czwartek, 14 marca 2019

90%? Ponad 80%? Ile było chłopów w dawnej Rzeczpospolitej?


Do napisania tego wpisu nakłoniły mnie powielane wciąż bzdury o liczebności chłopów w dawnej Polsce. Liczby  te pojawiają się  nie tylko w komentarzach internautów, ale też w opisach różnorakich wydarzeń, w tym wystąpień popularyzatorskich. Najczęściej spotykam się z informacją o tym że 90% społeczeństwa dawniej stanowili chłopi, albo modyfikacja tegoż – że obecnie Polacy w 90% pochodzą od chłopów. Czasem zamiast wartości 90% spotkać można 80% czy „ponad 80 %”. Tylko, że nie. Żadna z tych wartości nie jest prawidłowa.



Mamy zatem dwa problemy: pierwszy - ilu było dawniej chłopów, drugi -  ilu Polaków pochodzi od chłopów. Zacznijmy od końca. Nie jestem w stanie powiedzieć ilu Polaków pochodzi od chłopów. To zresztą trudna kwestia. Każdy z nas ma dwoje biologicznych rodziców. Pytanie zatem czy obie linie muszą być chłopskie, czy wystarczy jedna?  Jeżeli tylko jedna to z całą pewnością  można powiedzieć  iż nawet gdyby dawniej chłopi stanowili 90% społeczeństwa to odsetek ludzi pochodzących od chłopów byłby  większy niż te 90%. Jednocześnie odsetek mających przodków szlachtę, mieszczan etc. też  byłby większy niż 10%. System stanowy nie był bowiem systemem kastowym i dopuszczał małżeństwa  mieszane.  Nawet mamy to w staropolskich zbiorach praw, które regulowały np. status dzieci z małżeństw szlachecko-plebejskich (dziecko takie było szlachcicem, o ile szlachcicem był ojciec, a dziecko nie zajmowało się rzemiosłem, handlem i innymi rzeczami „które szlachcicom nie przynależą”  – patrz Sarnicki „Statuta i metryka przywilejów koronnych” 1595 r s 237).  Tym samym suma owych procentów społeczeństwa pochodzących od kogoś jest większa  niż 100.  Kwestii tej nie musimy jednak rozstrzygać. Pytając wysuwających twierdzenia o pochodzeniu od chłopów otrzymywałem odpowiedzi sugerujące, iż utożsamiają oni (błędnie) procent społeczeństwa  pochodzący od chłopów z procentem ludzi chłopskiego stanu w dawnej Polsce. Tym samym możemy zredukować oba problemy do jednej kwestii – ile procent dawnego społeczeństwa stanowili chłopi.

Tu należałoby  przyjąć  ramy czasowe, ponieważ ilość chłopów ulegała pewnym zmianom w czasie. Jako, że interesuje mnie okres XVI-XVIII w to na nim się skupię. Społeczeństwo w tym okresie podzielone było na stany – chłopstwo, mieszczaństwo, duchowieństwo i szlachtę. Oprócz tego istniały grupy ludzi nie mieszczące się w tej systematyce – Żydzi, Tatarzy a także tzw. ludzie luźni (włóczędzy, żebracy miejscy i wiejscy, wędrowni artyści etc. ).  

Ilu zatem było chłopów w tym okresie? Jedną z nowszych publikacji poruszających ten temat jest praca prof. Cezarego Kuklo „Demografia Rzeczpospolitej Przedrozbiorowej” z 2009 r. Dla drugiej połowy XVI w podaje on na wstępie następujące liczby – duchowieństwo 0,2 %, szlachta 9%, mieszczanie 24 % (Kuklo s. 220). Na chłopów przypadałoby zatem pozostałe 67%. Podobne liczby znajdujemy w pracy „Historia Polski w liczbach” wyd. GUS z 1994 r (patrz tabelka niżej), opracowanej przez prof. Andrzeja Wyczańskiego, wraz z (wtedy jeszcze dr) Kuklo. Wartości te Kuklo jednak ostatecznie uznaje za zawyżone, jeżeli chodzi o szlachtę i mieszczan. Uznaje za bardziej prawdopodobne wartości ok. 5,5% dla szlachty, 1% dla duchowieństwa i ok. 20% dla  mieszczan (Kuklo s. 221) . Tym samym chłopi stanowiliby ok. 73,5 % ludności w tym okresie. Nie ulegało to znaczącym zmianom w toku XVII i XVIII w. Chociaż malała ilość mieszczan, to nieznacznie urosła szlachty. Przed  rozbiorami miało jej być 7,5 %, mieszczan 17-18%. Tym samym na chłopów przypadłoby ok. 74-75% ludności kraju.



Jednak jak pisze Kuklo szacunki te nie uwzględniają ludzi luźnych, oraz innych grup -  takich jak np. Żydzi. Dzieje się tak dla tego, że obu tych grup  nie uwzględniają posiadane źródła – spisy podatkowe (pogłówne, podymne, rejestry łanowego etc.), metryki parafialne itp. W przypadku Żydów dysponujemy kilkoma spisami ludności z XVIII w, które dają ok. 700-750 tys. ludzi (Kuklo s. 63). Przy 12 mln ludności kraju, oznacza to, że 5-6% ludności Rzeczpospolitej stanowili Żydzi.  Zmniejsza to liczebność wszystkich grup w powyższych wyliczeniach, tym samym liczebność chłopów spadnie z ok. 73,5-74 % do ok. 69,5 -70 %. Do podobnych wartości doszli autorzy „Tablic historycznych” z 2001 r. W tabeli na s. 218 podają oni liczebność szlachty na poziomie 5%, duchowieństwa 0,2%, mieszczan 20%, Żydów 5% a chłopów ok. 70 %. Warto zauważyć, iż wartości te dalej nie biorą pod uwagę ludzi luźnych, Cyganów, Tatarów itp. grup ludności. Ostatecznie może się zatem okazać, że wrócimy do starych, podawanych przez Wyczańskiego danych o 67% chłopów w dawnej Rzeczpospolitej.

Reasumując. Liczebności chłopów w XVI-XVIII w było daleko do postulowanych 90% czy nawet ponad 80% ludności kraju. Wynosiła ona poniżej 70%. Niestety z uwagi na brak danych nt. liczebności ludzi luźnych w pracach do których dotarłem, nie jestem w stanie powiedzieć o ile procent należałoby jeszcze tę wartość zredukować. Należy też pamiętać, że nie każdy chłop w tym okresie był chłopem pańszczyźnianym. Ale o tym innym razem.

Rafał Szwelicki

środa, 19 września 2018

Alpargatas



Alpargatas  to obuwie znane u nas pod nazwą espadryli. Było to proste obuwie hiszpańskich chłopów i pielgrzymów – odpowiednik naszych kierpcy czy łapci z łyka lub słomy. Alpargatas było wykonywane na kilka sposobów. Podróżnicy i pielgrzymi przybywający do Hiszpanii najczęściej nosili takie wykonane przez zawodowców (powroźników), ze sznurów konopnych, lub z innych włókien roślinnych. Tak opisuje te obuwie jeden z niemieckich podróżników w 1533 r: "buty ze sznurka, dobre do chodzenia po górach, na lato i gdy jest mokro, wykonali dla nas w Hiszpanii powroźnicy."
Chłopi z kolei najczęściej wykonywali swoje własnoręcznie z trawy. Używano do tego materiału zwanego esparto - włókien ostnicy mocnej (Stipa tenacissima - zwana po hiszpańsku atocha) lub Lygeum spartum. Ostnica mocna to trawa ozdobna, którą można kupić w donicach i posadzić w ogrodzie. Czasem przemarza (tak stało się z moją).



Buty tego rodzaju szybko się zużywały, stąd niesamowitym szczęściem jest to, że jedna para zachowała się wśród rzeczy po Stephanie Praunie, który w 1571 r odbył pielgrzymkę do Santiago de Compostella i przywiózł takie buty na pamiątkę. Bazując na nich, oraz na wyszperanych informacjach wykonałem własne, proste alpargatas. Od oryginału różnią się mniej zabudowanym przodem. Tu można znaleźć więcej informacji i zdjęć alpargatas po Stephanie Praunie:



Jak wykonywano  tego typu obuwie? Potrzeba do niego sznurka konopnego, albo trawy esparto, grubej dratwy/sznurka do szycia, długiego szydła i zakrzywionej igły. W Polsce nie znalazłem odpowiednio długiego szydła – musi mieć kilkanaście centymetrów, tak żeby móc nim przeszyć całą podeszwę, użyłem więc zakrzywionej igły i przebijałem się w poprzek na 2-3 razy. Proces szycia długim szydłem znajdziecie w tym filmie:
Zanim jednak przystąpimy do szycia trzeba upleść ze sznurka lub trawy warkocze, które posłużą do wykonania podeszwy. Warkocze plecie się normalnie z 3 pasemek. W przypadku sznurka użyłem pasemek, z których każde składało się z 2 sznurków:



A tak wygląda warkocz z ostnicy:



Dla porównania – grubość obydwu:



Warkocz z ostnicy wykonałem z młodej, po zakupie. Było jej za mało na całe alpargatas i niestety nie przetrwała mroźnej zimy. Tak więc projekt wykonania espadryli z ostnicy upadł i musiałem zadowolić się takimi ze sznurka.

Po upleceniu i zszyciu podeszew trzeba wykonać górę. W oryginale najprawdopodobniej przebija się szydłem sznurki na wierzch i zapiętek, a następnie dodaje kilka poprzecznych, które usztywniają konstrukcję. Zaznaczyłem je na poniższym zdjęciu:



Alpargatas okazały się dość wygodne w użytkowaniu, szczególnie po długim chodzeniu w normalnych butach, w gorący dzień. Na deszcz bym ich jednak nie polecał – nasiąkają błyskawicznie. Może wykonane z trawy byłyby lepsze (zachowywałyby pewną izolację od podłoża i przyczepność, mimo wilgoci) ale to jeszcze przede mną do przetestowania. Tym niemniej jest to ciekawe obuwie obozowe (i nie tylko) dla odtwarzających hiszpańskich żołnierzy, pielgrzymów i chłopów od starożytności po XX w.

Rafał Szwelicki

niedziela, 25 marca 2018

Relacja z warsztatów wykonywania tradycyjnych elementów strojów góralskich

W dniach 28.02 i 07.03 miałem wielką przyjemność brać udział w warsztatach pod tytułem „Robimy kierpce, opaski, torebki”, organizowanych przez burmistrza miasta Zakopane, w ramach projektu „Popularyzacja zakopiańskiego dziedzictwa kulturowego”. Warsztaty prowadził Mistrz z Bukowiny Tatrzańskiej- Pan Jan Wilczek, razem z żoną, Panią Stanisławą.  Pan Jan prowadzi w Bukowinie swoją pracownię, gdzie  wykonują elementy strojów góralskich, zarówno ze skór jak i z metalu. O pracowni rodziny Wilczków możecie więcej przeczytać TUTAJ


Na warsztaty pojechałem z chęcią poznania tradycyjnych technik stosowanych w ludowym skórnictwie i dowiedzenia się możliwie dużo na temat ciągłości rzemiosła od jak najdawniejszych czasów. Przychodząc na zajęcia, nie miałem pojęcia jak bardzo zmienią one moje patrzenie na sztukę ludową. Jako że po raz pierwszy pojawiłem dopiero na trzecich zajęciach cyklu, większość uczestników już miało za sobą pierwsze próby szycia torebek i pasów. Miałem wiele do nadrobienia. Chcąc wynieść jak najwięcej, przyznałem się do swoich rekonstrukcyjnych korzeni i pewnych umiejętności pracy ze skórą. Dzięki temu od razu dostałem do zrobienia pas. Pasek skóry należało obrobić „kostkami”. Były to bardzo proste narzędzia wykonane z sarnich i jelenich rogów, służące do wygładzania brzegów i tłoczenia linii wzdłuż krawędzi. Jak się później okazało, te stosowane do dziś narzędzia nie zmieniły się od średniowiecza, a pewnie i jeszcze dawniejszych czasów. Pozytywnym zaskoczeniem był komfort pracy. Rogowe narzędzia były znacznie wygodniejsze i dawały lepsze efekty niż nylonowe kostki, które stosowałem do tej pory. Na pewno w przyszłości wykonam dla siebie takie narzędzia.  



Po obrobieniu paska, przyszedł czas na dekorowanie go tłoczeniami. Mieliśmy do dyspozycji wiele różnych sztanc, które Pan Jan udostępnił ze swojego warsztatu. Tutaj spotkało mnie kolejne pozytywne zaskoczenie- wzory. Wiele z nich pokrywało się z wzorami znanymi z siedemnastowiecznych cieszynek. 



Po pracy ze skórą przyszedł czas na wykonanie sprzączki. Dostaliśmy do dyspozycji płaskie prefabrykaty wycięte zgrubnie z blachy miedzianej i komplet pilników. Blachy należało „brusić”, t.j szlifować do uzyskania pożądanego kształtu i obłości wszystkich krawędzi. Następnie przy pomocy kolejnych sztanc, tym razem przygotowanych do pracy w metalu, zdobiliśmy sprzączki, wybijając wzory na podkładzie z grubej stalowej blachy. Kolejnym etapem prac było „pękacenie”. Młotkiem szewskim, na podkładzie z grubej skóry, należało tak wymodelować płaską sprzączkę, żeby uzyskała ładną, wypukłą formę.  Na sam koniec zamontowaliśmy „trzpienie”, tzn. języczki sprzączek wykonane również z blachy miedzianej. Jak później doczytałem w „Metalowych spinkach góralskich” Włodzimierza Antoniewicza, miedź była stosowana w ludowej metaloplastyce, obok mosiądzu i srebra.  Gotową sprzączkę wszyłem do wcześniej przygotowanego pasa, ale nie tak, jak byłem to tego przyzwyczajony, dratwą. Szew góralski wykonuje się cienkim rzemieniem, niezależnie czy szyjemy pas, opasek, torbę czy kierpce.




Drugim przedmiotem który wykonałem w ramach warsztatów była torebka. Obiecałem ją córce, więc musiałem się postarać. Forma została mi podpowiedziana przez Pana Jana, tak samo wytłumaczył na czym polega szew rzemieniem. Otwory pod szew były wycinane drobnym dłutkiem, przy pomocy młotka, a nie przebijane szydłem, dzięki czemu sam rzemień układał się równo podczas szycia i nie skręcał. Po wybiciu otworów i przeszarfowaniu (ścienieniu) rzemienia, można był przystąpić do szycia. W tym miejscu niezastąpione okazało się rogowe szydło, które łatwo poszerzało otwory przed samym przewleczeniem rzemienia, jednocześnie nie powiększając i nie odkształcając ich. Dzięki temu szycie przebiegało szybko i nie wymagało dodatkowych igieł czy kleszczy do przeciągania. Klapę torebki, tak jak wcześniej pas udekorowałem sekwencją wzorów, tym razem decydując się na motyw rozety.



Najcenniejszym co wyniosłem z zajęć był kontakt z prawdziwym Mistrzem rzemiosła. Szczególnie zapadło mi w pamięci stwierdzenie, że rzemiosła nie można krytykować- efekt prac jest wynikiem możliwości twórcy, jego talentu i dostępnych narzędzi. Jednocześnie Pan Jan z pewnym zadowoleniem stwierdził, że dzisiaj wielu młodych ludzi chce wracać do starych wzorów i stosować  je we współczesnych wyrobach ludowych. Dla mnie, rekonstruktora, te słowa były zastrzykiem motywacji i energii. W końcu staram się czerpać z jak najstarszych dostępnych źródeł.

Na fali tego entuzjazmu wykonałem swoje pierwsze sztance do metalu a następnie z ich pomocą zrobiłem kopię spinki z Marikovej- najbardziej prymitywnej jaką znalazłem we wspomnianej wcześniej książce Włodzimierza Antoniewicza.




Szczerze polecam ten cykl warsztatowy wszystkim, którzy chcą poznać prawdziwe rzemiosło i poznać choć trochę techniki rękodzieła. Zajęcia będą organizowane przez kilka lat, a informacje będą dostępne na stronie Miasta Zakopanego.

Adam Ledwoń

środa, 30 sierpnia 2017

Reconstruction of 17th cent sprang cap.

I've long been trying to do a sprang cap. I’ve collected materials and knowledge, made a frame, and finally this summer managed to save some time to weave. The impulse for action was also the wedding of my friend. I decided that the cap would be an interesting gift to the bride. In the old days there was a ritual during wedding called “oczepiny” (lit. “coifing” – putting a coif) . The bride threw away the wreath - the symbol of the maiden status, and then the married woman put a coif or hairnet on her head – symbol of married status.

Let's go back to the reconstruction itself. It is not a copy of any particullar object, nor an attempt to create something we know of iconography. The problem with hairnets is that they are often hidden under wrappings or headkerchiefs. Sometimes light mesh caps were worn around the house and other headgear was worn outside the home. Net caps are mainly known from inventory and descriptions from era. There are also some 16th-17th silk caps from Russia. We also know some 19th  early 20th cent. sprang caps from the area of former Polish-Lithuanian Commonwealth preserved thanks to the efforts of ethnographers. More information can be found in this post  (in Polish).

1. Typology of sprang caps

So what was basis for my reconstruction? First let's take a look at the typology of sprang caps. The cap may consist of a net (In which case it is hairnet) or a net sewn to a textile band. Band can also be decorated with embroidery, lace etc.

In the case of caps made of net alone (hairnets), we distinguish between two basic types - caps with a meeting line and without this line. When making a cap or other object in sprang we get two twin nets. We can connect these meshes  (in several ways, the detail at that moment irrelevant) to one object, having a meeting line, or end each half separately and cut to get two twin nets. The oldest items made with sprang technique have a meeting line (eg Borum Eshoj cap), while the latter are usually without it. In addition, the caps without the meeting lines can be divided into two types  - with headpiece (“naczółek” – lit. something that covers forehead) and without headpiece.



In the case of caps with a band, we can distinguish two types - with a mesh sewn horizontally and with a mesh sewn vertically. In both cases, the mesh is constructed exactly the same way and looks like in a cap without a band, meeting line and headpiece. They differ only by how to sew the mesh to the band. Look at the diagram below. The sides of the grid are blue, and the threads are interlaced through the top and bottom to allow for the removal of the cap. The hats with a grid sewn horizontally both upper and lower threads are pulled tight. One becomes the front and the other the back of the cap, while the blue sides are sewn  around the circumference of the band. In hats with a mesh sewn vertically one of the parts (usually the top, which for structural reasons is more stretchy) does not pull, but it is sewn around the perimeter. The sides of the mesh are stitched together, and the bottom lower thread is pulled tight and closes the top of the cap.



In the case of caps without a band, the caps without headpiece were formed like those with a band and a horizontal mesh - two ends were pulled tight. String is normally pulled over the sides to control the size of the cap. Those with headpiece were formed rather specifically. The bottom of the grid was pulled tight and formed back piece of a cap. Through the sides and top of the headpiece tread was pulled to stabilize size of a hairnet, while the sides of the headpiece and the top of the main mesh (marked in green) were sewn together.


The caps with the meeting line were archaic and I do not know examples of such caps from 17th cent so I’ll skip their construction.

2. Extant caps

There are some extant  Russian caps from the 16th and 17th centuries (волосник - volosnik).  All of them have bands. Most have vertical  mesh, although there are some examples of caps with horizontal  mesh.

From the area of ​​the former Polish-Lithuanian Commonwealth, there are only extant examples from the 19th and 20th century.  These are Lithuanian caps (kykai) and caps from Podkarpacie and Carpathians. The Lithuanian caps have a band and a net placed horizontally. From the description of Lepner we know that sprang caps were made in Lithuania already in the seventeenth century. Probably their form, as the name, did not change. They would resemble Russian caps.

Podkarpacie and Carpathian caps are usually bonnets without a band. However, it should be noted that in these areas, there are familiar also caps with a band, but these were not made in sprang technique. Instead of sprang, the net of the cap was crocheted. It is possible, however, that the crocheted lace mesh replaced the earlier sprang one, and the sprang mesh survived only in caps without a band in which case it was more suitable than the lace.

It seems therefore that for the 17th century cap from the Polish area, the most appropriate form will be cap with a band and mesh sewn either vertically or horizontally.



3. Pattern and motifs

As we can see from the above statement, part of the 16th and 17th century Russian and Lithuanian capes repeats the same motifs - diamonds of larger mesh, with the background of smaller mesh. In Podkarpacie ethnography dense background is called "płócienko" (lit. “canvas”), while larger eyes are called "siateczka" (lit. “net”).  Interestingly, the same pattern  is present on the extant silk sprang sashes from 17th century. Thus, the pattern of diamonds made with a larger holes on a dense mesh background is very likely for the net caps from Poland from the 17th century.

4. Reconstruction

Having all these data, I decided to make a mesh without meeting line. This decision was straightforward - the preserved caps with the meeting line are archaic, and all the caps from era and later ethnographic have no join.

As for the form I decided to make cap with a band. Firstly for that we know such caps from that period, from neighboring areas (Russia); secondly, because this form survived in Poland until the 19th century, it is probable that it was previously known and used. I chose a mesh arranged horizontally. In general, both types of meshes were known in the 16th-17th centuries in Russia and both are equal. In favor of a horizontal grid, there is a strong presence of such bonnets in Lithuanian ethnography.

When it comes to design I decided to make a pattern of diamonds made with a large holes on the background of smaller  holes - a pattern known from the 17th century Polish sashes and Russian caps, also present in ethnography.

The cap was made of natural linen yarn, on the looms that were based on loom from Kańczuga region described by Olga Mulkiewicz. While making a mesh, I used the technique of weaving characteristic of Carpathians and Podkarpacie. Generally, the mesh pattern on the canvas background can be obtained in two ways. The basic "western" way is to make double holes in successive rows.  However, in the Carpathians, Podkarpacie and Ruthenia ethnographers met with another method - the "Ruthenian" method. In the Ruthenian method large eyes are formed by undoing the mesh of the previous row. The final effect is very similar, although I do not know if identical (if it is possible to distinguish mesh made with the "western" method from one made mith the Ruthenian method). I will try to make a sample and check it. This ruthenian method is described by Collingwood in “Techniques of sprang” on p.  141-142. 

As in the case of nets without a meeting line, I received two twin meshes. Below one of them exposed to the sun for bleaching:



And here is a second mesh, sewn to the band. Front, top and rear view. Unfortunately, due to bad weather, it had not bleached before the wedding.

Front

Top

Back

Next I plan to make a cap from hand spun linen thread (already purchased  ;) )  and later maybe a rich cap made of silk.


Rafał Szwelicki

wtorek, 29 sierpnia 2017

Rekonstrukcja czepka siatkowego


Od dawna przymierzałem się do zrobienia czepka siatkowego. Zbierałem materiały i wiedzę, wykonałem warsztacik, aż wreszcie tego lata udało się wygospodarować trochę czasu na wyplatanie. Impulsem do działań był też ślub moich znajomych rekonstruktorów. Uznałem że czepek będzie ciekawym prezentem dla panny młodej. W końcu dawniej na tym polegały oczepiny. Panna młoda wyrzucała wianek – symbol stanu panieńskiego, a następnie mężatki nakładały jej na głowę czepek.

Wróćmy jednak do samej rekonstrukcji. Nie jest to kopia żadnego z zabytków, ani próba stworzenia czegoś co znamy z ikonografii. Problem z czepkami jest taki, że często były schowane pod zawojami czy rańtuchami. Czasem lekkie czepki siatkowe ubierano po domu a poza domem noszono inne nakrycia głowy. Czepki siatkowe znamy głównie z inwentarzy i opisów z epoki. Są też zachowane jedwabne czepki siatkowe z XVI-XVII w z Rosji. Z terenów dawnej Rzeczpospolitej znamy również czepki siatkowe z XIX-pocz. XX w zachowane dzięki wysiłkom etnografów. Więcej informacji znajdziecie w tym wpisie

1. Typologia czepków

Na czym więc opierałem swoją próbę rekonstrukcji. Na początek przyjrzyjmy się typologii czepków siatkowych. Czepek może składać się z samej siatki, albo siatki doszytej do tekstylnego otoku. Otok może być dodatkowo zdobiony haftem, koronką etc. 

W przypadku czepców wykonanych z samej siatki rozróżnić możemy dwa podstawowe typy – czepki posiadające linię łączenia i pozbawione tej linii. Wykonując czepek czy inny obiekt w technice siatkowej (sprangu) uzyskujemy dwie bliźniacze siatki. Możemy te siatki połączyć (na kilka sposobów, detal na tę chwilę nieistotny), uzyskując jeden przedmiot, posiadający linię łączenia, albo każdą połówkę zakończyć osobno i rozciąć, uzyskując dwie bliźniacze siatki. Najstarsze przedmioty wykonane tą techniką miały linię łączenia (np. czepek z Borum Eshoj), podczas gdy późniejsze zazwyczaj są jej pozbawione. Dodatkowo czepki pozbawione linii łączenia możemy podzielić na takie z naczółkiem i bez naczółka.



W przypadku czepków z otokiem możemy wyróżnić dwa rodzaje - z siatką przyszytą poziomo i z siatką przyszyta pionowo. W obu przypadkach siatka skonstruowana jest dokładnie tak samo i wygląda tak jak w czepkach bez otoku i bez naczółka. Różnią się one tylko sposobem przyszycia siatki do otoku. Przedstawia to poniższy schemat. Boki siatki zaznaczone są na niebiesko, z kolei przez górę i dół przeplata się nici, umożliwiające ściągnięcie czepka. W czepkach z siatką przyszytą poziomo ściąga się zarówno górę jak i dół. Jedno staje się przodem, a drugie tyłem czepka, z kolei niebieskie boki doszywa się po obwodzie otoku. W czepkach z siatką przyszyta pionowo jednej z części (zazwyczaj góry, która z powodów konstrukcyjnych jest bardziej rozciągliwa) się nie ściąga, tylko doszywa po obwodzie. Boki czepka zszywa razem, a ściągnięty dół zamyka czepek od góry.



W przypadku czepków bez otoku, czepki bez naczółka formowano podobnie jak te z otokiem i poziomą siatką. Dwa końce ściągano. Przez boki przeciągano zazwyczaj dodatkowo sznurek, umożliwiający kontrolę rozmiaru czepka. Z kolei te z naczółkiem formowano dość specyficznie. Dół siatki ściągano i stawał się on tyłem. Przez boki i górę naczółka przewlekano sznurek stabilizujący, z kolei boki naczółka i górę siatki (zaznaczone na zielono) zszywano ze sobą.



Czepki z linią łączenia były archaiczne i nie znam przykładów takowych z interesującego nas okresu, pominę zatem kwestie ich formowania. 

2. Przykłady zabytków

Zachowane rosyjskie czepki siatkowe z XVI-XVII wszystkie posiadają otok. Większość ma siatkę ustawioną pionowo, chociaż są teza przykłady czepków z siatką poziomo. 

Z terenów dawnej rzeczpospolitej znane są tylko zabytki z XIX-pocz. XX w. Są to czepki litewski (kykai) i czepki z Podkarpacia i Karpat. Czepki litewskie posiadają otok i siatkę umieszczoną poziomo. Z opisu Lepnera wiemy, że czepki siatczane wykonywano na Litwie już w XVII w. Prawdopodobnie ich forma, tak jak i nazwa nie uległa zmianie. Przypominałyby tym samym czepki rosyjskie.

Czepki z Podkarpacia i Karpat są to zazwyczaj czepki bez otoku. Trzeba jednak zaznaczyć że na tych obszarach znane są też czepki z otokiem, ale te nie były wykonane w technice siatkowej. Zamiast sprangu siatka czepka wykonana była szydełkiem. Jest jednak możliwe że siatki z koronki szydełkowej zastąpiły wcześniejsze wykonywane sprangiem, a sama metoda siatkowa przetrwała tylko w czepkach bez otoku, w których była lepsza konstrukcyjnie od koronki. 

Wydaje się zatem że dla czepka z XVII w z obszaru Polski najwłaściwsza będzie forma z otokiem i siatką przyszytą czy to pionowo, czy poziomo.



3. Wzornictwo

Jak widzimy z powyższego zestawienia część czepków rosyjskich z XVI i XVII w oraz litewskich z XIX w powtarza te same motywy zdobnicze - romby z większych oczek, na tle powstałym z mniejszych oczek. W etnografii Podkarpacia gęste tło zwane jest „płócienkiem”, podczas gdy większe oczka nazywa się „siateczką”. Co ciekawe tak samo powstawały wzory na zachowanych, jedwabnych pasach siatkowych z XVII w. Tak więc wzór rombów wykonanych siateczką na gęstym tle jest bardzo prawdopodobny dla czepków siatkowych z obszaru Polski z XVII w. 


4. Rekonstrukcja

Mając te wszystkie dane zdecydowałem się na czepek z siatką bez linii łączenia. Ta decyzja była prosta – zachowane czepki z linią łączenia są archaiczne, a wszystkie czepki z epoki i późniejsze etnograficzne nie posiadają łączenia. 

Jeżeli chodzi o formę zdecydowałem się na czepek z otokiem. Po pierwsze dla tego że znamy takie czepki z tego okresu, z terenów sąsiednich (Rosja), po drugie dlatego, że forma ta przetrwała na terenie Polski do XIX w, jest zatem prawdopodobne że i wcześniej była znana i stosowana. Wybrałem siatkę ułożoną poziomo. Generalnie oba typy siatki były znane w XVI-XVII w w Rosji i oba są równoprawne. Na rzecz siatki ułożonej poziomo przemawia za to zdecydowanie większa obecność takich czepków w etnografii litewskiej. 

Jeżeli chodzi o wzornictwo zdecydowałem się na wzór rombów wykonanych siateczką na tle płócienka – wzór znany z XVII wiecznych polskich pasów siatczanych i rosyjskich czepków, obecny również w etnografii. 

Czepek wykonałem z naturalnej lnianej przędzy, na krosienkach dla których inspiracją były krosienka z Kańczugi opisane przez Olgę Mulkiewicz. Przy wykonywaniu czepka zastosowałem technikę splotu charakterystyczną dla Karpat i Podkarpacia. Generalnie wzór siateczki na tle płócienka można uzyskać na dwa sposoby. Podstawowym, „zachodnim” sposobem jest wykonywanie podwójnych oczek w kolejnych rzędach. Jednak w Karpatach, na Podkarpaciu i Rusi etnografowie spotkali się z inna metodą – metodą/sposobem „ruskim”. W ruskim sposobie duże oczka powstają przez rozpuszczanie oczek siatki poprzedniego rzędu. Efekt końcowy jest bardzo podobny, chociaż nie wiem czy identyczny (czy da się odróżnić siatki wykonane sposobem „zachodnim” od tych wykonanych sposobem ruskim). Postaram się wykonać próbki i zbadać to przy okazji.

Jak to w przypadku siatek bez linii łączenia otrzymałem dwie bliźniacze. Poniżej jedna z siatek wystawiona na słońce do bielenia:



A tu druga siatka, przyszyta do otoku. Widok z przodu, góry i z tyłu. Niestety z powodu kiepskiej pogody nie udał jej się wybielić przed weselem.





Kolejny plan to wykonanie czepka z lnu ręcznie przędzionego (już zakupiony ;) ) a później być może bogatego jedwabnego. 

Rafał Szwelicki

sobota, 13 maja 2017

Gwizdek wierzbowy

Dziś krótki artykulik o tym jak szybko i łatwo zrobić prosty wierzbowy gwizdek. Gwizdki takie opisuje Moszyński w Kulturze Ludowej Słowian część druga: kultura duchowa, zeszyt drugi  i  nazywa  je  świstawkami. W  książce  znajdziemy poniższy rysunek  i opis:



Jak skonstruować taką świstawkę?  Na początek potrzeba nam cienkiej wierzbowej gałązki.  Wystarczy nam taka o grubości  ołówka.  Da  naprawdę dobry  dźwięk,  a świstawkę  robi się z niej łatwiej niż z grubszych gałązek. Będziemy  potrzebować ok. 8-10 cm tej gałązki, tak więc z jednej witki możemy wykonać 3-4 gwizdki.



Po ucięciu odpowiedniego kawałka gałązki trzeba z  niej „ulinić” korę. Pod naciskiem kora powinna odejść. Wszystko zależy oczywiście od pory roku a także naszej sprawności. Eksperymentując doszedłem do tego że najskuteczniejszy jest gumowy młotek. Kładziemy  naszą gałązkę  na stole i niezbyt mocno opukujemy. Mocniejsze uderzenia spowodują że  kora  popęka i nie będzie się do niczego nadawać.  Po kilku chwilach kora oddzieli się od patyczka i  uzyskamy tulejkę z kory. Czasem warto  na początek uciąć trochę dłuższy  kawałek (ok. 12-15 cm) Jeżeli kora nam gdzieś popęka to będzie zazwyczaj na końcu. Będzie ją można wtedy dociąć i pękniętą część usunąć.

Gdy kora jest  już śliniona i patyczek możemy swobodnie z niej wysunąć, przystępujemy do  zrobienia nacięcia – wykroju przyustnego. Wykonujemy je ostrym nożykiem, nie wyjmując z wnętrza patyczka. Wykonujemy dwa cięcia – jedno  pionowe ok. 1,5-2 cm od końca świstawki i drugie pod kątem.



Następnie wyciągamy z wnętrza patyczek i odcinamy tę część na której widać nasze nacięcie. Z krótszego kawałka wykonujemy ustnik. Trzeba go lekko ściąć tak  by z jednej strony był  płaski a po włożeniu w korę pozostała  ok. 1mm szczelina.




Umieszczamy ten koniec z powrotem w tulejce z kory. Następnie od drugiej strony wsuwamy nasz dłuższy patyczek. Na  początek dość płytko. Teraz przychodzi czas na dostrojenie gwizdka. Dmuchając w niego  na początku możemy nie  usłyszeć żadnego dźwięku. Bez obaw. Często możemy  to rozwiązać wsuwając głębiej dłuższy patyczek. Eksperymentując z głębokością wsunięcia usłyszymy jak zmienia się ton i głośność gwizdka.

Gwizdki z kory to bardziej zabawki niż poważne  instrumenty. Wykonywano je dla  dzieci, a często i  same dzieci je wykonywały. Nie potrzeba do tego wielkich umiejętności, a z narzędzi wystarczy prosty scyzoryk. Jest to też zabawka  dość nietrwała. Często już następnego dnia, gdy gwizdek wyschnie kora pęknie, albo ustnik wyleci. Nie ma się jednak co tym przejmować. W końcu wystarczy chwila by wykonać gwizdek ponownie J

Dźwięk gwizdka możecie usłyszeć na filmiku na naszym funpage:


Rafał Szwelicki

niedziela, 15 stycznia 2017

Koła drewniane

W księdze podróży Hacqueta „Hacquet's neueste physikalisch-politische Reisen” opisującej podróże z lat 1788-89 znajduje się szczegółowy opis mówiący o tym jak wykonywano koła do chłopskich wozów na Bukowinie. W tym artykule przytoczę ten opis. Czasami posiłkując się własnymi tłumaczeniami oryginału, czasami opisując dany fragment własnymi słowami.

Wozy ludności Galicji należą do najprostszych i najtańszych na świecie. Na całym wozie często nie znajdzie się ani grama* żelaza. Podobne wozy, bez użycia żelaza buduje się też w innych krajach, ale zawsze najtrudniejsze jest dla prostych ludzi wykonanie koła, co jednak nie ma miejsca w Galicji a szczególnie w Karpatach, gdzie wykonuje się koła nie tylko tanio, ale i bardzo prosto.

Po tych słowach wstępu Hacquet rozpoczyna dokładny opis. Na początek brało się świeżo ścięte, młode drzewko grubości ręki - buk [Rotbuche - buk zwyczajny], grab [Weissbuche - grab pospolity], dąb [Eichen], brzozę [Birken] lub inne, które miało od 14 do 16 stóp [ok 4,5-5 m]** długości. Drzewko pozbawiało się gałęzi i z grubsza obrabiało. Nie korowano go specjalnie - korę tylko lekko się nacinało, żeby umożliwić cyrkulację pary (patrz dalej). Następnie ok. 20 takich żerdzi umieszczało się w specjalnym parniku przedstawionym na rycinie.



Perspektywa rysunku jest zaburzona, dlatego sporządziłem jego plan. Był to zwykły, prostokątny budynek, zbudowany z bali. Jego długość wynosiła 3 sążnie a szerokość 1 sążeń (ok. 5,7 na 1,9 m). Wysoki był na 7,5 stopy (ok. 2,3 m) i wkopany w ziemię na głębokość 1,5 stopy (ok. 45 cm). Budynek pokryty był niedużym, czterospadowym dachem z desek. Wszystkie szczeliny zarówno w ścianach jak i dachu były starannie uszczelnione mchem i gliną. W połowie wysokości ściany znajdowały się 3 poprzeczne belki (oznaczone „c”) które tworzyły ruszt, na którym kładziono drewno na koła. Na krótszym boku parnika znajdowało się okno oznaczone „a” i wyposażone w klapę „b”. Okno to służyło do umieszczania i wyjmowania z parnika drewna i było zamykane niemal całkowicie, podczas procesu podgrzewania. Na dłuższej ściance znajdował się otwór „d” służący do dorzucania drewna do ognia. Najlepszym drewnem do palenia w tym parniku miało być drewno jesionowe.

Po ułożeniu żerdzi w parniku i przygotowaniu ogniska składającego się z suchego drewna przykrytego drewnem zbutwiałym, robotnik wchodził do parnika przez otwór „d”, podpalał ogień i gdy już się zajęło, wyczołgiwał na zewnątrz. Następnie otwór „d” przysłaniano tak że dym uchodził tylko przez otwór a. Gdy było go wystarczająco dużo przymykano też otwór „a”. Po około pół godzinie otwierano parnik i wyciągano żerdzie do dalszej obróbki.



Drugi etap wykonania koła odbywał się na specjalnym urządzeniu - giętarce. Składała się ona z ramienia wykonanego z długiego na ok. 3 sążnie (ok. 5,7 m), rozdwojonego na jednym końcu, niezbyt grubego drzewa (Fig II „a”). Na jednym końcu ramię giętarki przymocowane było do kloca zwanego ”Glowa”, na drugim znajdowało się koło „e” i orczyk „f”. Kloce jak przedstawia fig. III były wkopane w ok. 2/3 w ziemię. Wkopana część była kwadratowa, podczas gdy wystająca – okrągła. To ona nadawała kołu kształt i określała jego średnicę, także na podwórzu wytwórcy kół znajdowało się kilka takich pni, w różnych rozmiarach. Ramię było do nich przyczepiane za pomocą sworznia. Można było je odczepić i zamontować do innego kloca, wystarczało zatem jedno. Do ramienia giętarki przyczepiony był specjalny hak-kształtownik oznaczony „c”. Jest on dodatkowo narysowany oddzielnie. Hak przytrzymywało dodatkowe ramię „d”. Z kolei w klocu znajdował się inny hak „c”, oraz dwa nacięcia „e”. Nacięcia ułatwiały związanie gotowego koła przy pomocy wierzbowych lub brzozowych witek.

Przystępując do pracy przy gięciu koła najpierw umieszczano żerdź na koło grubszym końcem w haku „c” umieszczonym w klocu. Zakładano ramię urządzenia oraz wąską listewkę oznaczoną na Fig. „g”. Miała ona zapobiegać pękaniu i drzazgom. Do orczyka zaprzęgano parę wołów i rozpoczynano gięcie koła. Gdy jego końce już się nałożyły, obrabiano je i wiązano. Następnie związane koło zdejmowano z urządzenia i wkładano kolejną żerdź. Dzięki tej metodzie człowiek mógł wykonać od 8 do 12 kół w godzinę. Mimo prostoty wykonania, koła różniły się średnicą o maksymalnie pół cala. Następnie przy pomocy świdra wiercono otwory pod szprychy i dodawano piastę. Wg. Hacqueta koła tego typu wytrzymywały ok. roku użytkowania.

Podobnie koła wykonywano w XVI w na Rusi, o czym pisze w swojej Roxolanii Klonowic:

Gdy łamliwy dąb zmięknie w ciepłej wodzie, daje się
na rozmaite sposoby obrabiać;
na obręcze dębinę w pełne koła zaginają -
tak wieśniacy wozy budują .

Co ciekawe obecnie gięte koła do wozów wytwarzają np. Amisze. Niestety nie wiem czy technologię zabrali ze sobą z Europy, czy zaadoptowali ją później.

Rafał Szwelicki

*W oryg. Loth - waga/masa, więc dosłownie żadnej masy/wagi/ilości.

** Prawdopodobnie chodzi o wiedeńską stopę - ok 31,6 cm. Sześć takich stóp tworzyło sążeń (1,896 m).