niedziela, 30 sierpnia 2015

O ciupagach jeszcze trochę

Po zrobieniu dłubanki zaciekawił mnie temat dawnej ciesiołki. Szukając form dawnych siekier ciesielskich, odnalazłem takie, które bardzo przypominają formy przedstawione na malowidłach z Orawki (jedynie większe), czy znaleziska spod Beresteczka, opisane w poprzednim wpisie o ciupagach. Ponieważ wszystkie elementy układają się w dość sensowną całość postanowiłem sporządzić kolejny wpis.

Dobrym źródłem dla badania form siekier ciesielskich są księgi norymberskich bractw cechowych (Die Hausbücher der Nürnberger Zwölfbrüderstiftungen). Zawierają one ponad 1300 przedstawień braci cechowych w ich strojach i z narzędziami. W przypadku wielu przedstawień tekst wyjaśnia kiedy je namalowano i ile lat miał wtedy namalowany rzemieślnik. Możemy zatem prześledzić zmiany form narzędzi i bardzo dokładnie je wydatować. Oczywiście należy brać poprawkę na to, że narzędzie nie musiało być nowe. Rzemieślnicy potrafią używać dobrych narzędzi przez dziesiątki lat. Przedstawieni często mają po 70 -80 lat, tak więc datowanie poszczególnych form można przesunąć nawet o 40-50 lat wstecz, do czasów ich młodości. Postanowiłem zatem podać na przedstawieniu wiek rzemieślnika (o ile jest znany) w chwili wykonania rysunku.

Niestety nie znam polskiego słownictwa ciesielskiego, tym bardziej tego z epoki. O wiele łatwiej było mi dotrzeć do słownictwa angielskiego. Johan Commenius w swojej Orbis Pictus, wydanej w 1658 r dzieli siekiery ciesielskie na dwa typy – pierwszy to ang. felling axe, drugi broad axe. U nas narzędzia o tych cechach są w ludowej tradycji nazywane najczęściej (choć nie zawsze) siekierą (felling axe) i toporkiem (broad axe). Narzędzia te różnią się tym, że pierwsze słuzy do ścinania drzewa i cięcia w poprzek włókien. W związku z tym ma wąskie ostrze, często dość długie stylisko, umożliwiające pracę oburącz. Drugie narzędzie służy do cięcia wzdłuż włókien. Zaopatrzone jest najczęściej w krótkie stylisko i bardzo szeroki, często umieszczone decentralnie ostrze. Ułatwia to ociosywanie okrągłych bali do postaci kwadratowych w przekroju belek. W tym wpisie skupię się na siekierach/felling axe gdyż to od nich wg. mnie można wywodzić ciupagi. Poniżej przedstawienie z późniejszego wydania Commeniusa (1685 r ) oraz dwie siekierki z Jamestown należące do przedstawionych typów:



Oglądając przedstawienia z Die Hausbücher der Nürnberger Zwölfbrüderstiftungen zauważyłem, iż gdzieś tak w okolicach połowy XVI w pojawiają się takie, których kształty wydały mi się znajome. Widać, że ich kształt ulegał zmianom w czasie, jednak pod koniec XVI w wykształcił się taki jak znany z beresteckich znalezisk, a także ikonografii przedstawiającej górali.  Poniżej przykłady siekier o których mowa:



Poniżej umieściłem część tych siekier przy siekierach spod Beresteczka, a także przy ikonografii przedstawiającej górali z epoki. Jak widać są to formy bardzo podobne. Góralskie siekiery/ciupagi są tylko trochę mniejsze od ciesielskich, natomiast ich kształt jest bardzo podobny.



Czy zatem ciupagi to pomniejszone siekiery ciesielskie? Wydaje mi się to dość prawdopodobne. Pamiętajmy, że mowa o siekierach w typie felling axe, a więc służących nie tylko cieśli do obróbki drewna, ale też drwalowi do jego ścięcia. Jednym z zajęć jakim trudnili się osadnicy w Karpatach było smolarstwo, czyli ogólnie pojęty wyrób smoły drzewnej (dziegciu), węgla drzewnego, potażu (popiołu) etc. Najwyraźniej w końcu XVI i XVII w najpopularniejszym kształtem żeleźca dla siekier służących do ścinania drzew był opisany wyżej (świadczy o tym zarówno ikonografia, jak i znaleziska spod Beresteczka). Jest więc możliwe, że ciupagi wywodzą się od takich siekier, jedynie trochę pomniejszonych. Góral nie musiał ścinać wielkich drzew, czy obrabiać dużych bali – wystarczyło mu narzędzie zdolne ściąć drobne drzewo potrzebne na opał czy do budowy szałasu. Dzięki pomniejszeniu żeleźca ciupaga stawała się poręczniejsza i zyskiwała w walce. Stylisko uległo z kolei wydłużeniu, tak by mogło służyć jako laska (dawało to również korzyści w walce).


Rafał Szwelicki

wtorek, 25 sierpnia 2015

Górale z XVII w

Znów krótki wpis o moim niedawnym znalezisku. We wpisach o guni   i ciupagach  prezentowałem ikonografię z Orawki, oraz grafikę, która powstała na bazie XVII wiecznej kołtryny. Pisałem też o pewnych problemach z datowaniem przedstawień z Orawki. Generalnie brak było 100% pewności, że przedstawione ubiory mogą pochodzić z XVII w a nie powstały w początkach XVIII. Aż do teraz.

Spośród wymienionych we wpisach źródeł szczególnie ciekawa jest grafika przedstawiająca hajduka i górala. Drzeworyt ten znajduje się w zbiorach Muzeum Tatrzańskiego w Zakopanem i jest prezentowany w każdej pracy zajmującej się grafiką ludową. W 1970 r był prezentowany na wystawie „Polska grafika ludowa” i został opublikowany w opisie tej wystawy (Jacher-Tyszkowa Aleksandra, Polska grafika ludowa, Kraków 1970 ). Uważano na podstawie stylistyki i ubiorów, że to kopia grafiki pochodzącej z XVII w. Poniżej prezentujemy drzeworyt:



Na potwierdzenie wczesnego datowania tego przedstawienia trafiłem przeglądając czasopismo Almanach sądecki. Natrafiłem w nim na ciekawy artykuł pani Marii Marcinowskiej pt. „Cenny sztywnik w siedemnastowiecznym ornacie” (Almanach sądecki, 1994 r, nr 4 (9) ).  Opisuje ona jak w 1982 r w czasie konserwacji starego XVII wiecznego ornatu, odkryto wewnątrz kartonowy sztywnik. Składał się on z kilku warstw , z czego jedną okazała się kolorowana grafika. Została ona pocięta i dopasowana do kształtu elementów tkaniny tworzących ornat. Udało się ją poskładać i wtedy okazało się, że mamy do czynienia z dawną kołtryną – rodzajem tapety do oklejania ścian. Kompozycja pasowa ukazywała zarówno wzory floralne, jak i figuralne – w jednym rzędzie była to orkiestra zwierzęca, w drugim – postacie hajduka i górala, stojące przy oknie z napisem „WARTA JESYP TEKIELIEGO”. Znalezisko to potwierdza że znany drzeworyt ludowy to rzeczywiście kopia XVII wiecznego oryginału. Musiał być to popularny wzór dekoracyjny, skoro przetrwał tyle czasu.



Niestety zdjęcie w artykule jest dość słabej jakości i nie pozwala rozróżnić barw. Wydaje się że oryginał znajduje się obecnie w Muzeum Okręgowym w Nowym Sączu. Napisałem do nich z prośbą o pomoc i lepsze zdjęcia. Jak tylko czegoś więcej się dowiem to opublikuję. Może ktoś z czytelników pochodzi z okolic i widział to na wystawie? W każdym bądź razie jest to bardzo ciekawe źródło do ubioru górali w XVII w. Potwierdza ono również, że stroje znane z polichromii z Orawki były noszone już w XVII w.


                Rafał Szwelicki

poniedziałek, 17 sierpnia 2015

Lamka chłopska

Tym razem krótki wpis związany z moim ostatnim znaleziskiem. Kilka dni temu dotarła do mnie ksiązka Katherine Barich i Marion McNealy pt. Drei Schnittbücher. Książka ta zawiera wykroje z 3 manuskryptów przedstawiających sztuki krawieckie – Nidermayr (1544/68 r), Leonsfeldner i Enns (1590 r). Przeglądając ją zwróciłem uwagę na jeden z prezentowanych w niej wykroi – Frauen Leib Rock, pochodzący z manuskryptu Leonsfeldner. Oto i on:



Patrząc na niego zdałem sobie sprawę z tego, że już gdzieś widziałem bardzo podobny ubiór – chłopska lamka. Opisana została ona w artykule Adama Glapy Ubiory chłopskie w księgach cechowych krawców w czasopiśmie Lud (1954 r, t.41,cz. 1, s. 639-646 ). Znajduje się tam zdjęcie strony z księgi krawieckiej z Poznania pt. Renowacja powtórna sztuk krawieckich wydanej w 1747 r. Zdjęcie jest dość słabej jakości, widać było tylko krój, ale odczytanie uwag do niego było niemal niemożliwe. Tu z pomocą przyszedł mi Andrzej Rakowicz i podesłał lepszej jakości skan z mikrofilmu. Ze strony tytułowej wymienionego dzieła dowiadujemy się też, że we wspomnianym 1747 r dokonano jej renowacji (przepisania) a oryginał pochodził z 1628 r, albo i wcześniej (też mógł być przepisany). Poniżej wykrój chłopskiej lamki z Renowacji.



Rękawy i duża, półkolista baskina są identyczne. Sposób krojenia pleców (gestalt – w całości z kołnierzem) również. Leibrock z Leonfeldner ma boczny szew przesunięty na plecy, podczas gdy lamka z Poznania, ma go idealnie na boku, ale to detal, podobnie jak krojenie kołnierzy z przodu. Generalnie oba wykroje dadzą nam bardzo podobne ubiory. Można zatem uznać, że chłopska lamka to to samo co niemiecki Leibrock.

Szukałem też jakiejś obecności takiego ubioru w tekstach i ikonografii. Adam Glapa pisze, iż lamka chłopska pojawia się w statutach cechowych krawców w latach 1489, 1553 i 1557, choć raczej nie miała takiego samego kroju przez cały ten czas. Ikonografia z Niemiec z XVI w pokazuje chłopki odziane w kurtki, które mogą mieć taki krój jak te z ksiąg krawieckich. Z obszaru Polski nie udało mi się znaleźć niczego pewnego. Chłopka przedstawiona w dziele Haura to raczej kopia jakiejś ryciny z końca XVI w, natomiast kurtki Litwinek są mocno plisowane i nie wiadomo czy mają podobny krój, czy też całkowici odmienny.



Jeżeli natrafię na dodatkowe informacje to się nimi podzielę. Jak na razie lamka chłopska to ciekawy ubiór, który mamy dobrze potwierdzony na ikonografii z XVI w, ale nie udało mi się odnaleźć idealnych późniejszych przedstawień. Można natomiast uznać, na podstawie podobieństw kroju, że polska lamka chłopska jest tym samym czym znany ze źródeł niemieckich frauen Leib Rock.


Rafał Szwelicki

sobota, 18 lipca 2015

Rekonstrukcja dłubanki


Witajcie. Dzisiaj jak obiecałem wpis opisujący wykonaną przeze mnie i Darka dłubankę. Wykonaliśmy ją w czasie Święta Mazurskiej Dłubanki o którym możecie przeczytać w poprzednim wpisie. Miałem przygotować najpierw jakiś artykuł teoretyczny, ale temat dłubanek jest tak obszerny, że wyszła by z tego cała książka. Kształt i wielkość dłubanek zależała od ich funkcji oraz użytego do wykonania rodzaju drewna.  Jadąc na Święto wiedzieliśmy, że tym razem przyjdzie nam pracować w sośnie, postanowiłem zatem zgłębić temat dłubanek sosnowych. Podstawą była dla mnie praca Kaczmarka i Ossowskiego „Dawne i nowe odkrycia łodzi jednopiennych z terenu Wielkopolski”. Praca jest dostępna na stronie academia.edu

Przygotowałem zatem kilka rysunków na których planowaliśmy oprzeć naszą dłubankę. Postanowiliśmy, że wyboru modelu dokonamy na miejscu, po oględzinach pnia jaki nam się trafi. 



Na miejscu wybraliśmy na wzór sosnową dłubankę nowożytną z Borowego Młynu. Jest to dłubanka nr 7 z cytowanej pracy pokazana na ryc. 1,5. Była ona bardzo słabo zachowana, jednak bardzo podobna do niej, pochodząca z XVI w została wydobyta z jeziora Lednickiego (nr 41, ryc. 2,23). Dłubanka lednicka jest większa od tej z Borowego Młynu i wykonana z dębu. Normalnie lepiej byłoby oczywiście wybrać dłubankę lepiej zachowaną, ale jako ,że to nasza pierwsza dłubanka wiedzieliśmy, że i tak nie uda się dokładnie odwzorować jej kształtu. Odbyliśmy też wycieczkę do Nadleśnictwa Spychowo (tuż obok miejsca gdzie dłubaliśmy). W sali muzeum leśnego przechowywana jest duża sosnowa dłubanka wydobyta z jeziora. Przyglądaliśmy się szczegółom wykonania, grubościom grodzi etc. Pomogło nam to w podjęciu decyzji co do grubości burt, dna itp.

Jako, że otrzymaliśmy pień o długości 5 m, najpierw oznaczyliśmy sobie ok. 3,4 m i okorowaliśmy go na tej długości, przy użyciu cioseł i siekier. Pozostałą część odcięli nam zawodowi pilarze.



Kolejnym etapem było uzyskanie z grubsza kształtu dłubanki. Historycznie robiono to ociosując odpowiednio pień. Najpierw wyrąbywano w drewnie nacięcia, a następnie odłupywano materiał pomiędzy nimi. My nie mając ani odpowiednich narzędzi, ani doświadczenia poprosiliśmy o pomoc pilarzy. Podobnie jak dawniej zrobili oni nacięcia w pniu, a następnie materiał odłupaliśmy obuchami i wyrównaliśmy siekierami. Najpierw obrobiliśmy w ten sposób dno a później górę dłubanki. Na tym etapie pilarze wycięli nam też z grubsza zarys dziobu i rufy.



Pierwszego dnia udało nam się też rozpocząć dłubanie wnętrza. Podobnie jak z formowaniem dna i góry – najpierw pilarze ponacinali pień wewnątrz, a następnie wybraliśmy materiał przy użyciu cioseł. Dawniej nacięcia wykonywano siekierami.

Drugiego dnia znaleźliśmy chwilę żeby pobawić się ręcznymi piłami.



Środa i czwartek minęły nam na ociosywaniu wnętrza dłubanki. Mimo nacięć to długa i żmudna praca. Najefektywniejsze okazały się w niej półokrągłe ciosła. Ciosła płaskie były dobre na początku, przy odłupywaniu naciętych fragmentów pnia, ale później wcinały się i grzęzły w drewnie. Półokrągłe z kolei doskonale je żłobiły. Do dokładnego ścięcia burt na grubość ok. 2 -3 cm najlepsze z kolei były dłuta.



Ostatecznie dziób wyszedł nam tępy – tak jak w dłubance spod Beresteczka. Mógłby być bardziej ostry i lekko iść do góry. Wymagałoby to jednak trochę innego przycięcia go na początku prac. Rufa też mogła być lepiej zaokrąglona – wyszła trochę kanciasta. Tym niemniej i takie dłubanki się zdarzały więc generalnie jesteśmy z niej bardzo zadowoleni. Następna będzie jeszcze lepsza :)



W piątek wykończyliśmy dłubankę i załataliśmy dziury. Ponieważ była robiona ze świeżej sosny, pojawiły się w niej drobne pęknięcia. Załataliśmy je pakułami i woskiem z olejem (nie mieliśmy idealnego do tego celu dziegciu). Przyrządzone na szybko lepiszcze okazało się bardzo skuteczne – dłubanka nie przeciekała podczas próbnych rejsów i sobotnich regat.

W rejsach testowych sprawdzaliśmy różne umiejscowienie wioślarza – zarówno przed grodzią, jak i za grodzią.  W przypadku umiejscowienia wioślarza przed grodzią, dłubanka zanurza się nieznacznie i równomiernie. Umiejscowienie za grodzią sprawia, że dziób idzie do góry a tył zanurza się dość mocno. Ułatwia natomiast manewrowanie łodzią i sprawia, że jest ona szybsza i zwinniejsza na wodzie. Mimo fal nie doszło też do zatopienia łodzi, a ilość wody jaka wchlapała się do wnętrza podczas sobotnich regat również nie była bardzo duża. Tak więc jest to mimo wszystko dość bezpieczne.



Nie przetestowaliśmy natomiast jak dłubanka radzi sobie z większym obciążeniem (cięższy wioślarz, czy dwie osoby). Wydaje się jednak, że powinna dwie osoby unieść bez problemu.

Płaskie dno, o grubości ok. 5-6 cm i szerokość dłubanki wynosząca ok. 50 cm sprawiają, że jest ona stabilna. Środek ciężkości położony jest nisko, dłubanka nie ma tendencji do wywracania się i nie potrzebuje żadnych pływaków. Darkowi udało się w niej wyprzedzić 4 inne łodzie i dopłynął do mety jako piąty. W kategorii łodzi z jednoosobową załogą nasza dłubanka przegrała jedynie z dłubanką weteranów z OSP Spychowo, którzy robią dłubanki od pierwszej edycji Święta w 2010 r.



Na kolejną edycję już szykujemy plany. Być może tym razem uda się zrobić dłubankę całkowicie przy użyciu tradycyjnych narzędzi? Czas pokaże :)


Rafał Szwelicki

poniedziałek, 13 lipca 2015

Relacja ze Święta Mazurskiej Dłubanki


W dniach 7-11 lipca braliśmy udział w Święcie Mazurskiej Dłubanki. Przedstawiamy Wam krótki raport z naszego wyjazdu. Na wyprawę wybraliśmy się we dwóch z Darkiem Brzozowskim. Początkowo miało być nas 3-4, ale przyczyny obiektywne (urlopy i choroby) sprawiły wyeliminowały pozostałych. I tak planowaliśmy tylko swoiste rozpoznanie bojem więc nas to nie odstraszyło i rankiem, we wtorek 7 lipca pomknęliśmy do Spychowa.

Święto Mazurskiej Dłubanki to coroczna impreza organizowana przez Nadleśnictwo Spychowo. W tym roku odbyła się jej szósta edycja. Udział w imprezie był darmowy. Uczestnicy przyjeżdżali drużynami. Organizator zapewnił każdej drużynie pień drzewa. W tym roku były to 5 metrowe pnie potężnych ok. 200 letnich sosen (w poprzednich latach były też m. in topole). Oprócz pnia było miejsce do rozbicia namiotu i darmowe posiłki z kociołka. Do tego w budynku Nadleśnictwa zarezerwowane były 2 pokoje gościnne, prysznic i łazienka dla tych, którzy chcieli skorzystać z dobrodziejstw cywilizacji. Dla mnie i Darka – przyzwyczajonych do warunków imprez rekonstrukcyjnych było to aż nadto ;). Jeżeli chodzi o warunki pracy to organizator zapewniał świetnej jakości narzędzia, a także pomoc zawodowych pilarzy. Tak więc od strony organizacyjnej nie ma się do czego przyczepić – piątka z plusem.

W tym roku impreza miała być dość kameralna, ale i tak na miejscu czekało na nas 6 sosnowych pni. Po rozbiciu namiotu, powitaniu i krótkiej odprawie ruszyliśmy do pracy. Jako, że było nas tylko dwóch, na dodatek nie obeznanych z ciesiołką chętnie skorzystaliśmy z pomocy pilarzy. Pomogli z grubsza obrobić pień i porobić nacięcia, które ułatwiały ręczne usuwanie materiału z zewnątrz i wnętrza dłubanki. Mimo tej pomocy przy dłubance spędzaliśmy ok. 10-12 h dziennie, od wtorku do czwartku. W czwartek rano dłubanka nabrała już kształtu.



O tym na czym się wzorowaliśmy i jak dokładnie przebiegały prace będzie w kolejnym wpisie. Na następnych zdjęciach prezentujemy prace pozostałych uczestników. Na początek bardzo ładna i ciekawa dłubanka zrobiona na podstawie indiańskich dłubanek oceanicznych, oraz pierwsza na warsztatach dłubanka wypalana. Niestety zabrakło 1-2 dni do jej skończenia. Być może nastąpi to za rok na kolejnym święcie.



Dłubanka strażaków ze Spychowa, która powstała w rekordowym tempie. Strażacy przychodzili po pracy, ok. godziny 17 i do zmroku nad nią pracowali. Za nią dłubanka wykonana przez grupę rekonstrukcyjną Synowie Jaćwieży wzorowana na dłubance z Czarnej Hańczy. Jeszcze bardziej z tyłu widać dłubankę ekipy z Podkarpacia. Jeden z jej twórców – pan Kazimierz Bąk jest autorem największej w Polsce dwunastometrowej dłubanki.



W piątek rano dokończyliśmy naszą dłubankę starannie usuwając wszelkie ślady po pile i wykonaliśmy próbny rejs. Kwestie pływalności opiszę kiedy indziej, ważne dla nas było to, że dłubanka okazała się stabilna i ani razu nie zatonęła (czym nie wiele ekip mogło się pochwalić).



W sobotę ok. 13 odbyły się regaty dłubanek. Na starcie ustawiło się 9 jednostek. Oprócz zbudowanych w tym roku było kilka zeszłorocznych, a także jedna zbudowana w lesie przez leśników ze Strzałowa. Powstała ona tak jak dawniej powstawały dłubanki – w miejscu ścięcia drzewa. Po ukończeniu została zwodowana, a następnie jej załoga przemierzyła jezioro i przypłynęła na regaty. Na poniższym zdjęciu można zobaczyć wszystkie startujące dłubanki, za wyjątkiem ekipy ze Strzałowa. Jak widać oprócz tradycyjnych, były też bardziej fantazyjne :)



W regatach zajęliśmy piąte miejsce (i drugie wśród dłubanek z jednoosobową załogą – całe podium to duże 2-3 osobowe łodzie). Oprócz nagrody za szybkość trzyosobowe jury przyznawało nagrody dla najładniejszej dłubanki i za najciekawszy styl wiosłowania. Nagrodę za wiosłowanie otrzymała ekipa Synów Jaćwieży, nas z kolei nagrodzono za najładniejszą dłubankę :) W nagrodę otrzymaliśmy pamiątkowy dyplom i rzeźbione wiosło.



 Rozdanie nagród odbyło się na scenie po spektaklu „Powrót Juranda do Spychowa”. Zapakowaliśmy więc nagrody i naszą łódź i ruszyliśmy z powrotem do Warszawy.

Impreza bardzo nam się podobała. Zarówno organizacja, jak i sama idea święta i możliwość zabrania wykonanej przez siebie dłubanki. Poznaliśmy ciekawych ludzi, a niespodziewana nagroda dla najładniejszej dłubanki była swoistą wisienką na torcie. Planujemy już powrót za rok, najlepiej w większej ekipie :)

Rafał Szwelicki

sobota, 23 maja 2015

Jak zrobić chodaki cz.2


Dawno temu pisałem na blogu o tym jak własnoręcznie wykonać chodaki. Ostatnio wykonałem kolejne, tym razem wg. innego wzoru. Poniżej kilka przemyśleń, wyszperanych informacji i krótki opis wykonania takich chodaków.

Czytając o góralach kilkukrotnie trafiałem na informacje jakoby wykonywali kierpce ze świńskiej skóry, gdyż ta miała lepiej chronić przed wilgocią niż bydlęca. Jest to dla mnie dziwna informacja. Świńska skóra ma dużo wyraźniejsze pory i dość mocno chłonie wodę. Podejrzewam, że górale mogli stosować jakieś metody impregnacji, ale nie udało mi się znaleźć, jakie. Być może porowata struktura świńskiej skóry lepiej niż wołowa chłonęła ów impregnat, stąd informacje o jej większej wodoszczelności. Mogą to być też informacje błędne, chociaż swego czasu trafiłem na znaleziska z innych gór – Kaukazu i odnaleziono tam buty ze świńskiej skóry datowane na XIV-XV w. Na razie to jedynie moje pomysły – być może ktoś wie więcej na ten temat i zechce uzupełnić?

Tym niemniej postanowiłem wykonać kolejne chodaki właśnie ze świńskiej skóry. Świńska skóra jest cieńsza od wołowej.  Udało mi się kupić taką o grubości ok. 1,8 mm. Nie jest to dużo – chodzi się podobnie jak na bosaka tyle, że trochę bezpieczniej (chodaki chronią przed otarciami i urażeniem stóp o kamień czy szkło). Skóra świńska okazała się dość tania. Za ok. 70 pln kupiłem kawałek, z którego można wykroić 2 pary chodaków (gdyby był inaczej ukształtowany, bardziej prostokątny to i trzecia by wyszła). Wychodzi, zatem ok. 35 pln za parę.

Jak wspominałem tym razem użyłem innego kroju. Postanowiłem osiągnąć taki efekt jak na poniższych ilustracjach Siedmiogrodzian – chodaków ze spiczastym, lekko zadartym noskiem:


Jak widać efekt całkiem zbliżony. Posłużyłem się w tym celu krojem ludowych chodaków z Banatu. Kraina ta leży obecnie na pograniczy trzech krajów – Węgier, Serbii i Rumunii. Przedstawiona na ilustracji powyżej postać z włócznią to wg. podpisu rumuński chłop, zatem pasuje. Podobne chodaki dostrzeżemy też u węgierskiego żołnierza i studenta. Jak widać nie tylko chłopi w takich chodzili ;). Z Polski chodaki mają też postacie górali na malowidłach z Orawki (choć tam akurat nie dostrzegam zadartego, spiczastego noska, więc może chodzić o inny model. Pewne podobieństwa mają też przedstawione niżej, wykonane z bardzo grubej skóry chodaki kałmuckie z XIX w. Chodaki tego typu mogą też być używane przez odtwórców wczesnego średniowiecza – podobne odnaleziono, bowiem w Szczecinie. Różnią się tylko tym, że ich czuby są przeszywane rzemieniem (tak jak te Kałmuckie) a nie dratwą.



Na koniec sam wykrój użyty przez mnie. Nie wymaga on wielkich wyjaśnień. Chodaki tak jak poprzednio formujemy na mokro. Najpierw wycinamy ze skóry 2 prostokąty. Dłuższy bok powinien mieć ok. 5-7 cm więcej niż długość stopy – dzięki temu uda się uzyskać spiczasty czub. Szerokość powinna wynosić ok. 15-18 cm. Do tego potrzebujemy 2 rzemieni (możemy je wyciąć z tej samej skóry, z której robiliśmy chodaki), o długości ok. 55-60 cm każdy (jeżeli przyjrzycie się uważnie zdjęciu moich chodaków to zobaczycie, że w jednym sztukowałem rzemień z 2 krótszych kawałków, zszywając je ze sobą).  Na początku robimy w skórze nacięcia, przez które przeciągniemy rzemień, a także otworki na szew na czubie. Następnie zszywamy czuby i przewlekamy rzemień przez nacięcia formując jednocześnie chodak. Końca rzemienia wiążemy ze sobą i już – chodak gotowy. Gdy wyschnie możemy go pokryć olejem lnianym, czy innym tłuszczem by nie przesiąkał zbyt łatwo.


Autorka bardzo ciekawie opisuje na nim elementy rumuńskiego ludowego ubioru. Autorka pisze że chodaki były robione ze świńskiej lub wołowej skóry. Zwróćcie też uwagę na zdjęcia – np. to pokazuje, że nie tylko krój, ale i sposób wiązania chodaków nie uległ zmianie od XVII w:


Chodaków użyłem w czasie inscenizacji na warszawskiej Woli. Spisały się bardzo dobrze, ale było sucho i ciepło, więc trudno wyrokować jak to będzie w deszczową pogodę…

Rafał Szwelicki

środa, 6 maja 2015

O podolskich chłopach słów kilka

Garść ciekawych informacji dotyczących majątku – w tym garderoby – należącej do chłopów na Podlasiu w pierszej połowie XVI wieku. Wszystkie cytaty pochodzą z pracy Leona Białkowskiego, Podole w XVI wieku. Rysy społeczne i gospodarcze (Warszawa 1920). Materiały źródłowe zostały zaczerpnięte z nieistniejącego już archiwum ziemskiego podolskiego.



Chłopom z Sokołowa, dzierżawy Jana Tworowskiego, starosty kamienieckiego, krwawo napadniętym w r. 1522 przez czeladź zamku jazłowieckiego, pozabierano pieniądze, sprzęty tudzież rozmaite części odzienia. Jednemu np. zabrano żupan żółty z sukna holenderskiego (z Mastrichtu), drugi żółty wrocławski, sześć koszul, cztery skórki kunie, trzy lisie. Innemu wieśniakowi wzięto żupan czerwony z londyńskiego sukna, drugi żupan z sukna holenderskiego, trzeci — biały z sukna sochaczewskiego, koszul pięć, dwie kuny i lisa. Trzeciemu znów zabrali napastnicy bobra, żupan londyński czerwony, wrocławski żółty oraz czarny z sukna sochaczewskiego, sześć koszul, trzydzieści łokci płótna. Owemu wyjęto ze skrzyni wszystką bieliznę czyli „płacie", żupan żółty, futro kunie, suknię zieloną zajęczą. Jeszcze jeden postradał siedem koszul płóciennych różnego koloru, tkanych z jedwabnej materyi, sześć lisów, dwa naszyjniki jedwabne, jeden złoty, wreszcie żupan „nowej barwy".


(…)


Z jednego aktu poznajemy ubiór pasterzy, którzy w lesie żwanieckim pasą (w r. 1582) owce swego pana i zostają napadnięci i zrabowani przez chłopa z fcojowiec, który odbiera im pellicros duos, (serdaki dwa), dwie czapki czerwone (pilleas rubeas duas), parę butów (caligas duas), dwa paski moskiewskie (cingulos moschiticos duos), cztery noże węgierskie (cultellos ungaricales quatuor), dwa ogniwa (ignilia duo), dwie siekiery, dwie torby pełne żywności, naczynie miedziane (ahenum) i dwie koszule (indusias duas).


(…)


Kmieć jednak podolski miał nie tylko do świecideł upodobanie, obfitował i w bieliznę. Np. laboriosus Wołos, poddany albo „bojar" z Wasilkowiec, zostawił był w domu jednego z dziedziców tej wsi (ale nie u swego pana) czasu najazdu tatarskiego, nie tylko sześć pierścieni pozłocistych, „czelcze pozłociste", „cztery sponki" srebrne pozłociste, ale i koszul koleńskich z jedwabiem 20, innych koszul 4, plachet czerwonych 6, ręczników 20 i wiele innej bielizny.


(…) 


Ażeby wyczerpać posiadany materyał, przytoczę jeszcze nieco przedmiotów z inwentarza ruchomości niejakiego Onyska i żony jego Maryjki, poddanych z Hawryłowiec, z r. 1585. Są tu i pieniądze i ozdoby i ubiory, więc: talarów starych 12 cum strophiolo, 20 monet po 4 grosze, trzygroszówek 15; „knyflików białych srebrnych 12", sygnet srebrny, „żupan luński ciemnobrunatny", obuwie (caligae) z tegoż sukna, inne z sukna luńskiego błękitne, „sablatarz brunatny", kożuch (pelliceum) „czabański" i w. in.


(…)


Bogate sianożęcie, szczególnie na Pobożu, gdzie była obfitość łąk, dostarczały zbiorów siana, tak np. Taras, wataman z wsi Tereszowiec (ad Międzyboż) miał w 1539 r. na swej łące 130 wozow siana. Jednym z głównych działów gospodarki kmiecej były pasieki, o czem świadczą powszechne na Podolu daniny miodowe i dziesięciny pszczelne.



Kmieć miewa tu zwykle zamożną pasiekę, oto np. chłop z Hołozubiniec skarży 1528 r. Talafusa o zabranie mu z lasu 80 pni, 3 trzecinnikow miodu, czterech trzecin. wosku etc. Jeden z poddanych p. Radeckiej we wsi Bronicy ma w 1582 r. 300 pni w pasiece, inny —160 pni. .Niekiedy akta wymieniają narzędzia pasieczne jako to: topór, przysiek, ostry nóż, dłuto, skobel.


(…)
Co do żywego inwentarza, przedstawia się on dość zasobnie 1 na ogół zamożność kmiecia podolskiego w tym czasie chyba nie ustępuje tej, jaką się on tu cieszy u schyłku w. XV. Osiadły poddany szlachecki ze wsi Klipiniec alias Ciołkowiec, około r. 1534, ma 8 wołów, 9 krów, 30 świń, 60 pni pszczół, 50 kaczek (ancas), 100 kur.

W r. 1529 poddany Herburta z Mańkowiec pozywa Ewę Sanowcowę z Derażni o 4 woły, 2 krowy i 3 wieprze. Sieńko ze Snietowa, wataman i kmieć p. Nadolskiego, pozywa w r. 1559 jednego z Radejowskich o odebranie 6 wołów i 5 krów Każdy z pięciu chłopów z Olchowca w r. 1559 ma po sto owiec. Po śmierci wieśniaczki z Napolnego Olchowca w r. 1582 pozostał był posag jej następujący: para wołów, para krów, klacz, dziesięć owiec, cztery ule i sporo sukien i ozdób kobiecych.


A do tego jeszcze ciekawostka, czyli definicja owego tajemniczego „watamana”:


Na czele wsi stoi wataman. Wataman — to pozostałość doby tatarskiej na Podolu (XIII—XIV w.), kiedy miano owo nosili naczelnicy gromad wiejskich, będący zarazem poborcami podatku dla chana. Nie jest rzeczą pewną, czy w wieku XVI wataman był obieralny przez gromadę, czy też przez pana mianowany; ostatnie, zdaje się, podobniejsze do prawdy. Już bowiem wcześnie utożsamiano watamana z faktorem, sprawcą, czyli urzędnikiem gospodarczym samego dziedzica przezeń mianowanym i jego jedynie interesów broniącym. Łączył więc on w sobie charakter naczelnika gromady wiejskiej z charakterem sługi pańskiego; — pojęcia te mięszano owcześnie na Rusi nader często.

W wieku XVI watamana przyrównywano do sołtysa. Był wataman na Podolu — podobnie jak watamani Rusi halickiej w. XV — przedstawicielem gminy wiejskiej wobec swego pana i wobec wszelkich władz rządowych. Jemu wręczano pozwy sądowe, zarówno na wieśniaków jak na dziedzica. Ciążył na nim obowiązek poszukiwania i stawienia winowajcy, w razie zaś nieobecności


Michał 'Kadrinazi' Paradowski