano ich w XVI-XVII w? Analiza ikonografii pokazuje, że używano siekierek o cechach ciupagi. Poniżej kilka przedstawień:



Najstarszym z nich jest prawdopodobnie scena bójki w karczmie. Pochodzi ona z ryciny wydrukowanej w książce Jakuba Haura w 1693 r, ale przedstawione na niej postacie noszą ubiory charakterystyczne dla przedstawień chłopów w XVI w. Można zatem uznać, iż jej wykorzystanie jest wtórne (tym bardziej, że mamy u Haura kilka rycin które bez wątpienia pochodzą z dzieł z XVI w). Dwa kolejne przedstawienia pochodzą z Orawki i datowane są dość szeroko na II połowę XVII w- początek XVIII w. Przedstawiają one okolicznych górali, z których dwóch ma przy sobie siekierki. Ostatnie przedstawienie to grafika z XVIII w, będąca kopią wcześniejszej, datowanej na XVII w kołtryny. Jak widać wszystkie przedstawienia pokazują podobną broń – małą siekierkę na dość długim stylisku i o charakterystycznym kształcie żeleźca. Wykazują one duże podobieństwo do autentycznej ciupagi z XIX w opisanej przez Moszyńskiego.

     W przypadku przedstawień z Orawki dokonałem pewnych pomiarów. Przyjmując, że przedstawione postacie mają po 170 cm wzrostu otrzymałem następujące wymiary przedstawionych siekierek: długość styliska – ok. 80 i 70 cm, długość żeleźca – ok. 16,5 i 14,5 cm, szerokość ostrza ok. 7,5 i 5 cm. Wymiary te dość dobrze korespondują z wymiarami ludowych ciupag. Trochę większe jest żeleźce ciupagi przedstawionej w scenie bójki w karczmie, ale jest to drugi plan i artysta nie uniknął sporej ilości uproszczeń. Możliwe też, ze czasem używano siekierek o większych żeleźcach (patrz dalej wykopaliska spod Beresteczka). Tyle przedstawienia, a co ze znaleziskami? Niestety nie znam znalezisk z XVII w z obszarów Karpat, ale bardzo podobne siekierki odkryto pod Beresteczkiem. Na początek dwa egzemplarze o bardzo podobnych wymiarach do przedstawionych ciupag:


Obie mają styliska długie na ok. 80 cm, długość żeleźca ok. 14 cm i szerokość ostrza 6 cm. Wpisuje się to w opisane wyżej wzorce. Kształt żeleźca jest minimalnie różny od znanych z ikonografii. Obok tych siekierek odnaleziono też wiele innych o podobnym kształcie obucha, ale znacznie większych niż u ciupagi:



Niektóre wyglądają identycznie jak te znane z ikonografii, tyle że są większe – mają ponad 20 cm długości.

Podsumowując. Jeżeli ktoś chce odtwarzać górala z XVII w to ciupaga będzie jak najbardziej na miejscu. Oczywiście nie taka jaką można kupić w sklepiku z pamiątkami czy na straganie. Zamawiając replikę można posłużyć się wzorami spod Beresteczka, należałoby je tylko trochę pomniejszyć – tak by długość żeleźca zawierała się między 14 a 17 cm, a jego szerokość nie przekraczała 7-8 cm. Do ciupagi należy dodać długie na ok. 70 - 80 cm lub trochę dłuższe stylisko. Najlepiej dobrać długość do siebie – trzeba stanąć i opuścić swobodnie rękę przy ciele. Następnie zmierzyć długość od ziemi do nadgarstka. Przy takim pomiarze, przy moim wzroście (172 cm) stylisko o długości ok. 75-80 cm byłoby idealne. Można się zastanowić nad dodaniem okucia i kolca na końcu styliska, ale na razie nie znalazłem potwierdzenia na takie rozwiązanie w ikonografii z epoki.

Na koniec jeszcze jedna uwaga – zarówno przedstawienie bójki w karczmie, jak i polichromia z Orawki pokazują, iż w walce uderzano obuchem, a nie ostrzem. O uderzeniu obuchem pisze też w swoich pamiętnikach Pasek: „Obuchem w piersi — padł“. Rozstrzygnięcie kwestii czemu stosowano tę metodę to temat na osobny artykuł, ale takie rozwiązanie znacznie ułatwia inscenizację. Można w jej trakcie udawać walkę, kierując w stronę przeciwnika tępy obuch i nie obawiać się, że postępuje się niehistorycznie J

Rafał Szwelicki

poniedziałek, 16 lutego 2015

Gunia w XVI i XVII wieku

Witajcie. Dziś krótki wpis o ciekawym elemencie ubioru – guni. Pracuję od jakiegoś czasu nad różnymi artykułami, ale brakuje mi weny by je skończyć. Ten artykuł powstał za to w ciągu ostatnich kilku godzin. Tak to jest gdy pracuje się pod wpływem natchnienia chwilą J

Ale po kolei – przeglądając „Regestr złoczyńców grodu sanockiego” trafiłem na taką informację z przesłuchania Marko Hatala hetmana wszytkich złodziejów i rozbójników po różnych miejscach z 13 września 1593 r:

Item zeznał, iż po sukno do folusza chodzili do Surzan cztery, to jest: Marko Hatala, Walko Trabulik i z bratem, Tymko, nie wie; którzy dwa poginęli, a to z namowy Walka Trabulika. Tem suknem podzielili się, że każdemu dostało się na dwie guni.

To bardzo ciekawa informacja. Pokazuje ona, że gunie znane były wśród górali już w końcu XVI w. Potwierdza to też hasło w słowniku Lindego. Rodzi się przy nim jednak mały problem. Gunia była nie tylko ubiorem, ale też rodzajem koca czy kapy:

Co za naszych ojców była gunia to teraz kilim, derha („Co nowego abo dwór” 1650 r)

Pytanie zatem czy w zeznaniach Marko Hatala chodzi o gunie w rozumieniu koca czy ubioru? I dlaczego kwestia ta jest tak ciekawa?

Żeby odpowiedzieć na te pytania najpierw trzeba przyjrzeć się współczesnym guniom. Jest to okrycie o kroju poncza poprzecznego, wykonane z grubego, samodziałowego sukna, spilśnionego w foluszu. Co istotne te informacje zgadzają się w pełni z zeznaniami Hatala. Gunie były dwojakie – ciemnobrunatne („czorne”) i z domieszką białej wełny, co dawało szaro-brunatny lub naturalnie biały kolor („siwe”). Miarą ilości potrzebnego na gunię materiału, była tzw. sięga – tzn. rozpiętość rozłożonych ramion noszącego. Długość guni zależała z kolei od szerokości tkaniny.

Co do kroju to już dawno temu etnografowie zwrócili uwagę na jego archaiczność. Pisze o tym Moszyński i przypomina, że już Seweryn Udziela porównał ten krój „do znalezisk z kurhanów Jutlandii”. Chodziło tu o znaleziska z epoki brązu, z duńskiego Borum Eshøj. Dziś znamy trochę więcej zbliżonych znalezisk. Warto je porównać.



Podobieństwo jest uderzające. Jedyne różnice są takie, że gunia jest rozcięta w całości, podczas gdy ubiory z epoki brązu mają tylko rozporki, oraz to że szwy w guni idą na piersiach, a w ubiorach z epoki brązu – na plecach. Jednak podstawy kroju tego ubioru są takie same. Stroje te oddzielają od guni tysiące lat. Znalezisko z Borum Eshøj datowane jest na ok. 1351 r p.n.e. (kalibrowane datowanie dendro trumny w której pochowano kobietę do której należała prezentowana bluzka). Pochówek z Egtved datowany jest na 1390-1370 p.n.e. a Skrydstrup na ok. 1300 r p.n.e. Tak więc najmłodszy z tych zabytków od guni z Podhala dzieli ok. 3200 lat. Czy to oznacza, że mamy do czynienia z tradycją mającą ponad 3 tysiące lat? Trudno to orzec na pewno, ale wydaje się, że przynajmniej dla XVI-XVII można zastosować ten właśnie krój ubioru.

Jeżeli przyjrzymy się współczesnym guniom czy cuchom (nazwy zależą od regionu) zauważymy, że jest to najczęściej ubiór sięgający trochę poniżej pasa, z dość szerokimi rękawami. Co ciekawe niemal identycznie wyglądają ubiory górali z kościoła w Orawce, datowane na II połowę XVII-początek XVIII wieku:



Gunie te wyglądają niemal identycznie jak gunie znane z etnografii. Maja proste, szerokie rękawy, są też dość obszerne i krótkie. Tak jak współczesne gunie nie mają śladów zapięć czy szamerunków (co odróżnia je od delii czy mente). Wszystkie są też brunatne – tak jak współczesne „czorne”. Od współczesnych odróżnia je tylko brak kolorowych obszyć. Prawdopodobnie wynika to z ich bardziej utylitarnego charakteru. 

Tak więc rekonstruując górala z XVI-XVII w można spokojnie użyć kroju guni podanego przez Moszyńskiego. Do jej wykonania należy użyć grubej, brunatnej, spilśnionej wełny. Strój jest dość ekonomiczny – jak widzimy miał on w XVII w dość krótkie rękawy, zatem ok. 1,4 - 1,5 mb tkaniny będzie w sam raz.  Guni niczym nie podszywamy, ani nie ozdabiamy wyszyciami. W jeden wieczór jesteśmy zatem w stanie wykonać ubiór przydatny dla każdego szanującego się zbója karpackiego. Nie polecamy jedynie napadów na folusze w celu zdobycia materiału.

Rafał Szwelicki

Ps. Na koniec mała uwaga – wydaje się, że pod wpływem kroju guni powstał krój mente bez szwów na ramionach znany z Leonfeldner Schnittbuch:


Mente ta też składa się z pojedynczego kawałka tkaniny (jedynie na bokach znajdziemy małe sztukowanie), złożonego na pół a następnie zszytego. Być może krój niektórych guń w XVII w był bardziej zbliżony do powyższego. Część współczesnych guni i cuch jest rozkloszowana wstawionymi klinami.