wtorek, 15 marca 2016

Zwyczaje pogrzebowe litewskich chłopów w XVII w część 1.


Tym razem wpis o ciekawym zagadnieniu – chłopskich zwyczajów pogrzebowych. Jest kilka publikacji poruszających ten temat, ale źródła są dość szczątkowe. Na szczęście zachował sie ciekawy opis z terenów Litwy pruskiej (obecnie obwód kaliningradzki). Poniższy wpis oparłem właśnie o niego. Jako że opis jest dość długi i szczegółowy postanowiłem podzielić go na dwie części.

Teodor Lepner opisuje dość dokładnie zwyczaje pogrzebowe wśród litewskich chłopów w końcu XVII w. Na początku pisze, iż w przeciwieństwie do tego co pisze wielu historyków wskazujących na długowieczność Litwinów, w okolicach w których pracował nie można było spotkać zbyt wielu 70 czy 80 letnich starców.

Gdy ktoś ciężko zachorował i podejrzewano jego rychłą śmierć, przygotowywano specyficzny napój. Był to rodzaj polewki uwarzonej z jęczmienia i owsa z dodatkiem słodu. Miskę z polewką stawiano przy wezgłowiu chorego, tak by jak pisze Lepner, słodki zapach maskował nieprzyjemny zapach chorego czy umierającego. Można się oczywiście zastanawiać czy pierwotnie ten zwyczaj nie miał innego, obrzędowego znaczenia i stracił je później. Nasiona jęczmienia i innych zbóż symbolizują cykl życia. Obumierają by dać życie nowej roślinie. Owies to symbol płodności – jego ziarna wykorzystywano w obrzędach weselnych. Trudno powiedzieć jak było w tym przypadku, gdyż Lepner podaje tylko takie dość przyziemne wytłumaczenie.

Choremu podawano do picia piwo. Niestety z kontekstu trudno się zorientować czy Lepnerowi chodziło o zwykłe piwo, czy też wspomnianą wcześniej polewkę. Jeżeli chory nie był już w stanie przyjmować napojów informowano o jego stanie rodzinę, tak by mogła się z nim pożegnać. Odwiedzający przychodzili i chwilę rozmawiali z chorym, a następnie żegnali formułką: Passilik su Diewiu, Diewe duk jeib Sweiks isz gitumbei, jeib muddu isz liggos kitta karta wel sussieitumbei.*  Co wg. Lepnera znaczyło „Zostań z Bogiem, Bóg da będziesz zdrowy i znów spotkamy się w zdrowiu” Na co chory odpowiadał: Diewe duk – „Daj Boże”.

Na łożu śmierci dochodziło też do przekazania testamentu. Chory informował rodzinę jak podzielić majątek i zachęcał ich do pozostania razem. Jeżeli nie chcieli, wg. Lepnera, zgodnie ze starym zwyczajem, gospodarstwo przypadało najmłodszemu synowi. Następnie napominał by żyli w bojaźni bożej i prosił o wezwanie księdza.



Grafika litewska z XIX w przedstawiająca dobrą śmierć i śmierć pijaka

Po śmierci kładziono zmarłego na posłaniu z siana i obmywano jego ciało ręcznikami zamoczonymi w ciepłej wodzie. Jeżeli zmarły był mężczyzną, ubierano go w czystą, białą, lnianą koszulę i portki, nogi owijano świeżymi onucami, a na głowę zakładano lnianą czapkę/szlafmycę (w oryg. Schlaff-Mütze). Gdy umierała kobieta, ubierano ją w dwie czyste koszule, a bogate kobiety nawet w trzy. Głowę owijano czystą, lnianą chustą (podwiką). Tak odzianego zmarłego kładziono na desce i zbijano prostą trumnę z 4 desek**

Następnie informowano rodzinę i znajomych o dacie pogrzebu. Odbywał się on dość szybko – w ciągu maksymalnie 3 dni. To o wiele mniej niż było w zwyczaju w Niemczech. Lepner pisze, że Litwini krytykowali Niemców, iż ci tak długo czekali z pochówkiem, aż zmarły zaczynał „gnić na tym świecie”, podczas gdy powinien w ziemi. Niektórzy Litwini po śmierci członka rodziny bili w dzwony. Mówili przy tym, że dusza zmarłego razem z nim w nie bije. Rozpoczynało się śpiewanie pieśni żałobnych. Grób często przygotowywano w dniu pogrzebu, a jeżeli wykopano go wcześniej to na noc był zakrywany. Mówiono, że jeżeli tego się nie zrobiło to w ciągu kilku dni umrze ktoś z rodziny.

Na dziś to tyle. Opis samego pogrzebu i stypy w kolejnym wpisie.

Rafał Szwelicki

* W ten sposób, kursywą, oznaczyłem fragmenty zapisanego przez Lepnera siedemnastowiecznego języka pruskich Litwinów.


**Tak miała wyglądać wg. Lepnera, choć trudno to sobie wyobrazić, bo nie mogłaby mieć dna i wieka. Prawdopodobnie chodzi o to, że boki były wykonane z 4 prostych desek i do tego przybijano dno i wieko.

piątek, 4 grudnia 2015

Kaletka hajduka

Witajcie. Debiutuję dzisiaj na blogu wpisem, w którym postaram się opisać próbę rekonstrukcji kaletki hajduka, przedstawionej na kołtrynie z Nowego Sącza. O samej kołtrynie możecie przeczytać tutaj.

Samo przedstawienie jest na tyle schematyczne, że dla celów rekonstrukcji, musiałem posiłkować się innymi przedstawieniami i zabytkami kaletek, dla określenia wyglądu i konstrukcji poszczególnych elementów.

Pierwszym zadaniem było określenie kształtu i konstrukcji kaletki. Ten przyjąłem od razu jako trapezoidalną kieszeń z klapką wycinaną w trzy półkoliste zęby. Tył i klapę wyciąłem z jednego kawałka skóry, z pominięciem szlufek. Taka konstrukcja odróżnia kaletki „wschodnie” (jak np. te znalezione pod Beresteczkiem) od kaletek typu „girdle bag”, gdzie szlufka stanowi połączenie tyłu i klapy. Przód kieszeni stanowi doszyty drugi trapez. Na kołtrynie widzimy pionowe paski na przodzie kieszeni. Przyjąłem, że są to ślady po zakładkach zastosowanych w celu zwiększeniu pojemności. Do tyłu kaletki doszyłem osobno szlufki na tyle długie, by gotowa torba wisiała znacznie niżej niż pas. Nie jest to patent wyjątkowy. Widać go np. na poniższych przedstawieniach:



Jeszcze dłuższe szlufki, czy może już pas, widać na przedstawieniu Kuruca (czyli podobne datowanie i lokalizacja jak kołytryna). Tą kaletkę też miałem przyjemność szyć.  Wszystkie krawędzie kaletki obszyłem lamówką w kontrastującym kolorze, zarówno dla estetyki jak i dla zwiększenia wytrzymałości gotowej torby.



Odrębną kwestię stanowiło ustalenie zdobień. Na kołytrynie widzimy trzy kółka na klapie, niemożliwe do zidentyfikowania. Miałem na ten temat kilka teorii: wzór tłoczony, rezany i podszyty (jak kaletki z Beresteczka), wzór naszyty lub aplikacja metalowa. Podobne kółka widzimy na grafice chłopa z dzieła Rozmowy ktore myal Krol Salomon mądry z Marchołtem z XVI w:



Zdecydowałem się na ekstremalną wersję aplikacji metalowych. Zainspirowany opisami zbójników z Simplicissimusa Węgierskiego, postanowiłem obwiesić kaletkę monetami. Na serwisach aukcyjnych można znaleźć oryginalne monety, które pełniły funkcję ozdób i są już przewiercone. Tym samym kaletka została udekorowana trzema srebrnymi groszami z czasów Zygmunta III Wazy (wybitych w latach 1606, 1610 i 1614). A tutaj wspomniany opis:

Wszyscy trzej hetmani nosili węgierskie filcowe kapelusiki w dwa rzędy wybijane dukatami, podczas gdy z przodu i z tyłu kapelusika zwisały ku ozdobie stare angielskie rosenoble [angielskie złote monety bite w latach 1464-70]. Na długich wąsiskach Beyhusa ponadto zwisały dwa rosenoble, a końce wąsów z owymi złotymi monetami założone były z każdej strony za ucho.

Pozostałe na klapie miejsce uzupełniłem tłoczonymi wzorami zaczerpniętymi z XVII-to wiecznych cieszynek produkowanych specjalnie dla górali, zdobionych tak aby utrafić w ich gusta. Dla ciekawostki dodam, że motyw np. gwiazdy wirowej czy sekwecji łuków i gwiazdek jest do dzisiaj powszechnie stosowany w góralskich wyrobach z metalu. Podobne zdobienia w formie łuków widać na pokazanej wyżej rycinie.
Gotowa kaletka prezentuje się tak:





Teraz czeka, aż właściciel ruszy na zbój i nabije ją dukatami.

Adam Ledwoń


sobota, 28 listopada 2015

Hołosznie

Witajcie. Dziś krótki artykuł o spodniach sukiennych. Jakiś czas temu w związku z udziałem w przemarszu organizowanym przez CBR postanowiłem uszyć sobie spodnie zimowe. Z etnografii wiemy, że o ile latem, a także w cieplejsze wiosenne i jesienne dni chłopu starczały sam płócienne gacie, o tyle zimą zakładał na nie dodatkowe spodnie z wełny. Gacie omawialiśmy już na blogu TUTAJ.

Tym razem czas na wełniane hołosznie. Na zdjęciach z przemarszu na stronie Cyvil Bande Regiment widać jak się w nich prezentowałem (niestety jedynie dół nogawek). Polecam zajrzeć do galerii:


A tak wyglądają hołosznie w całości (do tego koszula i chodaki - wszystko wg. opisów na blogu):


Hołosznie znane z etnografii mają różne wykroje. Słowo bardziej odnosi się do ich wyglądu niż konstrukcji. Mogą mieć szwy na boku, albo z tyłu. Mogą się kończyć poniżej pępka lub sięgać wyżej. Mieć jeden, lub dwa rozporki po bokach itp. Ja postanowiłem na początek zrobić hołosznie wg. bardzo prostego, wręcz prymitywnego wykroju hołoszni biłgorajskich.

Barbara Kazanowska-Jarecka tak opisuje biłgorajskie hołosznie w Atlasie Polskich Strojów Ludowych:

 Sukno na chołosznie, zwykle białe, wyrabiane było na wsi przez miejscowych knopów i oddawane następnie do folowania. Materiał przed folowaniem nazywano sicią, a po folowaniu "suknem wybijanym". […] Chołosznie posiadały krój prosty, szyto je z jednego płatu sukna, klina i kawałka sukna o formie wydłużonego prostokąta. U jednego końca płatu w środku szerokości materiału wycinano klin w formie równoramiennego trójkąta, po czym od jego wierzchołka rozcinano sukno prawie całkowicie na dwie równe części. W pasie dla wydłużenia spodni doszywano prostokątny kawałek sukna, który z jednej strony obrębiano. W obrąb wciągano powrózek zwany hacznikiem. Gdy weszły w modę chołosznie z niefolowanego Iniano-wełnianego materiału, górą wydłużano je płótnem. Po prawej stronie chołosznie posiadały rozcięcie zwane rozporem. Szew na spodniach przebiegał z tyłu wzdłuż nogawek i w poprzek siedzenia, gdzie wszyty był trójkątny klin. Chołosznie były luźne, a nogawki dopiero od kolan ku dołowi zwężały się.

We wspomnianej pracy znajduje się też wykrój hołoszni i to on posłużył do zrobienia moich.

Pierwsza rzecz to wyliczenie sobie jak wykroić hołosznie z dostępnego materiału. Zależnie od jego i naszych wymiarów możemy to zrobić na dwa sposoby:



Hołosznie dołem muszą być dopasowane, stąd trzeba się dobrze pomierzyć. Góra może być luźniejsza. Potrzebne wymiary to:

  • I – obwód na dole – tu noga musi przejść więc to nie będzie najczęściej obwód w kostce, a obwód stopy w podbiciu, mierzony przez piętę.
  • II – obwód nogi w najgrubszym miejscu łydki. Ponieważ w czasie chodzenia łydka sie napina warto dodać tam kilka cm. Druga sprawa to kwestia tego, że hołosznie w pasie są maksymalnie 2 razy szersze. Jeżeli zatem nasza łydka ma 45 cm, a w pasie mamy 110 to trzeba wymiar II powiększyć przynajmniej do połowy obwodu w pasie, albo i trochę więcej.
  • III – długość od kostki do łydki (można dodać kilka cm, szczególnie jak na dole będziemy obrębiać)
  • IV – długość nogawki. Tę najlepiej wziąć z używanych przez siebie spodni – należy po prostu zmierzyć ich boczny szew.
  • V – obwód w pasie – ten również można wziąć z używanych spodni.
  • Jeżeli szerokość tkaniny z której będziemy wycinać nogawki znacznie się różni od obwodu w pasie to należy lekko ściąć narożniki (jak zaznaczono na rysunku). Nie zawsze jest to konieczne.


Tak wygląda krojenie hołoszni w moim wykonaniu. Oryginalne były wykonywane z sukna - tkaniny o splocie płóciennym i folowanej, tak że splot powinien być niewidoczny. Ja swoje wykonałem z materiału podobnie uzyskanego. Jest to cienki, brytyjski, wojskowy koc szpitalny. W pełni wełniany i folowany (miejscami okrywa była lekko przetarta ukazując splot, ale to tylko dodało jej efekt zużycia), Na wszelki wypadek dodatkowo go wygotowałem w praniu co go trochę "do-folowało". 

Po wykrojeniu trójkąta na dole, należy rozciąć nogawki. Można je rozciąć całkowicie, lub tylko częściowo – do kroku. Można to łatwo zrobić mierząc je na sobie, lub biorąc współczesne spodnie i na ich podstawie wyznaczyć krok. Można też poczekać z rozcinaniem do etapu wszywania klina z tyłu i rozciąć podczas szycia.



Szycie jest bardzo proste. Na początku wszywamy klin  z tyłu. Zaczynamy od wszycia jego wierzchołka i boków (od A do B):



Następnie zszywamy nogawki – od dołu do góry, aż dojdziemy do punktu B. Następnie z punktu B zszywamy nogawkę z klinem, aż dojdziemy do kroku. Jeżeli rozcięliśmy go całkiem to teraz zszywamy nogawki z przodu.

Następnie doszywamy pas. Ja przyszyłem go raz za igłą a później zagiąłem i drugi brzeg doszyłem na okrętkę. W ten sposób powstaje nam tunel na hacznik. Na koniec robimy rozcięcie na prawym boku i obrębiamy je. W tunel wprowadzamy hacznik. Hacznik był to zwykły powróz (czasem bardziej ozdobnie pleciony). Na jednym jego końcu zawiązywano pętlę, a na drugim kilka supełków. Spodnie zapinano przekładając supełki przez pętelkę. Umożliwia ona również regulację obwodu w pasie.
Poniżej zdjęcia gotowych hołoszni - przód:



Z tyłu:




Rafał Szwelicki

piątek, 6 listopada 2015

"Wodery" w XVI i XVII w


Dziś kilka słów o butach rybackich. Od jakiegoś czasu zaprzątały one moja głowę a, że znalazłem ostatnio trochę materiałów na ich temat to skłoniło mnie to do napisania tego krótkiego artykuliku o siedemnastowiecznych woderach.

Wszystko zaczęło się od ilustracji z dzieła Stefana Falimirza „O ziołach y o moczy gich”. Jest to kompendium zawierające zielnik i opis zwierząt występujących w Rzeczpospolitej, wydane w 1534 r. Część spośród zwierząt jest ilustrowana. I tak przy węgorzu znajdujemy ilustrację rybaka, trzymającego tę rybę. Rybak ma na głowie kaptur i czapkę, krótki kaftan, a na nogach coś co wygląda na długie buty owiązane rzemieniami. Przypomniało mi to o innym przedstawieniu rybaka, z ilustracji pokazującej chałupę stelmacha. U niego również widać wysokie buty.

               

Podobne buty znajdujemy u rybaków na przedstawieniach z zachodniej Europy. Poniżej kilka przykładów z XVII wieku, z Anglii i Holandii:



Te ilustracje są bardziej szczegółowe. Widać na nich że mamy do czynienia z długimi za kolano, lub do pół uda butami. Mają doszyte długie, skórzane rzemienie, które oprócz ułatwienia przy wkładaniu mogły służyć do dowiązania butów do pasa lub obwiązania nogi, tak by nie spadały. Od butów jeździeckich różnią się płaską podeszwą bez obcasa – tak samo wygląda to w przypadku butów na polskich rycinach. Tak więc ikonografia potwierdza używanie długich butów przez rybaków. Nie były one stałym elementem wyposażenia rybaka – znam również przedstawienia rybaków w zwykłych, krótkich butach.

Tyle ikonografia, ale to nie wszystkie źródła. Buty rybackie wymieniane są też w tekstach. Trochę informacji dostarcza artykuł Stanisława Ciosa „Buty rybackie w XVI i XVII w”, z Przeglądu Rybackiego 6/2002. Jak pisze autor:

W wykazie podatków uchwalonych przez władze Dobrzynia w 1661 r. w dziale rzemiosła świeckie jako pierwsza figuruje pozycja:  "skórnie rybackie wielkie złotych trzy, skórnie jałowiczne wielkie nad kolana złotych dwa" (Lauda ..., 1887: 30).

I dalej:

W wykazie cen różnych artykułów w Krakowie w 1565 (Taryfa cen..., 1891: 9) figurują, również na samym początku listy, trzy pozycje: "skornie jałowicze dobre wielkie do pasa, nie mają być drożej przedane gr. 30; skornie jałowicze do kroku gr. 24; skornie jałowicze za koliana gr. 20". Podobny zapis jest w 1573 r.: "skórnie, czyIi buty wielkie do pasa, nie mają być drożej przedawane, jak tylko po gr. 30; skórnie jałowicze do kroku po gr. 24; skórnie jałowicze za kolana po gr. 24" (Niemcewicz, 1822: 458).

Jak widać mamy tu doczynienia z kilkoma rodzajami długich butów chłopskich. W pierwszym przypadku są to wyraźnie buty nazywane rybackie. Nie ma opisu ich długości, ale jeżeli porównamy proporcję cen tych butów do skórni za kolana (3 zł do 2  zł) to okaże się, że jest taka sama jak w przypadku proporcji „skórni wielkich do pasa” do skórni za kolana (30 gr do 20 gr). Można zatem domniemywać, że wspomniane w laudzie buty rybackie sięgały do pasa.

Nie wiadomo do czego służyły pozostałe długie buty. Skórnie czy buty za kolana są czasem wymieniane w inwentarzach, ale nie zawsze kontekst jest jasny. Wiadomo, że tego typu długie buty nosili też furmani (znajdujemy np. zapis „woźnicze skórznie do kroku” ).

Bardzo ciekawą informację znalazłem też w „Historii obuwia” Drążkowskiej. Cytuje ona zapis z epoki przytoczony przez Turnau i dotyczący butów rybackich:

Buty rybiarskie wodne, fałdami przeszywane od stopy aż do samego pasa na kształt ubiorów [czyli spodni – przyp. aut.], sznurem zawiązane mają być w pas, a tak rzemień wyprawny ma być, żeby od godziny do godziny na wodzie stojąc aby nie przeszły wodą sztychami.

Jak widać we wszystkich przypadkach teksty opisują podobne obuwie – wysokie do pasa i wiązane do niego sznurem czy rzemieniem. Potwierdzają zatem informacje, które pokazuje nam ikonografia. Buty rybackie miały płaskie podeszwy i były szyte tak by być wodoszczelne. Nie do końca wiem jak rozumieć informację o przeszywaniu fałdami. Być może chodzi o to, że w szwach mają być uszczelki (które są swego rodzaju fałdami ze złożonego na pół paska skóry). Jakiekolwiek inne przeszywanie/pikowanie etc. tylko dodaje dziur, którymi woda będzie dostawać się do wnętrza. Buty tego typu były też dodatkowo impregnowane. Udało mi się odnaleźć przepis z XVII w na impregnat do butów rybackich. Autor każe go rozprowadzić najpierw po skórze przed uszyciem z niej butów, a następnie drugi raz po ich uszyciu. Można też użyć go na już posiadane buty, ale nie będzie tak dobrze zabezpieczał jak w pierwszym przypadku. Przepisu pozwolę sobie nie zacytować, gdyż jak stwierdził autor „ta recepta jest warta więcej niż ta książka”. Może ma rację i zrobię na nim jakiś interes ;)


Rafał Szwelicki

niedziela, 30 sierpnia 2015

O ciupagach jeszcze trochę

Po zrobieniu dłubanki zaciekawił mnie temat dawnej ciesiołki. Szukając form dawnych siekier ciesielskich, odnalazłem takie, które bardzo przypominają formy przedstawione na malowidłach z Orawki (jedynie większe), czy znaleziska spod Beresteczka, opisane w poprzednim wpisie o ciupagach. Ponieważ wszystkie elementy układają się w dość sensowną całość postanowiłem sporządzić kolejny wpis.

Dobrym źródłem dla badania form siekier ciesielskich są księgi norymberskich bractw cechowych (Die Hausbücher der Nürnberger Zwölfbrüderstiftungen). Zawierają one ponad 1300 przedstawień braci cechowych w ich strojach i z narzędziami. W przypadku wielu przedstawień tekst wyjaśnia kiedy je namalowano i ile lat miał wtedy namalowany rzemieślnik. Możemy zatem prześledzić zmiany form narzędzi i bardzo dokładnie je wydatować. Oczywiście należy brać poprawkę na to, że narzędzie nie musiało być nowe. Rzemieślnicy potrafią używać dobrych narzędzi przez dziesiątki lat. Przedstawieni często mają po 70 -80 lat, tak więc datowanie poszczególnych form można przesunąć nawet o 40-50 lat wstecz, do czasów ich młodości. Postanowiłem zatem podać na przedstawieniu wiek rzemieślnika (o ile jest znany) w chwili wykonania rysunku.

Niestety nie znam polskiego słownictwa ciesielskiego, tym bardziej tego z epoki. O wiele łatwiej było mi dotrzeć do słownictwa angielskiego. Johan Commenius w swojej Orbis Pictus, wydanej w 1658 r dzieli siekiery ciesielskie na dwa typy – pierwszy to ang. felling axe, drugi broad axe. U nas narzędzia o tych cechach są w ludowej tradycji nazywane najczęściej (choć nie zawsze) siekierą (felling axe) i toporkiem (broad axe). Narzędzia te różnią się tym, że pierwsze słuzy do ścinania drzewa i cięcia w poprzek włókien. W związku z tym ma wąskie ostrze, często dość długie stylisko, umożliwiające pracę oburącz. Drugie narzędzie służy do cięcia wzdłuż włókien. Zaopatrzone jest najczęściej w krótkie stylisko i bardzo szeroki, często umieszczone decentralnie ostrze. Ułatwia to ociosywanie okrągłych bali do postaci kwadratowych w przekroju belek. W tym wpisie skupię się na siekierach/felling axe gdyż to od nich wg. mnie można wywodzić ciupagi. Poniżej przedstawienie z późniejszego wydania Commeniusa (1685 r ) oraz dwie siekierki z Jamestown należące do przedstawionych typów:



Oglądając przedstawienia z Die Hausbücher der Nürnberger Zwölfbrüderstiftungen zauważyłem, iż gdzieś tak w okolicach połowy XVI w pojawiają się takie, których kształty wydały mi się znajome. Widać, że ich kształt ulegał zmianom w czasie, jednak pod koniec XVI w wykształcił się taki jak znany z beresteckich znalezisk, a także ikonografii przedstawiającej górali.  Poniżej przykłady siekier o których mowa:



Poniżej umieściłem część tych siekier przy siekierach spod Beresteczka, a także przy ikonografii przedstawiającej górali z epoki. Jak widać są to formy bardzo podobne. Góralskie siekiery/ciupagi są tylko trochę mniejsze od ciesielskich, natomiast ich kształt jest bardzo podobny.



Czy zatem ciupagi to pomniejszone siekiery ciesielskie? Wydaje mi się to dość prawdopodobne. Pamiętajmy, że mowa o siekierach w typie felling axe, a więc służących nie tylko cieśli do obróbki drewna, ale też drwalowi do jego ścięcia. Jednym z zajęć jakim trudnili się osadnicy w Karpatach było smolarstwo, czyli ogólnie pojęty wyrób smoły drzewnej (dziegciu), węgla drzewnego, potażu (popiołu) etc. Najwyraźniej w końcu XVI i XVII w najpopularniejszym kształtem żeleźca dla siekier służących do ścinania drzew był opisany wyżej (świadczy o tym zarówno ikonografia, jak i znaleziska spod Beresteczka). Jest więc możliwe, że ciupagi wywodzą się od takich siekier, jedynie trochę pomniejszonych. Góral nie musiał ścinać wielkich drzew, czy obrabiać dużych bali – wystarczyło mu narzędzie zdolne ściąć drobne drzewo potrzebne na opał czy do budowy szałasu. Dzięki pomniejszeniu żeleźca ciupaga stawała się poręczniejsza i zyskiwała w walce. Stylisko uległo z kolei wydłużeniu, tak by mogło służyć jako laska (dawało to również korzyści w walce).


Rafał Szwelicki

wtorek, 25 sierpnia 2015

Górale z XVII w

Znów krótki wpis o moim niedawnym znalezisku. We wpisach o guni   i ciupagach  prezentowałem ikonografię z Orawki, oraz grafikę, która powstała na bazie XVII wiecznej kołtryny. Pisałem też o pewnych problemach z datowaniem przedstawień z Orawki. Generalnie brak było 100% pewności, że przedstawione ubiory mogą pochodzić z XVII w a nie powstały w początkach XVIII. Aż do teraz.

Spośród wymienionych we wpisach źródeł szczególnie ciekawa jest grafika przedstawiająca hajduka i górala. Drzeworyt ten znajduje się w zbiorach Muzeum Tatrzańskiego w Zakopanem i jest prezentowany w każdej pracy zajmującej się grafiką ludową. W 1970 r był prezentowany na wystawie „Polska grafika ludowa” i został opublikowany w opisie tej wystawy (Jacher-Tyszkowa Aleksandra, Polska grafika ludowa, Kraków 1970 ). Uważano na podstawie stylistyki i ubiorów, że to kopia grafiki pochodzącej z XVII w. Poniżej prezentujemy drzeworyt:



Na potwierdzenie wczesnego datowania tego przedstawienia trafiłem przeglądając czasopismo Almanach sądecki. Natrafiłem w nim na ciekawy artykuł pani Marii Marcinowskiej pt. „Cenny sztywnik w siedemnastowiecznym ornacie” (Almanach sądecki, 1994 r, nr 4 (9) ).  Opisuje ona jak w 1982 r w czasie konserwacji starego XVII wiecznego ornatu, odkryto wewnątrz kartonowy sztywnik. Składał się on z kilku warstw , z czego jedną okazała się kolorowana grafika. Została ona pocięta i dopasowana do kształtu elementów tkaniny tworzących ornat. Udało się ją poskładać i wtedy okazało się, że mamy do czynienia z dawną kołtryną – rodzajem tapety do oklejania ścian. Kompozycja pasowa ukazywała zarówno wzory floralne, jak i figuralne – w jednym rzędzie była to orkiestra zwierzęca, w drugim – postacie hajduka i górala, stojące przy oknie z napisem „WARTA JESYP TEKIELIEGO”. Znalezisko to potwierdza że znany drzeworyt ludowy to rzeczywiście kopia XVII wiecznego oryginału. Musiał być to popularny wzór dekoracyjny, skoro przetrwał tyle czasu.



Niestety zdjęcie w artykule jest dość słabej jakości i nie pozwala rozróżnić barw. Wydaje się że oryginał znajduje się obecnie w Muzeum Okręgowym w Nowym Sączu. Napisałem do nich z prośbą o pomoc i lepsze zdjęcia. Jak tylko czegoś więcej się dowiem to opublikuję. Może ktoś z czytelników pochodzi z okolic i widział to na wystawie? W każdym bądź razie jest to bardzo ciekawe źródło do ubioru górali w XVII w. Potwierdza ono również, że stroje znane z polichromii z Orawki były noszone już w XVII w.


                Rafał Szwelicki

poniedziałek, 17 sierpnia 2015

Lamka chłopska

Tym razem krótki wpis związany z moim ostatnim znaleziskiem. Kilka dni temu dotarła do mnie ksiązka Katherine Barich i Marion McNealy pt. Drei Schnittbücher. Książka ta zawiera wykroje z 3 manuskryptów przedstawiających sztuki krawieckie – Nidermayr (1544/68 r), Leonsfeldner i Enns (1590 r). Przeglądając ją zwróciłem uwagę na jeden z prezentowanych w niej wykroi – Frauen Leib Rock, pochodzący z manuskryptu Leonsfeldner. Oto i on:



Patrząc na niego zdałem sobie sprawę z tego, że już gdzieś widziałem bardzo podobny ubiór – chłopska lamka. Opisana została ona w artykule Adama Glapy Ubiory chłopskie w księgach cechowych krawców w czasopiśmie Lud (1954 r, t.41,cz. 1, s. 639-646 ). Znajduje się tam zdjęcie strony z księgi krawieckiej z Poznania pt. Renowacja powtórna sztuk krawieckich wydanej w 1747 r. Zdjęcie jest dość słabej jakości, widać było tylko krój, ale odczytanie uwag do niego było niemal niemożliwe. Tu z pomocą przyszedł mi Andrzej Rakowicz i podesłał lepszej jakości skan z mikrofilmu. Ze strony tytułowej wymienionego dzieła dowiadujemy się też, że we wspomnianym 1747 r dokonano jej renowacji (przepisania) a oryginał pochodził z 1628 r, albo i wcześniej (też mógł być przepisany). Poniżej wykrój chłopskiej lamki z Renowacji.



Rękawy i duża, półkolista baskina są identyczne. Sposób krojenia pleców (gestalt – w całości z kołnierzem) również. Leibrock z Leonfeldner ma boczny szew przesunięty na plecy, podczas gdy lamka z Poznania, ma go idealnie na boku, ale to detal, podobnie jak krojenie kołnierzy z przodu. Generalnie oba wykroje dadzą nam bardzo podobne ubiory. Można zatem uznać, że chłopska lamka to to samo co niemiecki Leibrock.

Szukałem też jakiejś obecności takiego ubioru w tekstach i ikonografii. Adam Glapa pisze, iż lamka chłopska pojawia się w statutach cechowych krawców w latach 1489, 1553 i 1557, choć raczej nie miała takiego samego kroju przez cały ten czas. Ikonografia z Niemiec z XVI w pokazuje chłopki odziane w kurtki, które mogą mieć taki krój jak te z ksiąg krawieckich. Z obszaru Polski nie udało mi się znaleźć niczego pewnego. Chłopka przedstawiona w dziele Haura to raczej kopia jakiejś ryciny z końca XVI w, natomiast kurtki Litwinek są mocno plisowane i nie wiadomo czy mają podobny krój, czy też całkowici odmienny.



Jeżeli natrafię na dodatkowe informacje to się nimi podzielę. Jak na razie lamka chłopska to ciekawy ubiór, który mamy dobrze potwierdzony na ikonografii z XVI w, ale nie udało mi się odnaleźć idealnych późniejszych przedstawień. Można natomiast uznać, na podstawie podobieństw kroju, że polska lamka chłopska jest tym samym czym znany ze źródeł niemieckich frauen Leib Rock.


Rafał Szwelicki